Zwłaszcza dziś, w okolicznościach stworzonych przez pandemię koronawirusa, moglibyśmy uchodzić za sektor strategiczny: tyle mówi się o myciu rąk i tym, jak woda może nas chronić przed chorowaniem – mówi „Rzeczpospolitej" dr inż. Klara Ramm z Izby Gospodarczej „Wodociągi Polskie" (IGWP).

– Jednocześnie znajdujemy się w cieniu tego, co dzieje się w służbie zdrowia i gospodarce. Zarazem musimy dostarczać wodę mieszkańcom i odbierać od nich ścieki, tu nie ma szans na jakąś „pracę zdalną" – dodaje.

Innymi słowy, branża wod.-kan. jest w Polsce sektorem z pierwszej linii frontu. Tym bardziej zaskakujące jest, jak niewiele wiemy o problemach przedsiębiorstw z tego rynku.

Wyśrubowane normy

Wymogi co do systemu wodno-kanalizacyjnego wyznacza nam unijna dyrektywa ściekowa z 1991 r., zaś procesy modernizacji i rozbudowy sieci napędzają przede wszystkim fundusze UE. – Teoretycznie branża powinna utrzymywać się z taryf, ale one powinny być ustalone na rozsądnym poziomie. W praktyce według np. opracowań OECD w większości krajów UE branża wod.-kan. nie jest w stanie funkcjonować wyłącznie w oparciu o taryfy – mówi Klara Ramm. – Potrzebne są tu inne rozwiązania finansowe, podatki ekologiczne zwracane sektorowi, granty czy dotacje. Przykładowo w Polsce jesteśmy w olbrzymiej mierze beneficjentem Funduszu Spójności – dodaje.

Według raportów Komisji Europejskiej ostatnie dwie dekady były okresem dynamicznych zmian na rynku: wybudowano ponad 83 tys. km sieci wodno-kanalizacyjnych, zmodernizowano lub zbudowano od zera 1600 oczyszczalni. W sumie, jak szacuje IGWP, od początku lat 90. wydano na cały system od 100 do 150 mld złotych. – Przeszliśmy od roli wystawiaczy rachunków do społecznie odpowiedzialnych biznesów. Nie myślimy tylko o budowaniu nowych kilometrów sieci, ale patrzymy znacznie szerzej – mówił kilka miesięcy temu prezes poznańskiej firmy Auqanet Paweł Chudziński.

Jednak niemal dwa tysiące przedsiębiorstw działających na rynku nie ma wielu powodów do zadowolenia. – Poziom świadczonych usług wodociągowych często nie usprawiedliwia wysokiej ceny za 1 m sześc. dostarczanej wody – pisali kontrolerzy NIK w raporcie sprzed dwóch lat. Skarżyli się na niedostateczną jakość i ciśnienie, przerwy w dostawach lub niewystarczające ilości wody. – Mamy nawet do 100 tys. awarii rocznie. Przyczyną jest m.in. przestarzała infrastruktura, której pełne odnowienie może potrwać 100 lat – uzupełniali.

NIK wytknęła też brak kontroli stanu technicznego sieci w niektórych spółkach, co piąta firma nie prowadziła monitoringu pracy sieci, samorządy też nie paliły się do skrupulatnego nadzorowania działań swoich partnerów.

Presja inwestycyjna

Komisja Europejska szacuje, że system wodny w Polsce wymaga jeszcze ok. 6 mld euro inwestycji, by spełnić warunki zdefiniowane w dyrektywie ściekowej. – Na pewno inwestycji wymaga infrastruktura, tak by wszyscy mogli bezpiecznie odprowadzać ścieki i by można było je w bezpieczny sposób utylizować – przyznaje Klara Ramm. – I nie chodzi o to, by każdy dom w Polsce podłączyć do sieci, bo to nie musi być racjonalne ekonomicznie. Rzecz w tym, by każdy obywatel miał dostęp do usług kanalizacyjnych na wysokim poziomie, np. szczelnego szamba i efektywnego odbioru ścieków do zmodernizowanych oczyszczalni. Potrzeby są ogromne, zwłaszcza na wsi – ocenia.

Ale to zaledwie początek, bo inwestować trzeba też choćby i w kadry. Najgorsze jednak dopiero przed nami. – Ze względu na długoterminowe wyzwania związane ze zmianami klimatu, np. suszami i powodziami, zanieczyszczeniem, wpływem rolnictwa czy przemysłu oraz rosnącą populacją miast zapotrzebowanie na kapitał na pewno będzie wysokie. To trend globalny, a na pewno: europejski – szacuje Ramm. – Wod.-kan. to branża kapitałochłonna, z gigantyczną infrastrukturą, którą trzeba modernizować i utrzymywać – mówi.

W Polsce odczuwany jest też deficyt innowacji. – Pomimo implementacji dużych środków finansowych, około 110 mln zł, branża nie zbudowała znaczących krajowych rozwiązań innowacyjnych – podsumowywał w rozmowie z Portalem Komunalnym Zbigniew Gieleciak, prezes Regionalnego Centrum Gospodarki Wodno-Ściekowej w Tychach. – Ekoinnowacje najczęściej kupowane są w państwach zachodnich Unii Europejskiej. W niewielkim stopniu korzystamy z rozwiązań powstałych na krajowych uczelniach, bo po prostu ich nie ma – tłumaczył.

Tymczasem do 2050 r. 75–80 proc. populacji ma mieszkać w miastach, co sprawi, że wod.-kan. stanie się kluczowym elementem „smart city".

Dla innowacji otwiera się szerokie pole również w biznesie. Z zebranych przez ekspertów BOŚ danych wynika, że 38 proc. przedsiębiorców myśli dziś o wydaniu wolnych środków na nowe technologie w zakresie zaopatrzenia w energię. Wkrótce też uświadomią sobie konieczność oszczędniejszego gospodarowania wodą: powracające latem susze będą powodować niedobory i – zapewne – dalsze wzrosty cen. Czeka nas zatem szereg zmian związanych z procesami produkcyjnymi, zwłaszcza w branżach wodochłonnych, np. spożywczej i chemicznej. A na mniejszą skalę – monitorowanie zużycia wody w firmach, np. przez instalowanie baterii z tzw. perlatorem, wykorzystywanie deszczówki czy recykling wody w minioczyszczalniach.

Prawie jak w Egipcie

Pod względem zasobów wody Polska bywa często porównywana do Egiptu. To przesada, ale też nie mamy powodów do radości. Zgodnie ze statystykami AQUASTAT z 2017 r. na głowę statystycznego Polaka wypadało 1585 m sześc. wody. NIK zaokrągla tę liczbę do 1600 m sześc. W UE za nami są tylko Czechy (1238 m sześc.), Dania (1046), Cypr (661) i Malta (117).

Izba podkreśla, że w latach 2000–2016 pobór wody na cele zbiorowego zaopatrzenia ludności zmniejszył się u nas o 13 proc. W 2016 r. pobrano na potrzeby eksploatacji sieci wodociągowych ok. 2,05 km sześc. wody, głównie z zasobów wód podziemnych (72 proc.).