fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynagrodzenia

Politycy obiecują najwięcej najmniej zarabiającym

Adobe Stock
Polacy za swoją pracę dostają za mało, płace muszą być wyższe – to hasło znalazło się na sztandarach niemal wszystkich partii. Sposoby, jak osiągnąć ten cel, są jednak dosyć różne.

Liczy się to, co pracujący dostają do kieszeni – przekonuje Koalicja Obywatelska. I obiecuje, że jeśli wygra wybory, zwiększy najniższe zarobki netto nawet o 35 proc.

Propozycja KO pod hasłem „Niższe podatki, wyższa płaca" jest dosyć skomplikowana, przewiduje obniżenie obciążeń podatkowo-składkowych nałożonych na pracę i tzw. premię za aktywności. Ale jak przekonuje Andrzej Rzońca, główny ekonomista Platformy Obywatelskiej, przyniesie to Polakom spore korzyści. Jakie? Można to prześledzić na przykładzie płacy minimalnej. We wrześniu tego roku taka płaca na rękę wynosiła 1634 zł na miesiąc (przed obniżką PIT od października 2019 r.), a po reformach KO wynosiłaby 2250 zł, więc ponad 600 zł więcej.

Skokowy wzrost

Rzońca przekonuje, że propozycje KO są nawet bardziej korzystne niż te Prawa i Sprawiedliwości, które też przecież stawia na wzrost najniższych płac. PiS ma w programie skokowy wzrost wynagrodzenia minimalnego z 2250 brutto obecnie do 3 tys. zł w 2021 roku oraz 4 tys. zł w 2023 r. Gdyby przeliczyć to na płace netto, do kieszeni pracownika w 2021 r. trafiłoby 2202 zł, a w 2023 r. – 2907 zł.

Ciekawe, że bardzo podobne obietnice składa Lewica, która chce wzrostu najniższych płac do 2700 zł w 2020 r. i docelowo – do poziomu 60 proc. przeciętnej płacy (obecnie to poniżej 50 proc.). Gdyby ten ostatni postulat został spełniony, już w 2023 r., płacowe minimum wynosiłoby ok. 2,7 tys. zł na rękę.

Zapłacą pracodawcy?

Propozycje KO oraz PiS i SLD łączy wspólny cel: wsparcie najsłabiej zarabiających Polaków, ale różni sposób jego osiągnięcia. I tak o ile Koalicja chciałby koszty podwyżek pokryć z budżetu państwa, o tyle pozostałe partie planują obarczyć nimi pracodawców, co może dla wielu z nich okazać się ciężarem nie do udźwignięcia.

– Proszę jednak zauważyć, że podwyżka minimalnego wynagrodzenia jest rozłożona na lata – mówi „Rzeczpospolitej" Leszek Skiba, wiceminister finansów i kandydat do Sejmu z PiS. – Daje to czas na dostosowanie i obserwację rynku. Gdyby okazało się, że występują problemy w mikrofirmach, można przygotować odpowiednie instrumenty ich wsparcia – zaznacza Skiba.

Jak wyjaśnia, przyspieszenie ścieżki wzrostu minimalnego wynagrodzenia ma na celu z jednej strony poprawę sytuacji osób najsłabiej wynagradzanych, ale też modernizację całej gospodarki. Jego zdaniem wymusi to na firmach odejście od opierania swojej działalności na taniej pracy w kierunku wzrostu produktywności przez inwestycje w nowe maszyny, automatyzacje, itp.

A co politycy proponują osobom o wyższych zarobkach? PiS przekonuje, że zmodernizowana gospodarka oznacza wyższe płace ogółem. A do tego rząd już obniżył PIT (stawka spadła z 18 do 17 proc., a koszty uzyskania przychodu podwoiły się). W efekcie przy średnim wynagrodzeniu można zyskać ok. 60 zł na miesiąc.

Koalicja Obywatelska szacuje, że jej program przyniesie korzyści wszystkim podatnikom, przy średnim wynagrodzeniu miesięcznie można zyskać ok. 290 zł.

Zero podatków

Najbardziej radykalny ze wszystkich partii pomysł ma Konfederacja Wolność i Niepodległość. Kusi powszechną ulgą „Zero PIT", czyli zniesieniem podatku dochodowego od wynagrodzeń z pracy, a także składek do ZUS.

Za to PSL w tegorocznej kampanii nie włączył się do wyścigu na obietnice wypychające portfele Polaków. – Zobaczymy najpierw, jaki jest stan budżetu, na co można sobie pozwolić. Dopiero wtedy możemy mówić o realnym obniżeniu opodatkowania pracy – mówi Mieczysław Kasprzak z PSL.

Łukasz Kozłowski główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich

W prawie wszystkich programach wyborczych został dostrzeżony problem wysokiego klina podatkowego obciążającego niskie wynagrodzenia, co jest barierą w podejmowaniu aktywności zawodowej. Dążenie do jego obniżenia, niezależnie od proponowanych instrumentów, stało się swego rodzaju konsensusem wśród partii. Wśród tych instrumentów ciekawy jest pomysł dopłat z budżetu do najniższych wynagrodzeń, co sprawdziło się w Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych. Moim zdaniem dobry efekt mogłaby przynieść jeszcze mocniejsza, niż zrobił to obecny rząd, podwyżka pracowniczych kosztów uzyskania przychodu. Z kolei skokowa podwyżka płacy minimalnej bez obniżki danin stanowi wyzwanie dla pracodawców, ponieważ zwiększa koszty pracy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA