fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Mamy dekadę, by odejść od węgla i przeistoczyć się w zieloną spółkę

Rzeczpospolita, Robert Gardziński
Trudno mi sobie wyobrazić, że w przyszłości przy tak spektakularnym wzroście cen CO2 wciąż będzie można zarabiać na produkcji prądu z węgla brunatnego – twierdzi Piotr Woźny, prezes Zespołu Elektrowni Pątnów – Adamów – Konin.

Jeszcze niedawno walczył pan o czyste powietrze, a teraz zarządza węglową spółką. Jak czuje się pan po drugiej stronie barykady?

piotr woźny: Do zarządu ZE PAK dołączyłem, gdy główny akcjonariusz – Zygmunt Solorz – zdecydował już o zakończeniu działalności węglowej. Wspólnie rozmawialiśmy o tym, jak ten proces przeprowadzić, jaki harmonogram działań przyjąć. ZE PAK jest spółką, która jako pierwsza w Polsce pokaże, jak w praktyce wygląda transformacja energetyki węglowej w kierunku odnawialnych źródeł, dbając jednocześnie o pracowników i o cały region. Wątek sprawiedliwej transformacji jest dla mnie niezwykle istotny. Nie sposób było nie przyjąć takiego wyzwania do realizacji.

ZE PAK postanowił wygasić swoje kopalnie i elektrownie na węgiel brunatny do 2030 r. Dlaczego akurat ta data?

Zostało to dokładnie skalkulowane. Po pierwsze, uwzględniliśmy wytyczne wynikające z porozumienia paryskiego. Po drugie, wzięliśmy pod uwagę wielkość dostępnych zasobów węgla w złożach, których eksploatację będziemy systematycznie kończyć. Kopalnia Adamów już została zamknięta, a w odkrywkach Jóźwin i Drzewce zostało nam węgla jeszcze na rok. Natomiast odkrywka Tomisławice może pracować do 2029 r. Kolejny istotny element to parametry eksploatacyjne naszych bloków energetycznych. Okazuje się, że tylko jeden blok w Elektrowni Pątnów II jest w stanie pracować do końca tej dekady. Produkcja energii z węgla brunatnego jest coraz mniej rentowna,

bo ceny uprawnień do emisji CO2 rosną w zaskakująco szybkim tempie. W tym roku ruszył rynek mocy, który jest wsparciem dla jednostek wytwórczych. Jednak szanse na to, że rynek mocy dla elektrowni węglowych będzie działał także po 2024 r., są niewielkie. Mamy więc dziesięć lat na transformację biznesu, na przeistoczenie się w zieloną spółkę.

Jak to zrobić, by uniknąć załamania lokalnej gospodarki?

To największe wyzwanie. Konin to miasto, które powstało jako stolica ośrodka przemysłowego bazującego na wydobywaniu węgla brunatnego i produkcji energii z tego surowca. Nie da się zrobić sprawiedliwej transformacji bez pieniędzy i bez programów pomocowych. Dlatego cieszę się, że rozmowy dotyczące wsparcia dla Polski z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji już się konkretyzują. Liczę na to, że zapowiadane 387 mln euro z tego funduszu trafi do Wielkopolski Wschodniej. Pieniądze te powinny być skierowane w pierwszej kolejności na projekty wspierające aktywizację zawodową osób, które dziś pracują w ZE PAK, na przekwalifikowanie pracowników i na tworzenie nowych miejsc pracy.

To spora kwota i jeśli dobrze ten proces zaplanujemy, to możemy utworzyć poduszkę amortyzacyjną dla lokalnej społeczności.

ZE PAK już teraz szkoli górników do pracy przy instalacjach fotowoltaicznych. Czy znajdą pracę?

Na razie prowadzimy pilotażowy program obejmujący małą grupę pracowników. Przy Elektrowni Konin zbudowaliśmy centrum szkoleniowe OZE i postawiliśmy makiety dachów, by uczyć montażu paneli słonecznych.

W październiku 2020 r. ruszyły pierwsze kursy i kilkudziesięciu pracowników ma już odpowiednie uprawnienia. Część z nich już znalazła zatrudnienie w spółce Esoleo z Grupy Polsat, która buduje największą farmę fotowoltaiczną w Polsce o mocy 70 MW w Brudzewie. W lutym ruszyliśmy z pracami budowlano-montażowymi i zaangażujemy w to kolejne osoby. Natomiast w planach mamy znacznie większy projekt szkoleniowy dla 2,5 tys. osób, na który chcemy pozyskać środki z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Nasza wizja jest taka, by na każdego pracownika przeznaczone były konkretne pieniądze, które mogłyby popłynąć nie tylko na szkolenia, ale też dla nowego pracodawcy na dofinansowanie kosztów zatrudnienia. Pracujemy nad tym, by taki program wdrożyć dla górników i energetyków z grupy ZE PAK.

W ciągu dekady grupa drastycznie się skurczy, bo elektrownia słoneczna, nawet największa, nie da takich przychodów jak dzisiejszy kompleks wydobywczo-energetyczny. Jaki jest pomysł na dalsze działanie spółki?

Chcemy skupić się na kilku segmentach aktywności. Mamy w grupie spółkę PAK Serwis, która zatrudnia około 700 osób. Ta firma dziś świadczy usługi głównie dla naszych elektrowni, ale w poprzednich latach udawało jej się osiągać nawet 30–40 proc. przychodów z usług dla firm zewnętrznych. To kierunek, który będziemy chcieli kontynuować. PAK Serwis buduje razem z Esoleo farmę fotowoltaiczną w Brudzewie i dzięki temu uzyska kompetencje i referencje przy budowie wielkoskalowych farm PV.

To o tyle ważne, że w Wielkopolsce zapowiadanych jest sporo inwestycji w elektrownie słoneczne i widzimy tu szansę na zlecenia.

W kwestii produkcji energii plan jest taki, by 1,1 GW mocy zainstalowanych dziś w elektrowniach węglowych zamienić na 1,2 GW zielonej mocy. W Koninie mamy już blok na biomasę o mocy elektrycznej 50 MW i cieplnej 100 MW. Budujemy właśnie drugi taki blok, przerabiając stary kocioł na węgiel brunatny. Rozmawiamy ponadto o kolejnych farmach fotowoltaicznych na naszych terenach pogórniczych. Analizujemy, czy taką wielkoskalową farmę można też zbudować na jednym ze zbiorników wodnych. Niestety, słabo wygląda opcja budowy farm wiatrowych na lądzie, z uwagi na ograniczenia wynikające z tzw. ustawy odległościowej. Ulokowanie wiatraków będzie możliwe tylko na niewielkiej części naszych terenów. Kolejny pomysł, na razie w fazie prac koncepcyjnych, to budowa biogazowni rolniczych wspólnie z lokalnymi samorządami.

ZE PAK zapowiedział też inwestycje w zielony wodór. Kiedy mogłaby się rozpocząć jego produkcja i do czego zostanie on wykorzystany?

Mamy już zamówiony elektrolizer z opcją dobudowania dodatkowej instalacji. Plan jest taki, by jeszcze w tym roku uruchomić w Elektrowni Konin wytwórnię wodoru o mocy 2,5 MW. To zupełnie nowy biznes, którego musimy się nauczyć od podstaw. Rozmawiamy już z potencjalnymi odbiorcami zielonego wodoru, bo sami nie będziemy go wykorzystywać. To dopiero początek, ale wierzę, że to paliwo przyszłości, dlatego chcemy się do tego dobrze przygotować i już teraz rozwijamy kompetencje w tym obszarze.

Jak pan ocenia nową politykę energetyczną państwa do 2040 r.?

Cieszę się, że dokument wreszcie został przyjęty przez rząd. Nie zazdroszczę ministrowi klimatu i środowiska Michałowi Kurtyce, bo skala wyzwań, przed którymi stoi polska energetyka, jest ogromna. Sądzę, że już niedługo

– z uwagi na gwałtownie rosnące koszty uprawnień do emisji CO2 – trzeba będzie tę nową strategię rewidować i jeszcze bardziej wyostrzyć tempo odchodzenia od produkcji energii elektrycznej w blokach węglowych. Jeśli chodzi o wykorzystanie węgla w kolejnych dekadach, to przyjęto dość szerokie widełki, ale spodziewam się, że będziemy realizować scenariusz mocniejszej redukcji spalania tego surowca. O nowych odkrywkach węgla brunatnego napisano tyle, że o ich powstaniu zdecydują inwestorzy. ZE PAK już pod koniec 2020 r. zapowiedział, że wycofuje się z planów uruchamiania nowych odkrywek w lokalizacjach takich jak Ościsłowo, Dębe Szlacheckie i Piaski. Jesteśmy w tej sprawie bardzo konsekwentni – wycofaliśmy już wszystkie formalne wnioski, na podstawie których toczyły się postępowania administracyjne o prawo do eksploatacji nowych odkrywek.

ZE PAK zamknie kopalnie do 2030 r., ale PGE chce eksploatować jedną ze swoich odkrywek nawet do 2044 r. Pana zdaniem to możliwe?

Wydaje się to wątpliwe, jeśli utrzyma się ten spektakularny rajd w górę cen CO2 i ta żelazna konsekwencja Unii Europejskiej w zakresie realizacji polityki klimatycznej. Trudno mi sobie wyobrazić, że w takich warunkach można wciąż zarabiać na produkcji prądu z węgla brunatnego. Obecnie jest to możliwe wyłącznie dzięki kroplówce, jaką dostały elektrownie z rynku mocy. ZE PAK jest prywatną firmą i musiał podjąć biznesową, racjonalną decyzję. Nasi konkurenci, kontrolowani przez Skarb Państwa, rozmawiają natomiast z rządem

o wydzieleniu ich aktywów węglowych do osobnej państwowej spółki. Prywatni wytwórcy nie zostali do tego projektu zaproszeni.

A wzięlibyście w tym udział?

Trudno powiedzieć, bo szczegóły tego pomysłu nie są znane. Jest to na pewno sposób na to, by zapewnić dalsze funkcjonowanie elektrowni węglowych, które dziś są ważnym elementem bezpieczeństwa energetycznego kraju, i przeprowadzić proces wychodzenia z węgla w warunkach spokoju społecznego. Będziemy z uwagą obserwować ten proces i w przypadku, w którym będzie to ekonomicznie racjonalne, jesteśmy gotowi przekazać Skarbowi Państwa na uzgodnionych warunkach nasze bloki węglowe wraz z kopalnią.

Rząd rozmawia obecnie o pakiecie socjalnym dla górników węgla kamiennego, którzy stracą pracę. Czy takie wsparcie powinni też dostać górnicy z odkrywek?

Jestem o tym przekonany. Górnicy węgla brunatnego powinni otrzymać takie same uprawnienia jak ich koledzy ze Śląska. Interesujący jest pomysł przyznania urlopów górniczych osobom, którym brakuje kilku lat do emerytury. Pozostałym pracownikom powinny być przyznane jednorazowe odprawy w wysokości 12 miesięcznych pensji. Elektrownie na węgiel brunatny są bardziej emisyjne niż te na węgiel kamienny i dlatego są pierwsze w kolejce do dekarbonizacji. Ale to powoduje, że należy bardzo szybko stworzyć regulacje prawne, które zrównają prawa socjalne górników węgla brunatnego z uprawnieniami górników węgla kamiennego.

Piotr Woźny kieruje koncernem wydobywczo-energetycznym ZE PAK od listopada 2020 r. Od czerwca 2020 r. pełnił funkcję przewodniczącego rady nadzorczej tej spółki. Od 2017 r. zaangażowany był w walkę ze smogiem, m.in. jako wiceminister przedsiębiorczości i technologii oraz pełnomocnik rządu. Następnie kierował Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA