fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Cukrzyca typu 1: Zdążyć przed hipoglikemią

Prowadzenie leczenia na co dzień jest po stronie pacjenta. Pompy insulinowe i systemy ciągłego monitorowania glikemii ułatwiają terapię i praktycznie eliminują zagrożenie ciężką hipoglikemią
Shutterstock
Nagły spadek cukru we krwi to największe zagrożenie dla osób chorych na cukrzycę typu 1. Dziś ryzyko niedocukrzenia można minimalizować, ale nie wszyscy mają taką możliwość.

Zgodnie z wytycznymi Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego hipoglikemią nazywamy stan, kiedy stężenie glukozy we krwi spada poniżej 70 mg/dl, bez względu na to, czy towarzyszą temu charakterystyczne objawy, czy też nie. Spadki poziomu cukru we krwi dotyczą wszystkich diabetyków leczonych insuliną, ale w cukrzycy typu 1 są znacznie częstsze i bardziej uciążliwe, ponieważ pacjenci insulinę przyjmują od początku leczenia. Kluczowe znaczenie dla pacjentów ma umiejętność wczesnego rozpoznawania objawów hipoglikemii, odpowiedniego reagowania w takiej sytuacji, a przede wszystkim możliwość zapobiegania jej.

Groźny nadmiar insuliny

Cukrzyca typu 1 jest chorobą autoimmunologiczną, która w procesie autoagresji niszczy w trzustce komórki beta, odpowiedzialne za produkcję insuliny. Jej wydzielanie jest upośledzone lub całkowicie zahamowane. – Pacjent z cukrzycą typu 2 ma znacznie większy wpływ na swoją chorobę, a konkretnie na to, czy będzie wymagał leczenia insuliną. W cukrzycy typu 1 możemy zrobić niewiele, a w zasadzie nic. Chorzy, przynajmniej na obecnym etapie rozwoju medycyny, są skazani na pobieranie insuliny z zewnątrz – za pomocą specjalnych penów do wstrzykiwań lub pompy insulinowej. I nie ma od tego odwrotu – tłumaczy dr Andrzej Gawrecki z Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych i Diabetologii UM w Poznaniu.

Problem polega jednak na tym, że insulina jest lekiem potencjalnie niebezpiecznym, bo może spowodować hipoglikemię. Pacjent musi być zatem wyedukowany, bo to on na co dzień dopasowuje dawki insuliny do swojego trybu życia.

– Nie jest to łatwe, ponieważ zapotrzebowanie na insulinę zmienia się w zależności od tego, co robimy, co jemy, czy się denerwujemy, czy mamy weekend, czy jesteśmy w pracy, czy jesteśmy zdrowi, czy chorzy, a w przypadku kobiet – od fazy cyklu – wyjaśnia ekspert.

Czasami nie sposób przewidzieć, jaka dawka insuliny w danym momencie jest optymalna. Jeśli nie trafimy lub z powodów czynników zewnętrznych okaże się ona zbyt duża – dochodzi do nagłego obniżenia stężenia glukozy we krwi. Pacjenci muszą wówczas spożyć jak najszybciej węglowodany proste, np. wypić sok.

Największe obawy dotyczą jednak ciężkiej hipoglikemii, czyli sytuacji, w której chory wymaga pomocy innych osób. Dla pacjentów jest to często przerażającym doświadczeniem, które budzi lęk przed kolejnymi jej epizodami. Chory jest zdezorientowany, pobudzony, może dojść do utraty przytomności, drgawek, a w skrajnych przypadkach nawet do zgonu.

 Eksperci podkreślają, że nawracające epizody hipoglikemii utrudniają uzyskanie dobrego wyrównania metabolicznego cukrzycy i są przyczyną pogorszenia jakości życia pacjenta. Można temu zapobiec poprzez jak najbardziej precyzyjne dostarczanie organizmowi optymalnych dawek insuliny i systematyczną kontrolę glikemii.

Najważniejsza edukacja

Insulinoterapia to rodzaj protezy, za pomocą której próbuje się naśladować działanie trzustki, czyli skomplikowanego, idealnego mechanizmu stworzonego przez naturę. Żeby chory potrafił odpowiednio stosować insulinę, potrzebuje szkolenia.

– W wielu krajach edukacja diabetologiczna jest refundowaną procedurą medyczną, i tego w Polsce bardzo brakuje. Mamy wielu edukatorów diabetologicznych, ale nie jest to w żaden sposób doceniane systemowo. Wizyta u diabetologa nie może trwać 15 minut – przekonuje dr Andrzej Gawrecki. – Na refundację insulin czy pasków do kontroli glikemii i pozostałych leków wydajemy rocznie 1,3 mld zł, a na edukację pacjentów – zero złotych. To ogromny dysonans – zauważa.

Zdaniem ekspertów możemy wydawać krocie na refundacje leków i pomp insulinowych, ale jeśli nie przeznaczymy środków na wytłumaczenie pacjentowi, jak z nich korzystać i jak radzić sobie z chorobą na co dzień, to efekty leczenia będą słabsze.

– Insulinoterapia wymaga szkolenia. Jeżeli pacjent nauczy się wykorzystywać możliwości terapii, jakie daje współczesna diabetologia, może nawet zostać sportowcem wyczynowym. Nie musi w życiu z niczego rezygnować – przekonuje dr Gawrecki.

Łatwiejsze życie z pompą

Prowadzenie leczenia na co dzień jest po stronie pacjenta. Pompy insulinowe i systemy ciągłego monitorowania glikemii bardzo ułatwiają terapię i praktycznie eliminują zagrożenie ciężką hipoglikemią, która może bezpośrednio zagrażać życiu. Dzięki pomiarowi stężenia glukozy za pomocą specjalnych sensorów umieszczonych w tkance podskórnej pacjent informowany jest przez pompę o zbliżającej się hipoglikemii. Może wówczas sięgnąć po proste węglowodany i zapobiec niedocukrzeniu lub złagodzić jego objawy. Najnowocześniejsze pompy insulinowe przewidują wystąpienie hipoglikemii i z wyprzedzeniem hamują podaż insuliny.

– Różnica w jakości życia z pompą i bez jest ogromna – mówi Magda Zadora, która na cukrzycę insulinozależną choruje od 8. roku życia. Dziś ma szansę stosować najlepszą i najbardziej nowoczesną formę leczenia: pompę z funkcją smart guard, która przewiduje możliwość wystąpienia hipoglikemii. – Stały podgląd glikemii na ekranie pompy to ogromne ułatwienie. Wiem, co się dzieje, i wiem, co będzie za chwilę. Wcześniej z obawy przed hipoglikemią, podobnie jak inni chorzy, wolałam utrzymywać cukier na wysokim poziomie, co po latach choroby mogłoby prowadzić do powikłań – mówi. – Dziś mogę spokojnie spać bez obawy, że w razie hipoglikemii nie obudzę się albo że obudzę się i ze strachu przed hipoglikemią za dużo zjem, doprowadzając z kolei do bardzo wysokiego stężenia cukru we krwi rano – tłumaczy. W ciągu dnia to również ważne. W codziennym wirze naprawdę trudno ciągle myśleć o cukrzycy.

W drodze do refundacji

Leczenie pompą przynosi efekty w postaci lepszego wyrównania cukrzycy, co przekłada się na mniejsze ryzyko powikłań narządowych. Dlatego pompy znalazły się na listach refundacyjnych. Jednak przysługują one jedynie pacjentom z cukrzycą typu 1. do 26. roku życia. Pacjenci powyżej 26. roku życia mają jedynie częściowo refundowane zestawy infuzyjne do pompy insulinowej – płacą za nie 30 proc. ceny. Kolejnym krokiem, bardzo wyczekiwanym przez dorosłych diabetyków, jest refundacja – przynajmniej częściowa – pomp insulinowych. Koszt pompy waha się od 7 do 17 tys. zł. Pacjenci, którzy nie mogą sobie pozwolić na jej zakup, wracają do podawania insuliny za pomocą penów.

– Są dowody naukowe świadczące o tym, że pompa insulinowa jest lepszym sposobem leczenia. Jeżeli mamy dwóch chorych świetnie wyedukowanych, to według najnowszych badań pacjent używający pompy ma mniej powikłań i żyje dłużej niż ten używający penów – mówi dr Gawrecki.

Taki pacjent ma też znacznie lepszy komfort życia. To ważne, zważywszy na fakt, że wśród pacjentów z cukrzycą typu 1 trzy razy częściej niż w populacji osób zdrowych występują depresja, próby samobójcze, obniżony nastrój. – Choroba przewlekła to ogromne obciążenie. Dzięki pompom można je znacznie zmniejszyć – przekonuje ekspert.

Ale nawet pompa nie sprawi, że można całkiem zapomnieć o chorobie i uniknąć błędów w terapii. – Marzą mi się miejsca wsparcia, symulujące warunki prawdziwego życia, w których osoby z cukrzycą uczyłyby się, w jaki sposób praktycznie radzić sobie z chorobą. Gdzie pokazano by im nie tylko, co mają robić, ale przede wszystkim – w jaki sposób to robić. Niestety jest nas – chorych – coraz więcej – podsumowuje Zadora.

Materiał powstał we współpracy z firmą Medtronic

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA