fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Jak Polska chce reformować Unię Europejską?

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Konkurencja na jednolitym ryku, współpraca w obronności, większa rola parlamentów narodowych w ustalaniu prawa europejskiego, wzmocnienie ochrony granic zewnętrznych, równowaga między konkurencyjnością gospodarki i redukcją emisji CO2 oraz integracja wspólnego rynku cyfrowego – od tego zdaniem Polski zależy pomyślność Unii.

9 maja na nieformalnym szczycie w rumuńskim Sybinie szefowie Unii uznali, że trzeba opracować strategiczną agendę reform UE na nadchodzące pięć lat. Chodzi o program działań, jakimi powinny zająć się instytucje europejskiego w nowej kadencji, zaczynającej się w listopadzie tego roku. Program będzie miał wpływ na personalia: zależnie od ustalonych priorytetów jedni członkowie Komisji Europejskiej będą ważniejsi od innych.

Polska z zadania wywiązała się szybko. Zaledwie 11 dni od spotkania w Sybinie rząd przekazał scenariusz postulowanych reform we wspomnianych sześciu obszarach do wszystkich stolic krajów członkowskich Unii, a także sekretariatu Rady UE.

Dla naszego kraju szczególne znaczenie ma ochrona konkurencji na jednolitym rynku. Autorzy dokumentu uważają wręcz, że to „największe osiągnięcie projektu europejskiego". Nic dziwnego: ekspansja eksportowa na rynkach Unii jest fundamentalnym źródłem polskiego cudu gospodarczego od 30 lat. Ale potencjał jednolitego rynku wciąż nie jest w pełni wykorzystany, zwłaszcza w obszarze usług. Zniesienie barier w tej dziedzinie pozwoliłoby zwiększyć dochód mieszkańców UE o 0,6 proc. PKB, a także ułatwiłoby europejskim firmom skuteczne konkurowanie na rynkach globalnych. Do tej pory Polska stawiała przede wszystkim na niskie koszty produkcji. Teraz postuluje wypracowanie przez Brukselę mechanizmu wsparcia najnowszych gałęzi przemysłu.

Osobny rozdział został poświęcony jednolitemu rynkowi cyfrowemu. Tu Polska chce daleko idących zmian, w szczególności gdy idzie o budowę systemu 5G i rolę w nim chińskiego Huawei. Na razie, mimo sugestii Komisji Europejskiej, każdy kraj zasadniczo działa tu na własną rękę.

–Powinniśmy dążyć do ustalenia wspólnych standardów. To jest spowodowane niezwykłym zintegrowaniem tego rynku. Ale także tym, że Unia staje w obliczu takich potęg jak Chiny, które mogą rozgrywać jeden kraj przeciw drugiemu – podkreśla minister ds. europejskich, Konrad Szymański.

Daleko idących zmian Polska oczekuje także, gdy idzie o opodatkowanie potentatów internetowych. Na początku maja w wywiadzie dla „Rz" szef doradców ekonomicznych prezydenta Trumpa Kevin Hassett przestrzegał, aby nasz kraj nie działał tu na własną rękę. Warszawa najwyraźniej wzięła to sobie do serca.

– Międzynarodowe koncerny internetowe, przede wszystkim amerykańskie, korzystają z zasobności rynku europejskiego, ale ich opodatkowanie jest nieproporcjonalnie mniejsze. Mamy tu więc odmienne interesy fiskalne niż USA. Najlepiej, gdyby udało się ustalić wspólne normy opodatkowania na poziomie OECD, ale jeśli to nie będzie możliwie, Unia powinna działać sama – uważa Szymański. OECD ma przedstawić zalecenia w sprawie opodatkowania ryku cyfrowego w przyszłym roku.

W polityce migracyjnej Polska nie jest natomiast skora do istotnych zmian. Dla niej punktem wyjścia do wszelkich reform musi być uznanie, że to obszar mieszczący się w wyłącznych kompetencjach krajów członkowskich. Dlatego nie może być mowy o obowiązkowym systemie relokacji uchodźców. Warszawa stawia za to na wzmocnienie kontroli granic zewnętrznych Unii, także poprzez większą rolę Frontexu. Proponuje także powiązać wsparcie dla krajów, skąd przybywa szczególnie wielu imigrantów, od ich współpracy w obszarze migracji.

Kluczem do odbudowy zaufania społecznego do unijnych instytucji jest – zdaniem autorów projektu – o wiele większa niż do tej pory rola parlamentów narodowych w procesie ustanowienia europejskiego prawa. Do tej pory, w ramach tzw. żółtej kartki, ich określona grupa mogła na jakiś czas zawiesić proces forsowania nowej dyrektywy europejskiej. Teraz, poprzez „czerwoną kartkę", mogłoby to doprowadzić do całkowitego ustrzelenia kontrowersyjnej propozycji unijnej centrali. To mógłby być także sposób na przestrzeganie przez Komisję Europejską zasady, że Unia interweniuje tylko w ściśle określonych obszarach, gdzie kraje członkowskie nie mogą dać sobie rady.

Polska bardzo jasno mówi o ograniczeniach, przed jakimi jej zdaniem powinna stanąć europejska polityka obronna. – „Jedność Zachodu jest długookresową strategiczną koniecznością. Jego najważniejsze instytucje, UE i NATO, muszą odpowiadać kompleksowo i w sposób skoordynowany na wyzwania, które przed nami stoją. Taki powinien być punkt wyjścia dla zdefiniowania roli UE jako podmiotu działającego w sferze bezpieczeństwa i obrony – można przeczytać w polskim dokumencie.

Ale zdaniem polskich dyplomatów tak mocne ograniczenie ambicji Unii w dziedzinie obrony wcale nie budzi już gwałtownych kontrowersji. Bo nawet prezydent Macron doszedł do przekonania, że budowa europejskiej polityki obronnej bez ścisłej współpracy z Ameryką nie jest możliwe.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA