fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Hiszpania: Nawet armia może wyjść z koszar

AFP
Madryt nasila kampanię strachu przed niedzielnymi wyborami w Katalonii. Na razie secesjonistów to nie przeraża.

Najnowsza groźba to „corralito", całkowite odcięcie zbuntowanej prowincji od rynków finansowych, gdyby ta zdecydowała się na niezależność. Taki ponury scenariusz nakreślił prezes hiszpańskiego banku centralnego Luis Maria Linde. Bo jego zdaniem „jest zupełnie jasne", że niepodległa Katalonia nie będzie ani członkiem Unii Europejskiej, ani tym bardziej strefy euro.

O to zadba Madryt, który w obu przypadkach ma prawo weta. Zdaniem Lindego sytuacja jest na tyle poważna, że pierwsi mieszkańcy Barcelony wyjmują z kont swoje oszczędności. Nie chcą się obudzić z wkładami przeliczonymi na nową, znacznie słabszą katalońską walutę.

Artur Mas, premier katalońskiego rządu regionalnego i lider nacjonalistów, tym razem odpowiedział groźbą na groźbę. We wtorek ostrzegł, że jeśli dojdzie do „corralito", to Katalonia wstrzyma obsługę należnej jej części hiszpańskiego długu, która odpowiada około 190 mld euro (jedna piąta całości zobowiązań królestwa).

Ale słowa Lindego to tylko jedno z całej serii ostrzeżeń, jakimi w ostatnich dniach Madryt bombarduje Katalończyków. Wcześniej minister obrony Hiszpanii Pedro Morenes powiedział, że „armia pozostanie neutralna, jeśli wszyscy będą wypełniali swoją powinność". Ponieważ hiszpańska konstytucja nie przewiduje możliwości secesji jednej z prowincji bez zgody całego narodu, słów Morenesa trudno nie uznać za sugestie, że siły zbrojne mogą wyjść z koszar.

Na tym jednak nie koniec. Niepodległą Katalonię, dziś jedną z zamożniejszych części Hiszpanii, miałaby spotkać nędza za sprawą banków, których prezesi w tym tygodniu ostrzegli, że w razie secesji wyprowadzą swoje instytucje ze zbuntowanej prowincji.

– To są wszystko puste groźby. Bo co one oznaczają? Że banki wyprowadzą oszczędności Katalończyków? Że w XXI wieku kraj UE rozpocznie wojnę domową? To Europejski Bank Centralny zdecyduje o odcięciu Katalonii od funduszy, nie hiszpański bank centralny. Tyle ostrzeżeń Madrytu okazało się pustosłowiem, że ludzie przestali na nie reagować – mówi „Rz" Ramon Catalero z Universidad Nacional de Educacion a Distancia.

Taką ocenę zdają się na razie podzielać Katalończycy. Bo jak wynika z najnowszego sondażu „El Pais", koalicja partii niepodległościowych Junts pel Si, na której czele stoi Artur Mas, może liczyć na 66–67 mandatów w 130-osobowym parlamencie, co w sojuszu z lewicowym niepodległościowym ugrupowaniem CUP daje secesjonistom absolutną większość.

Jeśli te wyniki potwierdzą się w niedzielę, Artur Mas będzie mógł wprowadzić w życie swój plan budowy niezależnych instytucji państwowych, jak bank centralny czy dyplomację, i ogłosić niezależność nowego kraju w ciągu 18 miesięcy. Byłby to jednak swoisty zamach stanu, bo nie tylko jego zwolennicy stanowią mniej niż 50 proc. mieszkańców prowincji, ale jak wynika z sondażu „La Vanguardii', tylko 20 proc. oczekuje po nowym rządzie ogłoszenia niepodległości.

Madryt już przygotowuje się jednak do tak ekstremalnego scenariusza. Hiszpańska dyplomacja prowadzi szeroką kampanię dyplomatyczną, która ma doprowadzić do całkowitej izolacji Katalonii. Po spotkaniu z królem Filipem VI Barack Obama poparł „silną i zjednoczoną Hiszpanię". David Cameron uznał w tym samym czasie, że jest przeciwny niezależności Katalonii tak samo, jak był przeciw secesji Szkocji. Angela Merkel poparła „integralność Hiszpanii", a lider francuskiej opozycji Nicolas Sarkozy weźmie w piątek udział u boku premiera Mariano Rajoya w wiecu przeciwników katalońskiej niepodległości.

Czy konfrontacja między Madrytem i Barceloną wydaje się w tej sytuacji nieunikniona?

– Wszystko zależy od stanowiska Rajoya. Jeśli w końcu zgodzi się na przeprowadzenie referendum w sprawie niepodległości Katalonii, kryzys może zostać rozwiązany polubownie – wierzy Catalero.

Być może Katalończyków zadowoliłaby szeroka autonomia fiskalna, taka sama, jaką ma Kraj Basków i Nawarra. Tyle że w takim przypadku w ślady Katalonii chciałyby pójść inne prowincje, na czele z Galicią. A wówczas nie bardzo wiadomo, z czego miałoby się finansować hiszpańskie państwo.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA