fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Alimenciarz płaci ze strachu

W pierwszej polowie roku zarzuty niepłacenia alimentów usłyszało 27 tys. osób – o 7,7 tys, mniej niż w tym samym czasie 2018 r.
shutterstock
Surowsze prawo zdyscyplinowało dłużników alimentacyjnych. Częściej płacą, bo obawiają się spraw karnych.

Po lawinie zawiadomień i nowych śledztw o niepłacenie alimentów nastąpił zwrot. W pierwszym półroczu tego roku policja wszczęła o 27 tys. mniej spraw przeciwko dłużnikom alimentacyjnym – o jedną trzecią mniej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Co za tym idzie – także stwierdzonych tego typu przestępstw jest mniej – wynika z danych Komendy Głównej Policji, które poznała „Rzeczpospolita".

– Wiążemy to z większą dyscypliną wśród osób zalegających z płaceniem alimentów. Po prostu obawiają się spraw karnych i to ich motywuje do zapłaty – komentuje Mariusz Ciarka, rzecznik KGP.

Boją się zarzutów

Boom nastąpił po zaostrzeniu w maju 2017 r. art. 209 kodeksu karnego dotyczącego dłużników alimentacyjnych. Odtąd, by dostać zarzuty, wystarczy nie płacić alimentów przez trzy miesiące lub zalegać z kwotą stanowiącą równowartość trzymiesięcznego świadczenia. Przed zmianą sprawy karne czekały tylko tych, którzy nie płacili „uporczywie" (nowelizacja to wykreśliła).

W efekcie tuż po zaostrzeniu prawa nastąpił lawinowy wzrost zawiadomień i wszczętych spraw ze wspomnianego artykułu. Z 5,1 tys. przestępstw w pierwszym półroczu 2017 r. – do 39 tys. rok później. Liczba wszczętych spraw podskoczyła z 10 tys. do ponad 90 tys. (w pierwszych półroczach).

Dziś wygląda na to, że bat na alimenciarzy działa – boją się sprawy karnej i częściej płacą. Są to twarde dane.

W minionym półroczu policja wszczęła blisko 63 tys. nowych postępowań z art. 209 k.k., gdy w analogicznym okresie ubiegłego roku – 90 tys. Spadła także – o 9,7 tys. (do 29 tys.) – skala takich przestępstw, choć w poszczególnych regionach wyglądało to różnie.

Np. w woj. pomorskim i kujawsko-pomorskim policja wszczęła w minionym półroczu o połowę mniej spraw przeciwko alimenciarzom (w pomorskim spadek sięga 4 tys. spraw, w kujawsko-pomorskim – 3,2 tys.). Blisko 60 proc. spadek nowych postępowań nastąpił w Warszawie i okolicy.

Także ujawnionych przestępstw w każdym z tych regionów – gdy porównać półrocza – było o kilkaset mniej.

Oporni alimenciarze mocniej trzymają się w woj. świętokrzyskim, łódzkim czy mazowieckim (bez Warszawy) – tu nowych spraw i przestępstw było tylko nieco mniej. Np. w Łódzkiem zanotowano o pół tysiąca spraw mniej, a liczba przestępstw zmalała o 289 – czyli o ok. jedną piątą.

I utrata prawa jazdy

Zanim zaostrzono prawo, alimenciarze nagminnie stosowali wybiegi.

– Płacili np. 100 zł, wykazując rzekomo „dobrą wolę", i trudno było uznać, że uporczywie się uchylają. Dziś jeśli nie płacą trzy miesiące lub gdy zaległości sięgają trzymiesięcznego świadczenia, mają zarzuty – tłumaczy obrazowo jeden z policjantów.

Zmianę postaw zauważają pracownicy socjalni.

– Groźba sprawy karnej mobilizuje zwłaszcza nowych dłużników, „recydywistów" już mniej – mówi Katarzyna Ciepłucha, wicedyrektor Centrum Świadczeń Socjalnych w Łodzi, które rocznie monitoruje 4–5 tys. dłużników alimentacyjnych.

Spadek spraw kierowanych do organów ścigania może wynikać także z innego faktu. – Jeśli w danym roku zgłosiliśmy sprawę o niepłacenie alimentów, to w następnym nie ponawiamy zawiadomień wobec tej samej osoby. Chyba że są nowe okoliczności – zaznacza dyr. Ciepłucha.

Na wyobraźnię dłużników jeszcze mocniej działa groźba utraty prawa jazdy – twierdzą urzędnicy.

– Wniosek o zatrzymanie prawa jazdy kierujemy wtedy, kiedy składamy doniesienie do organów ścigania dotyczące przestępstwa niealimentacji. To skuteczne narzędzie. Po zatrzymaniu prawa jazdy dłużnicy nawet spłacają całość należności – mówi Aleksandra Warchoł, radca prawny z Gdańskiego Centrum Świadczeń. Jak wyjaśnia, w ubiegłym roku do urzędu miasta centrum złożyło 72 wnioski o zatrzymanie prawa jazdy, urząd zatrzymał 59 dokumentów. – W tym roku złożyliśmy już 39 wniosków, dotąd zatrzymano prawa jazdy dziewięciu dłużnikom – mówi mecenas Warchoł.

Ocenia, że zmiana art. 209 kodeksu karnego była korzystna.

– Ściągalność naszych należności wzrosła nawet o jedną trzecią – podkreśla Aleksandra Warchoł.

Alimenciarz odzyskuje prawko, kiedy spłaci całość należności albo przez pół roku regularnie spłaca przynajmniej połowę zasądzonych alimentów.

Zarzuty niepłacenia alimentów w minionym półroczu usłyszało 27 tys. osób – to o 7, 7 tys. mniej niż w tym samym czasie roku ubiegłego – wynika z danych KGP. Z tego 121 osób trafiło do aresztu (rok wcześniej 87).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA