fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Prof. Gontarski: Na wecie relacje Polski z Unią Europejską się nie kończą

Flagi Polski i Unii Europejskiej
Flagi Polski i Unii Europejskiej
Adobe Stock
Nie wystarczy powiedzieć Unii „nie". Trzeba jeszcze powiedzieć, jak relacje z nią mają wyglądać – mówi prof. Waldemar Gontarski, adwokat, były pełnomocnik Polski przed TSUE.

Zapowiedź polskiego weta w sprawie budżetu unijnego budzi skrajne emocje. Czemu ono ma służyć?

Polski rząd zapowiedzią zawetowania rozporządzenia ustanawiającego wieloletni budżet UE wyraża swój negatywny stosunek do naruszania prawa traktatowego przez rozporządzenie w sprawie powiązania wypłaty funduszy unijnych z praworządnością. Dlatego że ten projekt rozporządzenia (fundusze za praworządność) narusza prawa traktatowe.

Czym konkretnie?

Tym, że pozwala zastosować sankcje z art. 7 traktatu o Unii Europejskiej, tj. wstrzymać wypłatę funduszy unijnych (decyzją Rady UE przyjmowaną kwalifikowaną większością), nawet gdy istnieje jedynie ryzyko naruszenia szeroko ujmowanej praworządności (wartości zapisane w art. 2 TUE). Czyli nie musi dojść do naruszenia. Jest to modyfikacja uregulowania z art. 7 TUE, gdyż tutaj konieczne jest jednomyślne stwierdzenie – i to nie przez Radę UE (ministrowie), ale przez Radę Europejską (szczyt prezydentów lub premierów) – „poważnego i stałego naruszenia wartości, o których mowa w artykule 2". Nie wystarczy samo ryzyko naruszenia.

Rozporządzenie dotyczące praworządności naruszałoby więc prawo traktatowe poprzez jego zmianę w drodze innej niż traktatowa, co już w odniesieniu do pierwotnego projektu Komisji Europejskiej wytykała opinia Służby Prawnej Rady (z 25 października 2018 r.).

Czytaj także:

Wielu, zwłaszcza przeciwników rządu, mówi, że należało się zgodzić z powiązaniem wypłat z budżetu z praworządnością.

Co z tego, że na lipcowym szczycie unijnym Polska wynegocjowała dla siebie odpowiednią kwotę, jeśli jej wypłata arbitralnie, z naruszeniem prawa traktatowego, może być Polsce wstrzymana?

Czy na weto nie jest za późno?

Szkopuł w tym, że Polska podczas unijnego szczytu w lipcu zgodziła się na powiązanie wypłaty funduszy unijnych nie tylko z ochroną wartości zawartych w art. 2 TUE, ale nawet z wszystkimi „ogólnymi zasadami zawartymi w traktatach Unii". Na szczęście ustalenia szczytu nie są prawnie wiążące.

A co jest wiążące?

Rozporządzenie wydane przez Radę.

Jakie skutki dla finansów z Unii dla Polski może mieć ostateczne weto?

Polskie weto oznacza, że dla wszystkich państw członkowskich nie zostanie uruchomiony nowy instrument odbudowy w wysokości 750 mld euro, który miał zostać przeznaczony na przezwyciężanie skutków pandemii koronawirusa.

A jak się to może odbić na polityczno-prawnej pozycji Polski w Unii?

Są kraje członkowskie, które przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, na zapowiedziach weta budowały sobie pozycję polityczną i finansową, np. Hiszpania. Historia hiszpańska uzmysławia nam jednak, że nie wystarczy powiedzieć „nie". Samo weto nie wystarczy, trzeba jeszcze powiedzieć, jak te relacje mają wyglądać.

Czyli co?

Dzisiaj możemy powiedzieć tak: jakiekolwiek rozporządzenie wprowadzające nową warunkowość opartą na praworządności lub innych wartościach zapisanych w art. 2 traktatu o Unii Europejskiej może być aktywowane dopiero po wyczerpaniu procedury opisanej w art. 7 TUE, w tym po jednomyślnym stwierdzeniu przez Radę Europejską „poważnego i stałego naruszenia" tych wartości (art. 7 ust. 2 TUE).

A nie ma ryzyka, że Bruksela czy wielkie państwa UE i tak ograją Polskę jakimś prawniczym wykrętem? Co wtedy?

Historia przyjmowania obecnego paktu fiskalnego wskazuje, że państwa członkowskie Unii nie mają kompetencji do przyjęcia nowego instrumentu odbudowy w trybie zwykłej umowy międzyrządowej (międzynarodowej). Po przyjęciu takiego instrumentu niezbędna byłaby jego legalizacja przez nowelizację traktatu o funkcjonowaniu UE, a to wymaga jednomyślności.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA