fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynagrodzenia

Mniejsze zatrudnienie albo wyższe ceny

Adobe Stock
Podwyższenie płacy minimalnej do 4 tys. zł brutto w ciągu pięciu lat może kosztować gospodarkę niemal pół miliona miejsc pracy. Alternatywa to wyższa inflacja.

W Polsce, według Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności, pracuje obecnie niespełna 16,5 mln osób w wieku 15–64 lata. W II kwartale br. liczba ta zmalała o 0,5 proc. rok do roku i była to jej druga zniżka z rzędu. Poprzednio ta najszersza miara zatrudnienia przez dwa kwartały z rzędu malała na początku 2013 r., gdy polska gospodarka znalazła się w stagnacji z powodu kryzysu fiskalnego w strefie euro i załamania inwestycji po Euro 2012. Tym razem zatrudnienie może maleć dłużej, bo wynika głównie z niekorzystnych trendów demograficznych. Z wyliczeń ekonomistów Credit Agricole Bank Polska wynika, że podwyższanie płacy minimalnej w tempie, jakie zapowiedziało PiS, jeszcze to zjawisko przyspieszy.

W tym roku minimalne ustawowe wynagrodzenie w Polsce wynosi 2250 zł brutto, o 7,1 proc. więcej niż w 2018 r. W 2020 r. kwota ta ma wzrosnąć do 2600 zł, czyli o niemal 16 proc., a do 2024 r., jak ogłosiło PiS w kampanii wyborczej, dojść ma do 4000 zł brutto. W poniedziałkowym raporcie (który „Rzeczpospolita" poznała wcześniej) ekonomiści z Credit Agricole szacują, jaki może być wpływ tej polityki na zatrudnienie poza rolnictwem. Według BAEL wynosi ono obecnie 14,7 mln osób i od kilku kwartałów w ujęciu rok do roku praktycznie się nie zmienia. Wyliczenia zespołu Jakuba Borowskiego sugerują, że w 2024 r. zatrudnienie to może być o 455 tys. osób (czyli 3,1 proc.) mniejsze, niż byłoby, gdyby płaca minimalna w kolejnych latach rosła w tegorocznym tempie. Biorąc pod uwagę tendencje na rynku pracy, oznaczałoby to prawdopodobnie spadek zatrudnienia w porównaniu z obecnym poziomem, a nie wolniejszy jego wzrost.

Czytaj także: „Płaca minimalna to nie zabawka”. Będą zwolnienia i wzrost szarej strefy

Analitycy Credit Agricole przyznają, że jest to scenariusz pesymistyczny. Opiera się na założeniu, że wzrost jednostkowych kosztów pracy (koszt pracy przypadający na jednostkę produkcji) wynikający z szybkiego wzrostu płacy minimalnej przedsiębiorcy będą próbowali ograniczać wyłącznie przez redukcję zatrudnienia. W praktyce mają też inne możliwości radzenia sobie ze wzrostem kosztów pracy. Mogą np. podnosić ceny swoich towarów i usług albo próbować zwiększać produktywność pracowników. Sama podwyżka płacy minimalnej może nawet tej produktywności sprzyjać, np. zmniejszając rotację pracowników albo motywując do bardziej wydajnej pracy. „Trudno ocenić skalę oddziaływania tego rodzaju czynników ograniczających spadek zatrudnienia. Uważamy jednak, że w warunkach oczekiwanego przez nas spowolnienia wzrostu PKB w Polsce związanego z pogorszeniem perspektyw światowego wzrostu gospodarczego (...) oraz cyklem w inwestycjach współfinansowanych ze środków unijnych (dołek w 2023 r.) dostosowanie w postaci ograniczenia zatrudnienia zyska na znaczeniu w porównaniu ze scenariuszem, w którym mielibyśmy do czynienia ze stabilnym wzrostem PKB" – napisali autorzy analizy.

Jak dodali, na podwyższanie cen jako alternatywę dla redukcji zatrudnienia mogą się częściej decydować firmy usługowe i budowlane, które nie konkurują na zagranicznych rynkach. Gdyby przyjąć, że tylko firmy przemysłowe ograniczałyby popyt na pracowników, aby zahamować wzrost jednostkowych kosztów pracy wynikający z dużych podwyżek płacy minimalnej, zatrudnienie poza rolnictwem byłoby w 2024 r. o około 100 tys. osób mniejsze niż w scenariuszu, w którym płaca minimalna rosłaby w tegorocznym tempie. W takiej sytuacji szybszy byłby jednak wzrost cen, szczególnie usług.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA