fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Koronawirus: zasady obowiązujące w uzdrowiskach

AdobeStock
Ważne, by kuracjusze ograniczali kontakty między sobą i życie towarzyskie, które kwitnie w uzdrowiskach po godz. 15 – mówi Marcin Zajączkowski, prezes zarządu Uzdrowiska Ciechocinek.

Czy bezpiecznie jest pojechać w tym roku do uzdrowiska?

Tak, pod warunkiem zachowania zdrowego rozsądku i odpowiednich środków bezpieczeństwa. Każdy z gości musi mieć maseczkę lub przyłbicę, a we wszystkich ciągach komunikacyjnych i częściach wspólnych ustawione są dozowniki z płynem dezynfekującym. Jeżeli kuracjusz będzie ich używał i stosował się do zasad i zaleceń personelu, to zakażenie raczej mu nie grozi. Jeśli miałbym się czegoś obawiać, to raczej życia towarzyskiego, które rozpoczyna się po godz. 15, najróżniejszych „five'ów" czy potańcówek, o których pisze się piosenki.

Życie towarzyskie uzdrowisk również zostanie odmrożone?

Ono toczy się niezależnie od świadczeń zdrowotnych i programu pobytu w sanatorium. Kuracjusze sami rozporządzają swoim wolnym czasem i po południu najczęściej gromadzą się w kawiarniach. Szczególnie teraz, po trzech miesiącach lockdownu. Mieliśmy tego przykład w ubiegły weekend, bo choć turnus sanatoryjny rozpocznie się 24 czerwca, już teraz goście przyjeżdżają na zabiegi rehabilitacyjne. W niektórych lokalach nie było gdzie wcisnąć szpilki. W takiej sytuacji trudno będzie zachować reżim sanitarny.

Co z bezpieczeństwem zabiegów?

Nie mamy obaw co do implementacji wytycznych Ministerstwa Zdrowia i GIS, bo ćwiczymy je już od czasu, gdy odmrożono branżę hotelarską. Przećwiczone mamy również procedury bezpieczeństwa podczas zabiegów leczniczych. Po prostu z ćwiczeń grupowych skorzysta ok. 50 proc. mniej osób niż przed pandemią. Jeśli wcześniej w zajęciach na basenie brało udział 20 osób, teraz będzie ich 10. Podobnie na sali gimnastycznej. Musimy pamiętać, że nas dotyczą nieco inne zasady niż siłownie czy hale sportowe. Większość zabiegów sanatoryjnych prowadzona jest indywidualnie. Ważne, by kuracjusze ograniczali kontakty między sobą i aby był czas na zdezynfekowanie gabinetu. Przerwy między kolejnymi osobami będą dłuższe. Wydłużą się też godziny funkcjonowania poszczególnych gabinetów. Rozmowa -

W przedszkolach dzieci mają mierzoną temperaturę. Te, które kichają i mają ponad 37,5 st. C, nie są wpuszczane. Tak samo będzie w sanatorium?

My też będziemy codziennie sprawdzać temperaturę naszych gości. Jeśli ktoś będzie miał gorączkę, kaszel, katar czy inne objawy mogące wskazywać na zakażenie Covid, zostanie odizolowany w specjalnym pokoju i nie będzie mógł korzystać z terapii aż do wyniku testu.

Zgodnie z zaleceniami NFZ na sześć dni przed wyjazdem do sanatorium trzeba zrobić test na Covid. Co jeśli ktoś zakazi się już np. w pociągu?

Na to nie mamy rady. Bardzo niepokoi nas, że NFZ finansuje testy tylko tych osób, które korzystają z sanatorium na koszt Funduszu. Goście komercyjni, którzy przecież odciążają gospodarkę, płacąc za leczenie i pobyt, za test muszą zapłacić sami. Proszę sobie wyobrazić starsze małżeństwo, które prócz opłacenia samego turnusu musi jeszcze wydać 800–900 zł na test. Pewnie się na taki wyjazd nie zdecyduje. Poza tym, o ile wyjeżdżającym na koszt NFZ miejsce wykonania testu wskazują pracownicy Funduszu, o tyle ci, którzy sami płacą za pobyt, muszą taki punkt drive-thru znaleźć sami. W woj. kujawsko-pomorskim takich punktów jest 19, w dodatku w miastach powiatowych. Samotne osoby z mniejszych miejscowości już mają kłopot, nawet z samym dotarciem do takiego miejsca.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA