Wybory samorządowe

Kampania samorządowa w partyjnych kolorach

Prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas konwencji wojewódzkiej w Zielonej Górze 15 września mówił o „lokalnych księstewkach”
PAP, Lech Muszyński
Czy wybory samorządowe rozstrzygną o przyszłości PSL? - zastanawia się Michał Kolanko, a Robert Biskupski zwraca uwagę na problemy ze znalezieniem chętnych na listy wyborcze.

Michał Kolanko: Starcie o wyborców na wsi rozstrzygnie nie tylko o wyniku kampanii samorządowej, ale i o przyszłości PSL

Dla Władysława Kosiniaka-Kamysza to pierwszy sprawdzian jako lidera po objęciu władzy w partii w 2015 roku. Ludowcy wybrali – a raczej nie mieli wyjścia – ofensywną strategię. – Od samego początku idziemy i będziemy szli w tej kampanii na konfrontację z PiS – podkreśla w rozmowie z „Rzeczpospolitą" Kosiniak-Kamysz.

W kampanii o pojedynki nietrudno. W sobotę i niedzielę PiS zorganizowało konwencje w Zielonej Górze i Szczecinie z udziałem premiera Mateusza Morawieckiego i prezesa Jarosława Kaczyńskiego. W piątek odbyła się lokalna konwencja PSL z udziałem Kosiniaka-Kamysza w Drzonkowie koło Zielonej Góry. W sobotę lider ludowców był w woj. zachodniopomorskim. Wszędzie Kosiniak-Kamysz jednoznacznie wyklucza jakiekolwiek koalicje z PiS. – Jest możliwe stworzenie koalicji w każdym województwie bez PiS. Nie można wejść w koalicję z kimś, kto chce cię zniszczyć i od trzech lat poluje na twoją głowę polityczną – mówił w Drzonkowie Kosiniak-Kamysz cytowany przez „Gazetę Lubuską". Jak podkreślał, bez ludowców koalicja w sejmiku woj. lubuskiego nie powstanie. Kosiniak-Kamysz w ostatnich tygodniach zaostrzył też retorykę i wprost mówi, że premier Morawiecki jest kłamcą.

Wet za wet

Strategia ludowców nie dziwi. PiS od wielu tygodni mocno atakuje PSL, czasami mocniej niż Koalicję Obywatelską. I to w różnych formach, skupiając się jednak na tym, co w Polsce lokalnej działo się w przeszłości. – Nasi poprzednicy mówili: budujmy nie politykę, tylko drogi i mosty. Czy pamiętacie coś takiego? Nie było ani dróg, ani mostów – mówił premier w trakcie konwencji w Zielonej Górze. Padły też słowa, że „Dla Polski najbardziej kosztowne byłyby rządy PO i PSL". Prezes PiS Jarosław Kaczyński wspominał w Zielonej Górze o lokalnych „księstewkach" w samorządach. Dzień później, w Szczecinie, dominowały wątki ogólnokrajowe. – Polska leży między dwiema potęgami, między Rosją a Niemcami. To bardzo dobrze, że jesteśmy razem w NATO i UE, że jesteśmy sojusznikami. Ale mylili się ci, którzy twierdzili, że historia się skończyła. Historia biegnie dalej i nikt nie wie, w jakim kierunku – mówił Kaczyński.

Odkłamywanie PiS

Ale celem regionalnych konwencji jest przede wszystkim podkreślenie wątków dotyczących samorządów, rozwoju Polski lokalnej i planów rządu. PiS w tej kampanii szczególnie mocno akcentuje też to, że PSL przyczyniło się do wyprzedawania zakładów i firm przetwórstwa spożywczego w kraju. Mówił o tym już na inauguracyjnym wiecu premier Morawiecki. To spotyka się z odpowiedzią. W czwartek ludowcy – w tym Piotr Zgorzelski i Kosiniak-Kamysz – zorganizowali spotkania przed cukrownią w Małej Wsi (woj. mazowieckie) zamkniętą w 2006 roku.

Fragmenty spotkania trafiły do spotu internetowego PSL pokazanego w sobotę, tuż przed konwencją PiS. Ludowcy dbają o to, by przed każdym większym politycznym wydarzeniem ze strony PiS przygotować kontrę, przynajmniej w internecie. Spotów o PiS i premierze Morawieckim – niektóre utrzymane w prześmiewczej tonacji – pojawiło się już kilka. I będą kolejne. Wątek zamykanych cukrowni pojawił się też w wystąpieniu Kosiniaka-Kamysza w Szczecinie. – Premier kłamie na temat PSL. Dziś prezentujemy listę 12 cukrowni, które zostały zlikwidowane przez PiS, w tym cukrownia w Gryficach – mówił lider ludowców. PSL zapowiada, że będzie kontrować i „odkłamywać" słowa PiS aż do wyborów.

Robert Biskupski: Małe ugrupowania mają ogromne problemy ze znalezieniem chętnych na listy wyborcze

Problem mają np. ruchy miejskie w Warszawie. W radach dzielnic i radzie miasta czeka tu prawie pół tysiąca miejsc, w związku z czym na listy wyborcze potrzebne są całe rzesze kandydatów. Jednak w przeciwieństwie do partii politycznych, w których znajduje się mnóstwo „zawodowych" kandydatów, ruchy miejskie muszą zdobyć świeżych ludzi.

– Były już u mnie dwa komitety, proponowały start do rady dzielnicy – opowiada właściciel jednego z barów na Ursynowie. – Z tego, co wiem, przedstawiciele jednego z nich obeszli wszystkie knajpy w okolicy, ale nikt nie zgodził się na kandydowanie.

Wiele osób odmawia startowania ze względu na konieczność składania oświadczenia majątkowego w razie wygranej. Nie chcą informować ani o swoich długach, ani o wartościowych rzeczach czy wysokości pensji,.

Część organizacji szuka kandydatów w mediach społecznościowych. „Jeśli chciałby Pan (lub Pana znajomi) kandydować na radnego Rady m.st. Warszawy (...) lub wspierać nas w kampanii WYBORCZEJ zapraszam SERDECZNIE na spotkanie" – takie wiadomości wysyłała jedna z kandydatek na prezydenta Warszawy. Prosiła potencjalnych kandydatów również o przesłanie zdjęcia i notki biograficznej.

Jak podkreślają przedstawiciele komitetów, problemem jest nie tylko brak ludzi na listach, ale również rygorystyczne przepisy, które potrafią skomplikować układanie list. – Mamy świetnych, kompetentnych i doświadczonych kandydatów, którzy są doskonale znani w swoich okręgach – opowiada szef jednego ze stowarzyszeń. – Problem polega na tym, że w jednym okręgu jest to pięć kobiet, w drugim – pięciu mężczyzn. Przepisy dotyczące parytetów mówią, że trzeba ich przemieszać. Tymczasem nikt nie chce startować z okręgu, w którym nikt go nie zna. Awantura jest straszna.

Problem polega też na rozłamach w komitetach wyborczych. W Warszawie część obecnych radnych PO będzie startowała z list partyjnych, część postanowiła poprzeć byłego wiceprezydenta Jacka Wojciechowicza. Z kolei lider stowarzyszenia Miasto Jest Nasze Jan Śpiewak postanowił odejść ze swojej organizacji i założyć bliźniaczo podobną, więc głosy sympatyków MJN zostaną podzielone na dwie organizacje.

Z kolei w Nowym Sączu komitet polityczny PiS namaścił na kandydatkę na prezydenta Iwonę Mularczyk, żonę posła Zjednoczonej Prawicy Arkadiusza Mularczyka. Nie zgadza się z tym Małgorzata Belska, sekretarz miejskich struktur PiS, która postanowiła wystartować z własnego komitetu.

Podzielić się mogą też głosy w Wieliczce, gdzie o fotel burmistrza postanowiła zawalczyć posłanka Urszula Rusecka. Obecny burmistrz Artur Kozioł w 2006 roku szedł do wyborów pod szyldem PiS, a w roku 2010 i 2014 z poparciem tej partii. Co ciekawe, Urszula Rusecka była wiceburmistrzem Wieliczki, a potem pełnomocnikiem burmistrza ds. edukacji i radną małopolskiego sejmiku.

W Łomży kandydatem PiS nie został ponownie dotychczasowy prezydent miasta Mariusz Chrzanowski, tylko odwołana przez niego zastępczyni Agnieszka Muzyk. Taką decyzję podjął Komitet Polityczny partii. Chrzanowski będzie startował z własnego komitetu. – Na ten czas zawiesiłem swoje członkostwo w PiS, żeby nie było dwuznacznej sytuacji – mówił Mariusz Chrzanowski podczas ogłaszania decyzji o starcie.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL