fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Spór o aborcję

Bartłomiej Wróblewski: Prawo do życia nie tylko dla silnych

Bartłomiej Wróblewski
Fotorzepa, Marta Bogacz
Nawet wielu liberałów nie chce zabijania dzieci z zespołem Downa – przekonuje poseł PiS Bartłomiej Wróblewski.

Grupa posłów złożyła w poniedziałek do Trybunału Konstytucyjnego wniosek dotyczący aborcji. Podobnego wniosku Trybunał nie zdążył rozpatrzyć w poprzedniej kadencji. Czego tym razem dotyczy?

Jest taki jak w 2017 r., z tym że w kilku miejscach rozbudowaliśmy uzasadnienie. To inicjatywa, pod którą podpisało się 119 posłanek i posłów z trzech różnych klubów, przedstawicieli ośmiu partii i bezpartyjnych. Bo jest to sprawa, która łączy ludzi o różnych poglądach. Uważamy, że TK powinien zbadać, czy zgodne z konstytucją są dwa przepisy umożliwiające aborcje eugeniczne, czyli w przypadku prawdopodobieństwa choroby dziecka lub jego niepełnosprawności. Wniosek nie dotyczy innych przypadków aborcji, czyli zagrożenia zdrowia i życia matki albo ciąży będącej efektem gwałtu czy kazirodztwa, a także badań prenatalnych czy stosowania środków antykoncepcyjnych.

Z przesłanki o „aborcji eugenicznej" wykonywanych jest niemal 100 proc. legalnych zabiegów w Polsce. Dlaczego zajęliście się tylko nią?

Sam pan odpowiedział na swoje pytanie. To najbardziej istotna przyczyna aborcji, a wokół tej przesłanki jest stosunkowo największy konsensus polityczny i społeczny. Nawet ludzie o liberalnych poglądach, konfrontowani z kwestią zabijania nienarodzonych dzieci z zespołem Downa, mają wątpliwości albo wręcz wyrażają sprzeciw.

Czy sprowadzanie sprawy do zespołu Downa nie służy jej zakłamywaniu? Zdarza się, że dzieci są terminalnie chore i umrą wkrótce po urodzeniu.

Podałem ten przykład, by pokazać, że w przypadku zespołu Downa nawet osoby o liberalnych poglądach mają przekonanie, że takie dzieci powinny żyć. Oczywiście przyczyny aborcji eugenicznych są różne, niektóre wynikają z bardzo poważnych chorób czy niedorozwoju. Konstytucja jednak gwarantuje prawo do życia każdemu, a nie tylko zdrowym i silnym. Stawiamy pytanie, a odpowiedź należy do Trybunału.

Konstytucja gwarantuje prawo do życia każdemu. Czy nie uczciwie byłoby więc zająć się innymi przesłankami, np. zagrożeniem zdrowia matki?

Akurat ta przesłanka, jeśli jest ściśle rozumiana, nie budzi wątpliwości konstytucyjnych. Bo nie chodzi tu o aborcję, ale o ratowanie życia matki, a śmierć dziecka jest tylko niechcianym skutkiem. Takie sytuacje są też zgodne z nauczaniem Kościoła. Jednak jest też prawdą, że nasz wniosek nie porusza wszystkich istniejących problemów dotyczących ochrony życia, bo byłoby to trudne, wręcz niemożliwe.

W zamrażarce od 2017 r. leży obywatelski projekt w tej samej sprawie. Nie ma pan wrażenia, że brakuje woli w PiS?

W PiS są różne poglądy dotyczące ochrony życia. Kierunkowo wszyscy są za, ale jest różny stopień determinacji. Chciałbym podkreślić, że nasz wniosek nie konkuruje z projektem obywatelskim i powinny być prowadzone nad nim prace. Uważamy jednak, że istnieją też racje, by tą sprawą zajął się TK. W Sejmie od 20 lat były czynione nieudane próby wzmocnienia ochrony życia. To przemawia za tym, by próbować iść tą samą drogą, która przyniosła zmianę w 1997 r., gdy Trybunał uznał za niekonstytucyjną przesłankę o aborcji ze względów społecznych. Choć oczywiście optymizm jest mniejszy, bo liczyliśmy na to, że w ubiegłej kadencji, mając na to dwa lata, TK wyda orzeczenie.

Dlaczego tak się nie stało?

Wielokrotnie powtarzałem, że tego rodzaju decyzje nigdy nie powinny zapadać w sposób ekspresowy, ale jednocześnie ze względu na wagę sprawy nie mogą być odwlekane. W 1997 r. sprawa zabrała Trybunałowi pół roku. Jesienią 2018 r. kilkudziesięciu posłów zwróciło się do TK, wskazując, że sprawa nie została rozpoznana. Nie znamy przyczyn tak dużej zwłoki.

A może prawdziwe są przypuszczenia, że TK jest wykonawcą poleceń szefostwa PiS, które nie chce zmian?

Prezydent Andrzej Duda wielokrotnie deklarował się jako zwolennik ochrony życia. Prezes Jarosław Kaczyński kilkukrotnie wypowiadał się przeciw aborcji eugenicznej, podobnie jak premier Beata Szydło. Mamy nadzieję, że kierownictwo PiS rozumie, że jest to sprawa, którą należy rozwiązać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA