fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Węgiel

Koksownia Dębieńsko gaśnie, miała pecha

Rzeczpospolita
Przeżyła dwie wojny, pokonał ją smog. We wrześniu staną maszyny, wygaśnie bateria koksownicza i tak skończy się ponadstuletnia historia koksowni Dębieńsko. To efekt braku inwestycji, ale też nasilających się protestów mieszkańców.

Do wizyty w Czerwionce – Leszczynach koło Rybnika zachęcili mnie ekolodzy. Żebym poczuła smog we własnych płucach i zobaczyła zakład, który ich zdaniem jest głównym trucicielem powietrza w mieście. W dzielnicy Dębieńsko, gdzie wciąż – niczym duch – unosi się wieża szybowa zamkniętej przed laty kopalni węgla, jeszcze wre praca w fabryce koksu. Zakład działa od 1913 r. Kiedyś odjeżdżały stąd wagony pełne koksu, dziś tylko ciężarówki. W oczy rzucają się porzucone przy wysłużonych budynkach bezużyteczne urządzenia. Co może dziwić – są czyste. – Co możemy, czyścimy już teraz. Gdy przestanie działać kotłownia, to nie będzie pary i już niewiele będzie można zrobić – tłumaczy Zygmunt Neumann, dyrektor koksowni Dębieńsko, oprowadzając mnie po zakładzie. Wszystko jest już zaplanowane. Klamka zapadła.

Kłopotliwy komin

Według fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi stężenia benzenu w Czerwionce-Leszczynach sięgają momentami nawet 100 mikrogramów (µg) na metr sześc. powietrza, a wśród mieszkańców gminy występuje wzmożona liczba zachorowań na raka. Ekolodzy problemu upatrują w emisjach z przestarzałej koksowni. Nie chcą więc czekać do września, kiedy zgodnie z harmonogramem koksownia ma przestać działać. Żądają natychmiastowego zamknięcia zakładu. – Każdy dzień spędzony w takim powietrzu to zagrożenie dla zdrowia – argumentuje Michał Zabłocki z ClientEarth.

Służby środowiskowe fabrykę koksu sprawdzały wielokrotnie. Ostatnio w 2017 r. Nieprawidłowości, które miałyby bezpośredni wpływ na pogorszenie stanu środowiska, nie stwierdzono. Nie udało się jednak z wymaganą dokładnością określić emisji z komina, bo punkt pomiarowy zlokalizowany jest tam niezgodnie z polskimi normami. – Punkty poboru prób montowane były w latach 80. i spełniały ówczesne normy. Później przepisy się zmieniły, a nasze ekspertyzy mówią jasno: nie da się teraz zmienić lokalizacji króćców pomiarowych. Trzeba byłoby w kominie wywiercić dziurę, a w efekcie może się on zniszczyć i runąć – wyjaśnia Marcin Walas, szef Biura Ochrony Środowiska w JSW Koks (spółka jest właścicielem koksowni). – My wiemy od lat, co emitujemy. Tylko tzw. niepewność pomiaru jest większa – dodaje. Zapewnia, że koksownia pomimo swojego wieku nie przekracza dopuszczalnych wielkości emisji zanieczyszczeń.

Pechowy zakład

Jednak zakład zostanie zamknięty. Ostateczna decyzja zapadła w ubiegłym roku, ale jej przyczyn należy szukać znacznie wcześniej. – To mały zakład, ale z wielkimi możliwościami. Tylko miał pecha – kwituje dyrektor Neumann. Zakład produkuje głównie koks opałowy, wykorzystywany do produkcji ciepła, a ten przegrywa konkurencję chociażby z węglem, który co prawda przy spalaniu emituje więcej szkodliwych substancji, ale jest tańszy. Przed laty pojawiła się koncepcja budowy pierwszej w Europie supernowoczesnej dwuproduktowej baterii – produkującej nie tylko koks, ale i energię elektryczną. Jednak nie udało się uzyskać unijnego dofinansowania i pomysł upadł. Później planowano modernizację zakładu, ale priorytetem w grupie były inwestycje w innych zakładach. Zanim przyszedł czas na Dębieńsko, nastąpił kryzys i plany znów wzięły w łeb. Bez większych inwestycji, przy zaostrzających się normach środowiskowych, zakład nie miał dalekiej przyszłości.

Protesty mieszkańców gminy, wspieranych przez ekologów, były tylko gwoździem do trumny. W ostatnim czasie, gdy problem smogu rozprzestrzenił się już na całą Polskę, protesty te się nasiliły. – Bo świadomość społeczeństwa dotycząca zanieczyszczenia powietrza jest coraz większa. Jak wiele miejscowości na Śląsku, my też walczymy ze smogiem – tłumaczy Wiesław Janiszewski, burmistrz Czerwionki-Leszczyn. – U podstaw problemu z koksownią leży postawa inwestora, który już wiele lat temu obiecał inwestycje, w tym budowę nowej baterii koksowniczej, modernizację i unowocześnienie zakładu. Obietnic tych jednak nie spełnił – kwituje. Przyznaje jednocześnie, że likwidacja zakładu będzie bolesna dla lokalnego rynku pracy i budżetu gminy.

Trudna zmiana

W zakładzie pracuje ponad 180 osób. Władze JSW Koks zapewniają, że nie zostawią nikogo na lodzie. W planach jest budowa za 100 mln zł na terenie koksowni innowacyjnej fabryki adsorbentów węglowych, wykorzystywanych m.in. przez sektor energetyczny. Zatrudni ona około stu osób. To jednak opcja na przyszłość, a praca dla załogi Dębieńska potrzebna jest już od września. Dlatego jest dla niej miejsce w innych koksowniach JSW oddalonych o 20–30 km od Czerwionki-Leszczyn. To jednak dla wielu osób, które pracują tu po 20–30 lat, radykalna zmiana. Głównym trzonem załogi są bowiem mieszkańcy tej gminy. Wielu z nich podjęło pracę w koksowni, idąc za przykładem swoich ojców i dziadków. Nie wszyscy mają samochody – nie były im dotąd potrzebne.

– Już teraz pracujemy nad tym, by oswoić pracowników ze zmianą miejsca zatrudnienia. Robiliśmy wyjazdy do innych zakładów. Rozmawiamy z każdym indywidualnie, bo każdy pracownik ma przecież swoją historię i swoje obawy – podkreśla Neumann. Sam od stycznia przyszłego roku, po 40 latach pracy w firmie, w tym 22 latach w fotelu dyrektora, odejdzie na emeryturę. – To pierwszy zakład, który zamykam. Proszę mi wierzyć, że nie jest to łatwe – dodaje na koniec.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA