fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Już się nie opłaca emigrować

Dublin: polski sklep na Talbot Street. W Irlandii mieszka ok. 150 tys. Polaków. Nowych nie przybywa.
Rzeczpospolita, Zbigniew Osiowy
Spada migracja Polaków za granicę, gdyż zanika różnica w poziomie życia między nami a starą Unią.

Prezydent Francji Emmanuel Macron twierdzi, że bez masowego wyjazdu Polaków na Wyspy nie byłoby brexitu. Ale taki exodus z Polski już się nie powtórzy: średnia realna pensja w naszym kraju szybko dogania uposażenie w większości krajów starej Unii.

Powolna śmierć mitu

Mit bogatego Zachodu umiera powoli, szczególnie na polskiej wsi i w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców. Agencja Work Service (która sama jest zresztą zainteresowana w podtrzymaniu migracji, bo żyje z pośrednictwa pracy) podaje, że wciąż co piąty Polak planuje wyjazd na stałe za granicę, przy czym w 70 proc. motywuje to wyższymi zarobkami.

Na pierwszy rzut oka to słuszne rozumowanie. Co prawda, jak podał GUS, w grudniu w sektorze przedsiębiorstw średnia płaca wzrosła w ciągu roku aż o 7,3 proc. (do 4973 zł miesięcznie brutto, co odpowiada 1189 euro), ale wciąż pozostaje ona o wiele niższa, niż wynosiło w tym czasie podobne średnie uposażenie brutto w Niemczech (3730 euro), Francji (2957 euro), Włoszech (2560 euro), Wielkiej Brytanii (2482 euro) czy Hiszpanii (2189 euro).

Jednak w grudniu Eurostat opublikował obszerną analizę cen reprezentatywnego koszyka towarów i usług w 28 krajach Wspólnoty. Wynika z niego, że w Polsce trzeba za ten zestaw zapłacić 54 proc. średnich kosztów w Unii – najmniej ze wszystkich państw członkowskich poza Bułgarią (48 proc.) i Rumunią (52 proc.). W Hiszpanii wskaźnik ten wyniósł 92 proc., we Włoszech 100 proc., w Niemczech 103 proc., we Francji 108 proc., w Wielkiej Brytanii zaś aż 122 proc.

Dla Polaków, którzy wyjeżdżają do tych krajów na parę miesięcy i godzą się na fatalne warunki mieszkaniowe i oszczędzanie na każdym kroku, byle wrócić z jak największymi oszczędnościami, o tych różnicach w cenach można do pewnego stopnia zapomnieć.

Ale przy stałym pobycie już się nie da. Wówczas okazuje się, że różnica w wysokości średniej pensji przy uwzględnieniu realnej mocy nabywczej między Polską a Hiszpanią, Włochami czy Wielką Brytanią zostaje niemal zupełnie zniwelowana. Choć w przypadku Francji realne pensje pozostają wciąż wyższe, niż nad Wisłą mniej więcej o jedną czwartą, w Niemczech zaś – o mniej więcej dwie trzecie.

Zostajemy w domu

Zdaniem ekonomisty Witolda Orłowskiego, autora m.in. książki „Czy Polska dogoni Niemcy?", emigracja na stałe przestaje się opłacać, gdy realne różnice w uposażeniach między krajem docelowym a tym, z którego się wyjeżdża, spadają poniżej jednej trzeciej. Przy takim założeniu nadal ma sens przeniesienie się z Polski na stałe do Niemiec i Danii, ale Belgia i Holandia są już na granicy takiego rachunku. W Szwecji i Finlandii różnica w rzeczywistej mocy nabywczej pensji spadła już poniżej 30 proc., w Irlandii i Włoszech poniżej 20 proc., w Hiszpanii poniżej 10 proc., w Grecji i Portugalii zaś zarabia się już tak naprawdę mniej niż nad Wisłą.

Z pozoru Polacy tych rachunków nie uwzględniają. Work Service podaje, że wśród chętnych do wyjazdu na stałe najwięcej (19 proc.) wskazuje na Wielką Brytanię, gdzie przeszło dwukrotnie wyższe koszty życia niwelują już w zupełności nominalnie dwukrotnie wyższe zarobki brutto.

Ale najnowsze dane londyńskiego Home Office pokazują, że za tymi deklaracjami Polaków wcale nie idą decyzje o wyjeździe. W roku obrachunkowym kończącym się 30 czerwca 2017 r. różnica między liczbą obywateli ośmiu krajów Europy Środkowej, którzy pojechali na stałe do Wielkiej Brytanii, a tymi, którzy z niej wyjechali, spadła do ledwie 8 tys. A to znacznie mniej niż w przypadku Rumunów i Bułgarów (41 tys.) oraz mieszkańców starej Unii (55 tys.). Wiele wskazuje na to, że wielka fala wyjazdów Polaków na Wyspy z latach 2004–2006 (która objęła ok. 900 tys. osób) bezpowrotnie się skończyła.

Podobnie stało się w Irlandii, gdzie pozostało ok. 150 tys. naszych rodaków, ale kolejni już nie przyjeżdżają w znacznej liczbie.

Początek drogi

Rzeczywista różnica w zarobkach polskich emigrantów na Zachodzie w stosunku do tego, co mogą dziś realnie otrzymać w kraju, może być zresztą jeszcze mniejsza, niż wskazują ogólne statystyki. Iza Chmielewska, ekspertka Instytutu Ekonomicznego NBP, wykazała trzy lata temu, że choć średnia pensja brutto w Niemczech wynosiła wówczas 3,4 tys. euro, to Polacy zarabiali tam średnio jedynie 1,8 tys. euro. Emigranci, którzy dopiero starają się zintegrować z nowy społeczeństwem, nie mogą liczyć na takie same uposażenia jak ci, którzy żyją w danym kraju od zawsze.

Innym czynnikiem jest bezrobocie. Zdaniem Eurostatu w grudniu było ono w Polsce (4,4 proc.), najniższe w Unii poza Czechami, Niemcami, Maltą, Węgrami i Wielką Brytania oraz takie same jak w Holandii. To oznacza, że zdobyć średnią pensję jest dziś w Polsce łatwiej niż we Francji (9,2 proc. bezrobocia) czy Hiszpanii (16,4 proc.) – gdzie proporcjonalnie szukających pracy jest odpowiednio dwa i cztery razy więcej.

W Polsce, gdzie zdaniem OECD sektor państwowy wytwarza 41,8 proc. PKB (wobec 56,6 proc. we Francji czy 53,8 proc. w Belgii) może się też okazać, że po zapłaceniu podatków pozostaje proporcjonalnie więcej pieniędzy, niż w niektórych krajach starej Unii.

Niwelowanie różnicy w realnych uposażeniach między Polską i Zachodem jest jednak bardzo świeżym zjawiskiem. Przez dziesięciolecia, a czasem i pokolenia, Francuzi, Włosi, Brytyjczycy czy Niemcy gromadzili majątki, a ich kraje rozwijały infrastrukturę, których nie da się porównać z Polską. Pod tym względem są oni nadal o wiele bogatsi i tak jeszcze pozostanie bardzo długo.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA