fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Król falafela nie żyje

Rzeczpospolita
Pod takim tytułem ukazała się na Zachodzie powieść izraelskiej pisarki Sary Shilo, u nas zatytułowana „Krasnoludki nie przyjdą". Jej największym atutem jest pokazanie Izraela prowincjonalnego, pełnego blokowisk i lejów po wystrzelonych przez Hezbollah pociskach. W tej książce Izrael jest po prostu brzydki.
Oto miasteczko leżące gdzieś przy granicy izraelsko-libańskiej: pobazgrane sprayem i tonące w śmieciach bloki, fabryka kabli. Wśród tych realiów żyją ludzie zwyczajni, niczym się niewyróżniający. Między innymi rodzina Mas'uda, przybyłego z Maroka Żyda, który stał się miejscowym potentatem w branży fast food, gdyż pracowicie mielił cieciorkę na falafel. Jego niespodziewana śmierć sprawia, że status rodziny zmienia się, bo wdowa po nim, Simona, musi samotnie wychowywać sześcioro dzieci, w tym jedno niepełnosprawne. Po śmierci męża zatrudniła się jako pomoc w żłobku. Książka jest złożona z monologów poszczególnych członków rodziny patrzących na wspólne życie z różnych punktów widzenia.
Simona tęskni za zmarłym i z pokorą przyjmuje zesłany jej los, utrzymując rodzinę. Z królowej miasteczka przedzierzgnęła się w kuchtę, ale wie, że nie ma innego wyjścia, bo krasnoludki nie przyjdą. Itzik i Dudi trzymają się razem, między nimi jest tylko rok różnicy. Lęk przed niewiadomym i stratę w rodzinie kompensują drobnymi kradzieżami i tresowaniem sokoła, który ma być bronią przeciw terrorystom. W dziecięcej wyobraźni celnie zarysowana jest wieczna niepewność dotykająca całej społeczności miasteczka, żyjącej w strachu przed mogącymi przybyć zza bliskiej granicy wrogami, którzy już zresztą dokonali zamachów na kilka bloków. Pociski wciąż spadają, często ogłaszane są alarmy, trzeba schodzić do schronu.
Kobi to najstarszy z braci. Tyra w fabryce, jego jedynym marzeniem jest posiadanie kawalerki w pobliskim mieście. Temu podporządkowuje całe życie, także prywatne, bo kontakty ze światem ograniczył do minimum i sypia w łóżku z matką. Może dlatego, że  dla najmłodszych bliźniaków, Oszri i Chaima, pełni rolę ojca, którego nie poznały? Jest jeszcze Eti, nastolatka. To ona postanawia wyjawić najmłodszym chłopcom tajemnicę śmierci króla falafela.
Książka Shilo to nie są kibucowe opowieści Amosa Oza czy odrealnione, groteskowe fikcje Etgara Kereta. Najbardziej zdaje się zbliżona do prozy Davida Grossmana, który dał się poznać jako przeciwnik polityki militarnej Izraela i zachęcił autorkę do napisania swojej pierwszej pozycji dla dorosłych (wcześniej Sara Shilo była w Izraelu znana ze swych książek dla dzieci) z całkiem niezłym skutkiem. Czekamy na więcej.
Sara Shilo, „Krasnoludki nie przyjdą", Czarne, Wołowiec 2013.
Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA