Reklama

Zuzanna Dąbrowska: PiS śni o narodowym powstaniu pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego

Okupacje mediów publicznych wyglądają dość niepoważnie. Politycy PiS usadowieni w fotelach lub snujący się w korytarzach, albo broniący dostępu pracownikom do toalet, to nie są obrazki ilustrujące romantyczny zryw narodu. Ale to ma się zmienić.
Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński

Foto: Tomasz Gzell, PAP

Donald Tusk zmobilizował wyborców w trakcie kampanii organizując dwa wielkie marsze. Pokazywały siłę sprzeciwu wobec rządu PiS i dawały wyborcom dawnej opozycji poczucie wspólnoty. Relacje z ulic Warszawy pokazujące zaangażowanie społeczne napędziły też frekwencję wyborczą. I choć PiS starał się lekceważyć te przekazy, odegrały one swoją rolę i dały nowej władzy siłę do walki.

Teraz dawna władza marzy o powtórzeniu sukcesu Tuska, obsadzając w jego roli prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

Co chce osiągnąć Jarosław Kaczyński?

– Temu trzeba się przeciwstawić. 11 stycznia będzie demonstracja w Warszawie, mam nadzieję, że okazała demonstracja. Będziemy się temu przeciwstawiać – zapowiedział prezes PiS w jednym z wywiadów. A rzecznik PiS Rafał Bochenek wezwał do udziału w Proteście Wolnych Polaków pod Sejmem w tym dniu, o 16.00. Politycy PiS mają rację: w ich dotychczasowych działaniach, które maja powstrzymać przejmowanie władzy przez nowy rząd, rzeczywiście brakuje „czynnika ludzkiego”. Wokół siedzib medialnych spółek nie gromadzi się spontaniczny tłum i jasne jest, że mało kto nawet spośród aktywu partyjnego, chciałby „umierać za paskowego z TVP Info” – jak mówił w rozmowie z „Rz” prof. Rafał Chwedoruk.

Czytaj więcej

Prof. Rafał Chwedoruk o wojnie o TVP: PiS wiele ryzykuje, rząd ma komfort

Ale liderzy PiS wierzą, że przy sprawnie przeprowadzonej akcji autokarowej i propagandowej wszystko jest możliwe. Tym bardziej, że gwiazdy dawnego TVP Info przeniosły się do telewizji Republika i zapewniają jej oglądalność, która właśnie przewyższyła Polsat News. Na jej antenie ogłoszono nawet zbiórkę pieniędzy na „wyrzucanych z TVP” pod hasztagiem "TVP #MuremZaPolskąTelewizją". Wciąż jednak to bardzo niewielki ułamek tego, czym dysponowała dawna władza w mediach publicznych. Jak więc prawica chce zmobilizować swoich zwolenników?

Reklama
Reklama

Czy demonstracje mają szansę coś zmienić?

Służyć temu mają wielkie słowa o demokracji i łamaniu konstytucji, rozpalanie politycznych namiętności i kreowanie rzeczywistości alternatywnej. Posłowie PiS pytali m.in. podczas konferencji prasowej o udział służb specjalnych w „operacji przejmowania TVP”, w trakcie komisji kultury padło pytanie o „niszczenie archiwów”, a los osób pracujących w TVP malowany jest w katastroficznych barwach. Im głośniej i ostrzej będą padać różne oskarżenia pod adresem rządu Tuska, tym więcej zwolenników PiS o nich usłyszy. Ten plan byłby pewnie dobry, gdyby potencjał buntu w tej grupie był realny. Nie ma nic bardziej żałosnego, niż polityk nawołujący do masowych protestów, którego nikt nie słyszy, a jak nawet słyszy, to się nie posłucha. Być może kiedyś nowa koalicja na taki odruch społecznego buntu zasłuży, ale na pewno teraz jeszcze nie nadszedł ten moment. Poparcie jest stabilne i żadne okupacje i demonstracje tego nie zmienią. Tak jak niczego nie zmieniły demonstracje opozycji po 2015 roku.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Polityka
Kulisy rozgrywki Ryszarda Czarneckiego. „Traktuje Brauna jak Leppera”
Polityka
Prezydent kontra rząd ws. KRS, a Polacy chcą zgody. Najnowszy sondaż
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Polityka
Sondaż partyjny CBOS. Prawo i Sprawiedliwość z poparciem najniższym od lat
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama