fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Paryskie szpitale pracują jak podczas wojny

AFP
Po piątkowych zamachach w paryskich szpitalach nadal panują frontowe warunki. Najciężej ranni kierowani byli do natychmiast utworzonych "trauma centers", szpitali, które mają możliwości równoczesnego leczenia ran wielonarządowych. Chirurdzy operowali przez całą dobę. Przed szpitalami ustawiają się kolejki chętnych, by oddać krew.

Podczas strzelanin rannych zostało ponad 350 osób. Stan 99 oceniono jako krytyczny. Karetki woziły rannych do 17 szpitali.

W Paryżu i najbliższej okolicy jest pięć szpitali, które mogą zająć się najpoważniej rannymi i udzielić im pomocy w przypadku wielonarządowych uszkodzeń ciała. To Lariboisiere, La Pitié-Salpetriere, Pompidou, Bichat i Beaujon w podparyskim Clichy. Tam przewożono najciężej rannych. Chirurdzy operowali bez chwili przerwy, przez całą dobę.

Wielu z nich nie miało przy sobie żadnych dokumentów, większość była w szoku, nieprzytomna lub w śpiączce, oznaczano ich zatem, jak w czasie wojny, numerami «13.11.2015 1», «13.11.2015 2», wypisywanymi na rękach lub czołach - pisze francuski dziennik "Le Figaro".

Przed szpitalami, spontanicznie pojawili się Paryżanie, chcący oddać krew dla ofiar zamachów. Ustawiały się długie kolejki. "Nigdy do tej pory nie oddawałam krwi - mówiła jedna z kobiet - Ale to sytuacja wyjątkowa. Czuję, że muszę pomóc tym ludziom. Wszyscy mogliśmy być na ich miejscu."

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA