fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Urzędnicy

Więcej kobiet w polityce, lepsze decyzje - komentuje Agata Szypulska

AdobeStock
Bariery w ubieganiu się o mandat można usunąć.

Wspieranie udziału kobiet w polityce i stworzenie równych szans na uzyskanie mandatu to swoisty test dla demokratycznego państwa. Niestety, badania przeprowadzone przez rzecznika praw obywatelskich pokazują, że konkurując o mandat poselski, polityczki tracą szanse już na etapie układania list wyborczych, przegrywając ze stereotypami płciowymi. Tymczasem bariery, na które natykają się kobiety ubiegające się o mandat, można łatwo usunąć – potrzebne są jednak dalsze zmiany w kodeksie wyborczym.

Procenty dla płci

Rozwiązaniem są tymczasowe mechanizmy wyrównawcze, powszechnie zwane „systemami kwotowymi", których celem jest zwiększenie obecności grupy mniejszościowej lub z innych przyczyn niedoreprezentowanej w określonej dziedzinie życia. Od 2011 r. taki mechanizm funkcjonuje także w Polsce. Zgodnie z art. 211 § 3 kodeksu wyborczego w wyborach proporcjonalnych na żadnej liście wyborczej zgłaszanej przez komitet wyborczy nie może zostać umieszczonych mniej niż 35 proc. przedstawicieli każdej płci. Skuteczność tego mechanizmu jest niekwestionowana – w ciągu ostatnich lat zauważalnie wzrosła nie tylko liczba kandydatek na listach wyborczych, ale także liczba polityczek, które uzyskały mandat poselski. Dzięki zastosowaniu kwot liczba kobiet kandydujących do Sejmu wzrosła prawie dwukrotnie (z 24 proc. w 2007 r. do 42 proc. w 2015 r.), zaś w 2015 r. w Sejmie RP zasiadło najliczniejsze w historii, choć ciągle jeszcze dalekie od pożądanych 50 proc. grono parlamentarzystek – mandat poselski uzyskało 125 kobiet.

Niepokoi jednak, że zmiany następują bardzo powoli, a osiągnięcie przez kobiety zrównoważonej reprezentacji politycznej w Sejmie może zająć jeszcze kilkanaście lat – w porównaniu z wyborami w 2011 r., kiedy to po raz pierwszy zastosowano mechanizm kwotowy, liczba wybranych kandydatek wzrosła o stabilne, ale ciągle niewielkie 3 proc. Analizy i badania przeprowadzone przez rzecznika praw obywatelskich we współpracy z badaczami Uniwersytetu SWPS jasno wskazują na przyczyny tego niewielkiego wzrostu. Obowiązujący w Polsce system kwotowy pomija dwie istotne okoliczności dotyczące praktyki wyborczej. Zgodnie z pierwszą kandydatki-kobiety zazwyczaj otrzymują niższe lokaty na listach (w 2015 r. tylko niespełna 25 proc. kobiet otrzymało pierwszą) oraz drugą, zgodnie z którą wyborcy najczęściej oddają swój głos na kandydatów umieszczonych na pierwszych miejscach listy. W efekcie, szanse kandydatek z dalszych lokat na uzyskanie mandatu są znacznie mniejsze (stąd też popularne określenie „miejsce niebiorące") i często kończą się wyborczą porażką.

Nie ulega zatem wątpliwości, że dążąc do pełnego urzeczywistnienia konstytucyjnej zasady równości kobiet i mężczyzn, konieczne jest zmodyfikowanie dotychczas stosowanego systemu kwotowego.

Rozwiązanie problemu jest proste – należy obsadzać listy naprzemiennie kandydatkami i kandydatami (tzw. system suwakowy) lub przyjąć zasadę umieszczania określonej liczby kobiet na pierwszych miejscach listy (tzw. system sufitowy). Wprowadzenie takich mechanizmów odnoszących się do kolejności kandydatek i kandydatów na liście zalecono m.in. w raporcie Misji Oceny Wyborów OBWE, która obserwowała wybory parlamentarne w 2015 r. oraz w ostatnich uwagach końcowych Komitetu ONZ, który ocenia stan wdrożenia w państwach-stronach postanowień konwencji w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet. Mimo to zmian prawnych w takim zakresie dotychczas nie wprowadzono, a tylko nieliczne ugrupowania polityczne decydują się wspierać kandydatki rozwiązaniami wewnątrzpartyjnymi.

Prawie połowa dostrzega

Warto jednak zauważyć, że zapewnienia kandydatkom i kandydatom równych szans przy formułowaniu list w wyborach do parlamentu oczekują też sami wyborcy i wyborczynie. Wspomniane badania wskazują, że mimo skromnej wiedzy o funkcjonowaniu mechanizmów wyrównawczych Polki i Polacy poprawnie identyfikują przyczyny wykluczenia kobiet z życia politycznego i trafnie wiążą je ze stereotypami płciowymi – już prawie połowa Polek i Polaków dostrzega, że „kobiety są wychowywane w sposób zniechęcający je do polityki", a blisko 60 proc. badanych zauważa, że niewielki udział kobiet w życiu politycznym wynika z uwarunkowań kulturowych, tj. nierównego podziału obowiązków w ramach gospodarstwa domowego. Politycy-mężczyźni niejednokrotnie utrudniają też kobietom wejście w przestrzeń polityczną.

Pozytywnie zaskakuje również wysoki odsetek badanych, którzy popierają stosowanie różnorodnych mechanizmów antydyskryminacyjnych, w tym prawnych, dotyczących bezpośrednio prawa wyborczego. Co więcej, obok „miękkich" sposobów wsparcia, np. w formie zapewnienia dodatkowych świadczeń kandydatkom (np. opieki nad dziećmi), funduszy na szkolenia liderskie itp. spora grupa wyborców wspiera wprowadzenie silniejszego niż obecnie uregulowania, które urzeczywistniałoby zasadę równości płci i zwiększyło zaangażowanie kobiet w proces wyborczy, a w konsekwencji pozwoliło kobietom współdecydować w najważniejszych sprawach.

Z oczywistych względów powyższe uwagi nie odnoszą się do trwającej właśnie kampanii wyborczej. Mówią o systemowych uwarunkowaniach i tendencjach w udziale kobiet. Wspominane badanie przeprowadzone zostało w 2018 r. przez KANTAR.

Autorka jest adwokatką, specjalistką w Zespole ds. Równego Traktowania Biura Rzecznika Praw Obywatelskich

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA