fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory parlamentarne 2019

Analiza: Budowa jednego bloku może paradoksalnie ułatwić zadanie PiS-owi

Władysław Kosiniak-Kamysz i Grzegorz Schetyna
Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Nie tylko liczba bloków opozycji będzie się liczyć w grze o pokonanie PiS - przekonuje prof. Jarosław Flis. A budowa szerokiej koalicji grozi utratą głosów na skrzydłach, bo - jak przekonuje krakowski naukowiec - elektoraty nie łączą się tak, jak organizacje.

Jak opozycja ma pokonać PiS? Trwają rozmowy liderów, czy potrzebne są dwa bloki czy tylko jeden. W nowej analizie dla Fundacji Batorego prof. Jarosław Flis pokazuje, że liczba "zmarnowanych głosów" i liczba ugrupowań, które dostały się do Sejmu są kluczowe, jeśli chodzi o poparcie dla zwycięskiej formacji. "Nagroda dla najsilniejszej partii jest większa, gdy do parlamentu wchodzi więcej partii, a równocześnie znaczną część głosów zdobywają partie, które nie przekraczają progu wyborczego. To właśnie zdarzyło się w Polsce w wyborach w 2015 roku. Do Sejmu weszło aż 5 ugrupowań: Platforma Obywatelska, .Nowoczesna, Polskie Stronnictwo Ludowe, Kukiz’15 i oczywiście Prawo i Sprawiedliwość. Równocześnie aż 16,6% głosów oddano na siły, które nie przekroczyły progu" - zauważa Flis. I jak dodaje, gdy żadne ugrupowanie nie spada poniżej progu, a są trzy formacje w Sejmie, to do uzyskania większości zwycięska partia musi mieć aż 48,2 proc. Obecnie nawet w najbardziej korzystnych sondażach PiS nie ma takich wyników.

Flis w swojej analizie pokazuje, że nagroda dla największej partii nie zależy od tego, jak silne są pozostałe ugrupowania. W opozycji toczy się też dyskusja o tym, czy do zwycięstwa konieczne jest też pełne jej zjednoczenie. Jednak analiza pokazuje, że wyniki pozostałych partii nie są tak istotne jak wspomniane wyżej czynniki. " Nagroda dla zwycięskiej partii zasadniczo nie zależy od proporcji sił między pozostałymi partiami nad progiem wyborczym: to, czy druga i trzecia partia mają poparcie 40% i 10%, czy też 30% i 20%, nie ma znaczenia dla wyniku zwycięzcy, który otrzymał – przykładowo – 45% poparcia" - czytamy w analizie.

Jeśli w Sejmie są 4 partie, a 5 proc. oddano na partie poniżej progu, to samodzielna większość zaczyna się od 44,1 proc. poparcia. Jak dale zauważa Flis: "Taki sam procent poparcia nie zapewnia samodzielnej większości, jeśli żadna partia nie znalazła się pod progiem wyborczym, chyba że liczba konkurentów takiego zwycięzcy wzrośnie o dwa. Z kolei jeśli udział zmarnowanych głosów wzrośnie do 10%, nawet przy liczbie znaczących
konkurentów zmniejszonej do dwóch, partia o poparciu 44% zdobędzie większość mandatów. Jeśli zaś 15% głosów zostanie zmarnowanych, takie poparcie zawsze daje większość, nawet jeśli nad progiem pozostaną tylko dwie partie". To pokazuje, że budowa tylko jednego bloku opozycji może paradoksalnie ułatwić PiS utrzymanie władzy, jeśli pod progiem znajdzie się np. Lewica Razem Zandberga i jednocześnie mniejsze partie prawicowe.

Flis analizuje też korzyści z tworzenia wspólnych list. Im większe łączące się partie, tym mniejsza nagroda za zjednoczenie. " Dwie małe „pięcioprocentowe” partie, łącząc się w jedno ugrupowanie, nie tylko zmniejszają ryzyko potknięcia się o próg wyborczy, lecz mogą też liczyć na 18 dodatkowych mandatów – więcej niż podwojenie modelowego wyniku. Dwie partie o pięciokrotnie większym poparciu – po połączeniu – mogą liczyć co najwyżej na 10 dodatkowych mandatów" - czytamy. Jak zauważa Flis, im szersza koalicja, tym większe ryzyko utraty głosów na skrzydłach, co niweluje zyski ze zjednoczenia.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA