Wywiady

Wojciech Kostrzewa: Liczba firm uciekających z giełdy może wzrosnąć

Wojciech Kostrzewa
Fotorzepa/Robert Gardziński
- Spółka, w której osoba prywatna ma 80 proc. udziałów, nie jest państwowa ani samorządowa - przypomina Wojciech Kostrzewa, wiceprezes Polskiej Rady Biznesu, w rozmowie z Anitą Błaszczak.

Projekt ustawy o jawności życia publicznego wywołał duże poruszenie w środowisku biznesowym. Jakie są reakcje członków PRB, w tym osób, które są we władzach spółek z ponad 20 proc. udziałem skarbu państwa albo samorządów?

Wojciech Kostrzewa: Ten projekt wywołał bardzo duże zaniepokojenie, gdyż raptem normalni członkowie zarządów czy rad nadzorczych stają się osobami objętymi ustawą o jawności życia publicznego i zaczynają podlegać wszystkim konsekwencjom tej ustawy włącznie z deklaracją majątkową, czasami nie zdając sobie nawet z tego sprawy.

Ponieważ art. 2 projektu ustawy przewiduje, że spółka, w której 20 proc. udziałów ma inna spółka objęta ustawą, w praktyce oznacza, że 4 proc. pośredni udział Skarbu Państwa wystarczy, by skutecznie ograniczyć prawo własności i uprawnienia przedsiębiorcy! Myślę, że wielu z nas nigdy się nie interesowało, kim są mniejszościowi udziałowcy mniejszościowych inwestorów w naszych firmach.

Wejście w życie tej ustawy zapoczątkuje dokładne badanie struktury własnościowej wszystkich naszych kontrahentów i inwestorów! Tak więc spółki, w których prywatni przedsiębiorcy mają 80 proc. większość kapitałową a Skarb Państwa pośrednio 4 proc. będą musiały traktować zarządy i rady nadzorcze jako osoby publiczne. Będą zobowiązane do zgłaszania CBA umów o wartości powyżej 2 tys. zł czy też do publikowania w internecie danych o transakcjach opłacanych służbową kartą kredytową.

Ten ostatni punkt to zupełny nonsens, gdyż nie bardzo wiadomo, dlaczego wydatki dokonywane służbową kartą mają być podejrzane, a przelewem już nie? Niepokojące są też kolejne znaki zapytania, które pojawiły się w związku z projektem.

Co budzi wątpliwości?

Nie wiadomo np., jak będą traktowane OFE. O ile zarządy i osoby nadzorujące PTE mają składać oświadczenia majątkowe, to nie wiemy, jak będą traktowane te spółki giełdowe, w których OFE posiadają ponad 20 proc. udziałów. Wprawdzie te spółki charakteryzują się dużą transparentnością, ale ta ustawa wymaga ujawniania więcej danych niż przepisy regulujące giełdę papierów wartościowych.

Kolejny wątpliwy obszar to tak promowana przez premiera Morawieckiego działalność związana ze wspieraniem młodych innowacyjnych przedsiębiorstw. Nie wiemy, czy np. objęcie przez fundusze sponsorowane przez Polski Fundusz Rozwoju udziałów w startupach sprawi, że one również staną się podmiotami zobowiązanymi do przestrzegania zapisów ustawy. Jeśli tak, będzie to skutecznie odstraszało startupy od współpracy z publicznymi instytucjami, które miały wspierać przedsiębiorców.

Jednak chyba wszystkie, a przynajmniej większość rozwiniętych państw wprowadziło regulacje mające ograniczyć ryzyko korupcji…

Przepisy antykorupcyjne funkcjonują też w innych państwach. Zasiadam we władzach międzynarodowych spółek, gdzie obowiązują zasady "compliance" i muszą być przestrzegane regulacje związane ze szkoleniem antykorupcyjnym. Wiele firm w Polsce już jest tymi regulacjami objętych, gdyż są częścią międzynarodowych koncernów. Np. duże banki , które należą do globalnych grup bankowych już od lat muszą spełniać wymogi, którym są poddane ich firmy-matki w USA czy Niemczech.

Mam natomiast wrażenie, że ta ustawa idzie zbyt daleko, jeśli chodzi o definicję podmiotu zobowiązanego do takiej jawności. Gdy ktoś decyduje się na pracę lub współpracę ze spółką, w której skarb państwa ma powyżej 50 proc., to jest oczywiste, że obowiązują tu pewne ograniczenia. Jednak zupełnie niezrozumiałe jest, dlaczego raptem 20 proc,. udział spółek skarbu państwa lub innej spółki zobowiązanej lub władz samorządowych powoduje, iż właściciel prywatny mający 80 proc. udziałów ma podlegać tym samym reżimom, co funkcjonariusz publiczny.

Czytaj również: Andrzej Malinowski: Nie róbmy demolki w spółkach

Czy można uznać, że te spółki faktycznie trafią pod kontrolę skarbu państwa, czy to za dużo powiedziane?

To może za dużo powiedziane, lecz jeśli ustawa zakłada, że raz na miesiąc spółka ma przesyłać do CBA zestawienie wszystkich zawartych umów o wartości powyżej 2 tys. zł, to po pierwsze jest to koszmar biurokratyczny a po drugie nie wiem, czemu tego typu informacje mają być zgłaszane służbom specjalnym. Przecież spółka, w której prywatny przedsiębiorca ma 80 proc. udziałów nie jest państwowa ani samorządowa.

Czy po wejściu w życie tych regulacji trzeba się liczyć z odpływem menedżerów ze spółek z udziałem skarbu państwa i ucieczką firm z giełdy w obawie przed inwestycjami państwowych spółek? 

Ten ostatni punkt to ważna kwestia. Obserwujemy już od 2016 r. falę wycofań spółek z giełdy. Stały za nimi różne powody, ale wszystkie miały wspólny mianownik; obawę przed nacjonalizacją OFE, co de facto oznaczałoby pojawienie się silnej reprezentacji Skarbu Państwa w firmach, które nigdy nie postrzegały siebie jako spółki SP. Jednak poprzez to, że są spółkami giełdowymi w ich akcjonariacie znalazło się 35-40 proc. udziałów, które były w rękach różnych OFE.

Myślę, że motywacja, która przyświecała decyzjom o wycofaniu spółek z GPW w roku 2017, po wejściu w życie tej ustawy będzie jeszcze silniej wpływała na procesy decyzyjne. W rezultacie więcej spółek uzna, że nie chcą ryzykować tak dużej ingerencji Skarbu Państwa w ich przedsięwzięcia. W związku z tym łatwiej będą podejmować decyzje o wycofaniu spółek z giełdy.

Czy powszechnie krytykowany projekt warto poprawiać, czy może zrezygnować z prewencyjnych regulacji i skupić się na ściganiu łapówkarzy?

Na ściganiu łapówkarzy zawsze się warto skupić. Myślę, natomiast, że ten projekt ustawy jest do poprawienia. W zasadzie idzie w tym kierunku, w którym dzisiaj znajduje się ustawodawstwo większości państw OECD i Unii Europejskiej. Duże przedsiębiorstwa silnie połączone z rynkiem międzynarodowym znają podobne regulacje i nie będą nimi specjalnie przerażone.

Natomiast największym problemem jest według mnie pozbawienie de facto pewnych praw własności większościowego udziałowca lub akcjonariusza tylko dlatego, że 20 proc. udział należy do Skarbu Państwa lub samorządów lub do innej spółki zobowiązanej. W ten sposób wprowadza się duże ograniczenia i być może eliminuje część kadry menedżerskiej, która nie będzie chciała pracować w tych warunkach.

Osłabimy w ten sposób różne formy Partnerstwa Publiczno-Prywatnego. Projekty PPP są obok OFE i przedsięwzięć innowacyjnych trzecim obszarem, gdzie nowe przepisy mogą zaszkodzić. Obawiam się, że będzie teraz bardzo trudno znaleźć partnerów do takich projektów.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL