fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory parlamentarne 2019

Michał Kolanko: PiS zaproponował Polakom to, czego potrzebują

Fotorzepa/ Roman Bosiacki
PiS był w stanie zaproponować ofertę skrojoną pod aktualne potrzeby społeczeństwa. Wszyscy musieli się do tego dostosować.

Zbliżająca się ku końcowi kampania parlamentarna pokazuje, że partia rządząca – inaczej niż w 2007 roku – potrafiła nie tylko skutecznie zdiagnozować trendy, ale i przedstawić na ich podstawie ofertę. Zdaniem PiS Polacy chcą dobrobytu, konsumpcji owoców wzrostu gospodarczego i transformacji.

PiS definiuje siebie jako partię „centrum” i analizuje, że Polacy nie potrzebują dramatycznych zmian społeczno-światopoglądowych, ale raczej utrzymania status quo. Partia Jarosława Kaczyńskiego narzuciła też – być może na dekady – agendę państwowego aktywizmu i działania w gospodarce jako jedyną akceptowalną przez wyborców. W tym sensie spodziewany wysoki wynik partii rządzącej 13 października będzie oznaczał, że Polacy zagłosują na siebie samych. PiS, dysponując rozbudowanym systemem badań wewnętrznych, był w stanie dostarczyć ofertę skrojoną pod aktualne potrzeby społeczeństwa. Wobec tego pozostałe siły polityczne muszą się do niej przystosować.

Wszyscy chcą dobrobytu

Nie ma oczywiście gwarancji, że przy obecnym układzie komitetów wyborczych i potencjalnie bardzo niskiej liczbie głosów zmarnowanych nawet wysoki wynik PiS sprawi, że partia Jarosława Kaczyńskiego będzie samodzielnie rządzić. Być może też na ostatniej prostej zawiedzie mobilizacja wyborców i jej wynik będzie nieco niższy, niż wskazują to sondaże.

Hasłem tej kampanii stał się dobrobyt, który PiS zdefiniowało na swój sposób. Ale też trafiło w nastroje wyrażane wskaźnikiem BWUK (bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej), który mierzy GUS. „Forbes” zauważa, że w maju 2018 roku po raz pierwszy w historii tego badania optymiści przeważyli nad pesymistami. To przekonanie sprawiło być może, że nawet potknięcia partii rządzącej, które w innych sytuacjach chwiałyby jej notowaniami, teraz nie wpływają w znaczący sposób na poparcie. 

To dopiero początek debaty na temat państwa dobrobytu. Być może będzie ona trwać w nowej kadencji Sejmu. O swojej wizji mówi Lewica, która w ciągu dwóch miesięcy była w stanie zbudować w miarę spójne przesłanie właśnie o dobrobycie, który definiuje na sposób skandynawski. Jednak siła Lewicy na kolejne rozdania zależy zarówno od wyniku wyborów, jak też od decyzji jej liderów po wejściu do Sejmu.

W nowej rzeczywistości musi się też odnaleźć PO. Ale politycy tej partii powtarzają, że gospodarki nie zmienia się dekretami i że „nie działa na rozkaz”. Publicysta Jakub Majmurek z „Krytyki Politycznej” trafnie odnotował, iż to sygnał o tym, że PO wciąż tkwi w rzeczywistości sprzed 2015 roku. Pytanie, czy zmieni się to po 13 października, zwłaszcza jeśli PO pozostanie w opozycji. 

Czy damy szansę młodym

Przez główne pytania tych wyborów – między innymi o to, czy Lewica w przyszłości może zastąpić PO jako główną siłę anty-PiS – przewija się kwestia zmiany generacyjnej. Pokolenie 30- i 40-latków czeka na przejęcie jeszcze większej odpowiedzialności za politykę niż do tej pory.

Widać to w kampanii, gdzie młodzi ze wszystkich list wyróżniają się (poza nielicznymi negatywnymi przykładami) zaangażowaniem, pracowitością i wykorzystywaniem okoliczności do walki o jak najlepszy wynik. Wszystko zależy od tego, ilu z nich dostanie się do Sejmu – a często są to kandydaci z dalszych miejsc, których polityczna kariera będzie zależeć w dużej mierze od świadomych decyzji wyborców. I to też będzie sygnał, czy Polacy chcą bardziej zdecydowanej zmiany generacyjnej w polityce. 

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA