fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Na rynku potrzebna jest mobilizacja

tv.rp.pl
Inwestycji będzie mniej, trzeba je dobrze przygotować – mówi Wojciech Trojanowski, członek zarządu Strabaga w Polsce.

Dla całej międzynarodowej Grupy Strabag ubiegły rok był bardzo dobry na tle poprzednich lat, przychody wyniosły blisko 16 mld euro, zysk operacyjny przekroczył 600 mln euro, portfel zamówień to ponad 17 mld euro. Jak wypada polska część grupy?

Dla całej grupy to był rekordowy rok pod względem przychodów, rentowności operacyjnej i wartości portfela zleceń, na europejskich rynkach utrzymaliśmy pozycję lidera lub wicelidera. W 2019 r. polskie spółki zajmujące się wykonawstwem, czyli Strabag i Strabag Infrastruktura Południe osiągnęły łącznie 4,3 mld zł przychodów, o jedną czwartą więcej niż przed rokiem – to trzeci wynik w grupie, po Niemczech i Austrii. Poprawiliśmy też wyniki operacyjne, ale dalej ciążyły nam niektóre stare kontrakty infrastrukturalne: skokowy wzrost kosztów na przełomie lat 2017 i 2018 oraz brak zapisów o waloryzacji powodują, że nie możemy wykazać zysków z tych projektów. Negocjacje z zamawiającym o waloryzacji nie przyniosły niestety rezultatów, na bieżąco składamy roszczenia. To jest duży, wciąż nierozwiązany problem w całej branży budowlanej.

Jaka jest wartość portfela zamówień w Polsce? Czy składają się na niego jeszcze te stare kontrakty?

W 2020 r. weszliśmy z bardzo dobrym portfelem o wartości ponad 6 mld zł. W latach 2020 i 2021 wchodzimy w fazę realizacji ośmiu kontraktów na budowę dróg ekspresowych zawartych w 2017 r. w formule „zaprojektuj i buduj". Ich wartość sięga 2,5 mld zł. To bardzo duże wyzwanie, mimo zabiegów w fazie projektowania, optymalizacji, organizacji – rentowność będzie ujemna. Na pozostałych kontraktach mamy dodatni wynik.

Jak pandemia przekłada się na działalność? Jaka jest sytuacja na budowach?

Wybuch epidemii zbiegł się z rozpoczęciem sezonu budowlanego. Cała branża ma szczęście, że możliwe było zorganizowanie pracy zgodnie ze wszystkimi zasadami bezpieczeństwa i higieny. Pierwszy tydzień ograniczeń w pracy i przemieszczaniu się przyniósł trochę komplikacji i obniżenia efektywności na budowach, ale sytuacja szybko wróciła do normy na niemal wszystkich naszych placach budów. Zorganizowaliśmy pracę tak, by zagwarantować, bezpieczeństwo naszych załóg w tych zaostrzonych warunkach, za co należą się podziękowania pracownikom i podwykonawcom. Utrudnienia występują cały czas, produktywność jest niższa niż 100 proc. – ale pracujemy, utrzymujemy miejsca pracy i to jest niezwykle ważne dla gospodarki.

Ilu pracowników liczy grupa? Czy sytuacja wymusiła redukcję etatów lub wynagrodzeń?

Na koniec kwietnia w części budowlanej było to 4,7 tys. osób, a w całej grupie Strabag w Polsce zatrudniamy ponad 6,5 tys. osób. Wprowadziliśmy nieco inną organizację czasu pracy, poprosiliśmy o wykorzystanie zaległych urlopów, część osób pracowała zdalnie – powoli wracamy do normalnego trybu. Nie zmniejszaliśmy wynagrodzeń, przeciwnie, od 1 kwietnia one wzrosły. Jeśli mamy zrealizować sześciomiliardowy portfel zamówień, nie zrobimy tego bez zaangażowanej kadry.

Będziemy oczywiście obserwować potrzeby w zakresie zatrudnienia i dostosowywać się do realiów rynkowych, do tego jak będzie wyglądał portfel zleceń na 2021 r.

Czy wywołane pandemią spowolnienie przełoży się na spadek inwestycji i zamówień na rynku budowlanym?

Ważne jest, aby wszystkie instytucje publiczne zaczęły pracować na pełnych obrotach. Nasi publiczni partnerzy, głównie GDDKiA i PKP PLK, wykazują zrozumienie i starają się płynnie organizować pracę mimo ograniczeń. Widzimy jednak spowolnienie u innych uczestników rynku, różnych organów zaangażowanych w przygotowanie prac – wydających opinie, pozwolenia itd. Tu widzimy spowolnienie, które będzie mieć wpływ na wyniki firm budowlanych. Dlatego w tym momencie kluczowa jest mobilizacja wszystkich podmiotów procesu budowlanego.

Cieszą deklaracje płynące z resortu infrastruktury i jego agend o kontynuowaniu inwestycji i przetargów. To bardzo ważny sygnał dla branży i instytucji finansujących. Jesteśmy jedną z kluczowych branż, które mogą pomóc w pokonaniu recesji. Myślę, że trudno będzie odbudować popyt konsumpcyjny, dlatego rola inwestycji publicznych na szczeblu centralnym i samorządowym będzie znacznie większa niż w poprzednich latach. Potrzebna jest konsekwencja w ogłaszaniu i rozstrzyganiu kontraktów, to jest ważne także dla wiarygodności branży w oczach instytucji finansujących.

Sytuacja powinna jednak skłonić do tego, by jeszcze raz porozmawiać o warunkach kontraktów, o podziale ryzyka, o waloryzacji.

Oczywiście, mamy obawy co do przyszłości. Po pierwsze, co do pozyskiwania funduszy unijnych dostępnych w kolejnych perspektywach. Rozumiemy, że większa część będzie kierowana na inwestycje czy wydatki związane z bezpośrednią walką z koronawirusem oraz na wsparcie innych części gospodarki. Ale fundusze na poprawę infrastruktury w Polsce też powinny się znaleźć, one dają duży efekt mnożnikowy. Mamy obawy o budżety samorządów. Przychody z podatków mocno się zmniejszą, a koszty walki z pandemią są wysokie. Pytanie, czy zostaną środki na inwestycje i czy będzie można liczyć na wsparcie z poziomu centralnego.

A co z inwestycjami prywatnymi?

Z niepokojem patrzymy na to, jak mocno niektóre branże są dotknięte kryzysem. Liczymy się z tym, że w kolejnych kwartałach zamówienia będą sporo niższe – zarówno jeśli chodzi o budownictwo komercyjne, jak i przemysłowe.

Jak dzieli się wasz portfel na publicznych i prywatnych zamawiających?

Nie dzielimy tak portfela. Możemy powiedzieć, że około 2,5 mld zł to duże kontrakty dla GDDKiA, ponad 1,2 mld zł dla PKP PLK, ponad 1 mld zł to kontrakty ogólnobudowlane, a reszta to kontrakty infrastrukturalne realizowane głównie dla samorządów. Te kontrakty ogólnobudowlane są zdywersyfikowane, to m.in. placówki medyczne, obiekty użyteczności publicznej, przemysłowe, biura, mieszkania, projekty hydrotechniczne.

Jak pan ocenia rządowe tarcze antykryzysowe?

Cieszę się, że wsparcie objęło także duże przedsiębiorstwa, bo w wielu przypadkach to nasi klienci i zależy nam, żeby te branże jak najszybciej poradziły sobie kryzysem. Generalnie pomoc państwa powinna iść w kierunku podtrzymywania przedsiębiorstw, zapewniania im finansowania, by mogły one utrzymać zatrudnienie. Myślę, że jeszcze długo takie wsparcie będzie potrzebne. Należałoby też obniżać koszty pracy, są one w Polsce cały czas bardzo wysokie.

Jeśli chodzi o budownictwo, pomoc państwa widziałbym w postaci przeanalizowania warunków kontraktów i konsekwentnego kontynuowania inwestycji oraz ogłaszania przetargów.

Myślę, że to dobry moment na zastosowanie formuły PPP i dopuszczenia kapitału prywatnego do inwestycji infrastrukturalnych, gdyby środki publiczne miały być mniejsze. Tu też konieczne byłoby rozłożenia ryzyka między stroną publiczną i partnerem prywatnym.

Wygląda na to, że zamówienia publiczne mogą być lokomotywą rynku budowlanego w czasie spowolnienia. Czy nie stwarza to ryzyka, że znów wszyscy rzucą się na takie zlecenia i dojdzie do walki cenowej?

Mam nadzieję, że wszyscy wyciągnęli lekcje z przeszłości i oferty będą wyceniane realnie, a budżety inwestorskie kalkulowane w oparciu o rzeczywiste koszty. Efektywna waloryzacja to temat, który cały czas powinien być dyskutowany.

Wojciech Trojanowski jest członkiem zarządu Strabaga w Polsce od 2007 r. Z budowlanym koncernem jest związany od 1996 r., zaczynał w austriackiej centrali. Jest magistrem ekonomii, absolwentem Szkoły Głównej Handlowej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA