fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Nowe funkcje dla prokuratorów i rzecznika dyscypliny sędziów. Parchimowicz: to kupowanie lojalności

Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Prokurator, która umorzyła śledztwo ws. pobicia tzw. kobiet z mostu, decyzją Zbigniewa Ziobry zasiądzie w komisji egzaminującej kandydatów na radców i adwokatów.

Jak informuje Onet.pl - komisjach zasiądą również prokurator, który umorzył postępowanie ws. nieopublikowania wyroku TK, rzecznik dyscyplinarny sędziów oraz wiceprezes sądu mianowana przez ministra. Pozwoli im to dorobić dodatkowo nawet 7-8 tysięcy złotych. - To jest kupowanie lojalności. Dla państwa skrajnie niebezpieczne - ocenia w rozmowie z Onetem prok. Krzysztof Parchimowicz.

Nowych egzaminatorów do warszawskich komisji ds. aplikacji radcowskiej i adwokackiej Zbigniew Ziobro powołał na początku września. Niemal równocześnie do komisji trafili także dwaj sędziowie z nowej KRS, będący również mianowanymi przez ministra prezesami sądów. Zdaniem prok. Parchimowicza ze Stowarzyszenia Lex Super Omnia, dzięki tym stanowiskom w komisjach minister kupuje sobie lojalność prokuratorów. - To są propozycje niemoralne, nikt nie powinien ich przyjmować - mówi Onetowi. Posłanka .N Kamila Gasiuk-Pihowicz kwituje krótko: jedynym kryterium nagradzania jest wsłuchiwanie się w oczekiwania Nowogrodzkiej.

Dwoje prokuratorów - Magdalena Kołodziej z warszawskiej Prokuratury Okręgowej i Tomasz Kuroszczyk z "okręgu" Warszawa-Praga - wiceprezes Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście Joanna Przanowska-Tomaszek, rzecznik dyscyplinarny sędziów Piotr Schab oraz dwóch sędziów z nowej KRS - Maciej Mitera i Rafał Puchalski - decyzją ministra sprawiedliwości trafią do komisji egzaminacyjnych ds. aplikacji radcowskiej i adwokackiej.

Kim jest prok. Kołodziej?

Prokurator Kołodziej do warszawskiej Prokuratury Okręgowej trafiła z "rejonu", gdy Ziobro został prokuratorem generalnym. Zasłynęła licznymi umorzeniami, o których głośno było w całej Polsce. Najpierw podpisała się pod ponownym umorzeniem sprawy protestu posłów opozycji, który rozpoczął się w grudniu 2016 roku od wykluczenia z obrad posła PO Michała Szczerby.

Zdaniem prok. Kołodziej decyzja marszałka Sejmu była uzasadniona, ponieważ zachowanie posła Szczerby (który zwrócił się do Kuchcińskiego słowami: panie marszałku kochany, muzyka łagodzi obyczaje) było "zaczepką". Zachowanie Szczerby prok. Kołodziej oceniła jako "praktykę obstrukcji parlamentarnej" i "zakłócanie prac Sejmu".

Obrady zwołane przez PiS w Sali Kolumnowej według prok. Kołodziej były z kolei działaniem w pełni uzasadnionym, gdyż "przyjęty przez część posłów PO, .N i PSL sposób protestu nie był zgodny ze standardami demokratycznymi" - pisała w uzasadnieniu umorzenia śledztwa.

Prokurator Kołodziej umorzyła także śledztwo po doniesieniu dziennikarzy, którzy uznali, że wydany przez marszałka Kuchcińskiego zakaz wstępu do Sejmu dla osób bez stałych przepustek godzi w możliwość wykonywania ich pracy. W Sejmie trwał wówczas protest osób niepełnosprawnych.

Zaledwie kilkanaście dni temu prok. Kołodziej umorzyła jeszcze śledztwo ws. tzw. kobiet z mostu, które 11 listopada chciały zablokować przemarsz narodowców przez most Poniatowskiego w Warszawie. Śledztwo umorzono, bo pani prokurator uznała, że opluwający, lżący i bijący kobiety narodowcy jedynie "wyrażali niezadowolenie", zaś umiejscowienie obrażeń pokazuje, że "przemoc nie była wymierzona w newralgiczne punkty ciała".

Zasługi nowych egzaminatorów

Kolejny prokurator, którego Zbigniew Ziobro chce widzieć w komisji egzaminacyjnej - tym razem ds. aplikacji adwokackiej - to Tomasz Kuroszczyk z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. To on w lutym 2017 roku prawomocnie umorzył postępowanie ws. nieopublikowania przez rząd Beaty Szydło orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 9 marca 2016 roku.

Zdziwienie części prawników wzbudził fakt, że prokurator nie uznał za stosowne, by wezwać na przesłuchanie samą premier Szydło. I to mimo faktu, że większa część przesłuchiwanych przez niego pracowników Kancelarii Prezesa Rady Ministrów stwierdziła, że orzeczenie nie zostało opublikowane na polecenie pani premier.

Do komisji ds. aplikacji radcowskiej trafił także sędzia Piotr Schab, którego w czerwcu tego roku Zbigniew Ziobro mianował na stanowisko rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych. Instytucja ostatnio wykazuje się dużą aktywnością, a na przesłuchania wzywani są sędziowie, którzy zadali pytania prejudycjalne do TSUE oraz ci, którzy publicznie mówią, że ostatnie zmiany w sądownictwie to łamanie konstytucji.

Sędzia Schab ministrowi Ziobrze "postawił się" jeden raz - gdy odmówił wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec sędziego Wojciecha Łączewskiego. Łączewski nieprawomocnie skazał byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego na więzienie. Gdy atakowany przez polityków PiS powiedział, że decyzję jednogłośnie podjął cały skład sędziowski, Zbigniew Ziobro uznał, że sędzia złamał tajemnicę narady sędziowskiej. Zażądał wszczęcia postępowania, a sędzia Schab - wtedy zastępca rzecznika dyscypliny w warszawskim Sądzie Okręgowym - odmówił.

Tyle że sam sędzia w sprawie Kamińskiego orzekał już zupełnie inaczej. To właśnie on był w składzie sędziowskim, który dwa lata temu uchylił wyrok sądu I instancji i umorzył sprawę ministra koordynatora ds. służb specjalnych, którego wtedy zdążył już ułaskawić prezydent Andrzej Duda. Do ułaskawienia doszło, mimo że Kamiński i byli funkcjonariusze CBA nie byli skazani prawomocnie. Zdaniem sądu - w tym sędziego Schaba - ułaskawienie było skuteczne. Opinii tej nie podzielił Sąd Najwyższy, który w kasacji stwierdził, że prezydent nie miał prawa ułaskawić Kamińskiego bez prawomocnego wyroku.

Prezesi, wiceprezesi, członkowie KRS

Do komisji egzaminacyjnych ds. radców prawnych trafią też dwaj członkowie KRS, którzy głosami PiS i Kukiz'15 zostali powołani przez Sejm. To sędziowie Maciej Mitera (rzecznik KRS) i Rafał Puchalski. Obaj za kadencji ministra Ziobry zostali prezesami sądów, a wcześniej obaj byli też na delegacji w Ministerstwie Sprawiedliwości. Poza nimi egzaminować kandydatów na radców ma także wiceprezes z warszawskiego Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia sędzia Joanna Przanowska-Tomaszek. Jest ona bezpośrednią podwładną Macieja Mitery, który tym sądem kieruje. Sędzia Przanowska-Tomaszek funkcję objęła z nominacji Ziobry, zastąpiła wiceprezes odwołaną w trakcie kadencji.

Wszystkie te osoby za zasiadanie w komisjach zarobić mogą nawet do ponad 6 tys. zł. Za każdego ocenionego kandydata otrzymują bowiem do 32 zł brutto, a łącznie ich zarobki powinny - jak stanowi rozporządzenie ministra sprawiedliwości - mieścić się w widełkach między 3200 a 6400 zł. Do tego zastępcy przewodniczącego komisji - a takimi zostali sędziowie Puchalski oraz rzecznik dyscypliny Schab - mają też dodatkowy, wypłacany jednorazowo ryczałt w wysokości 1600 zł. Ryczałt zmniejsza się co nieco ponad 900 zł, jeśli do egzaminu przystąpi mniej niż 50 osób. Praca jest jednorazowa, z reguły zajmuje jeden weekend w roku.

Jak podkreśla w rozmowie z Onetem zdegradowany przez Zbigniewa Ziobrę prok. Krzysztof Parchimowicz, szef i założyciel Stowarzyszenia Lex Super Omnia - takie pełnienie funkcji egzaminatora w komisji "wiąże się z poważnymi pieniędzmi".

- To jest profit, ewidentna "fucha", która nie wymaga ani specjalnych predyspozycji intelektualnych, ani wysiłku - mówi. - Bo egzaminy te odbywają się w postaci testów, które sprawdza się za pomocą szablonu. Do komisji trafiają więc osoby, które cieszą się zaufaniem obecnego kierownictwa tak prokuratury, jak ministerstwa. To jest ta "marchewka" dla prokuratorów, o której mówił kiedyś szef Prokuratury Krajowej Bogdan Święczkowski - ocenia prok. Parchimowicz.

Jak dodaje, obecnie w prokuraturze dochodzi do motywowania pieniędzmi na taką skalę, że nasuwa się tylko jedna konkluzja. - To jest kupowanie lojalności poprzez nagrody finansowe, awanse, dodatki funkcyjne czy "fuchy" w komisjach. To są propozycje głęboko niemoralne i równie niemoralne jest ich przyjmowanie - zaznacza.

W jego ocenie skutki mogą być opłakane. - Taka strategia zarządzania prokuraturą może się skończyć tragicznie. Lojalność wynikająca z przywiązania do apanaży spowoduje u części prokuratorów zanik zdrowego rozsądku i wręcz zanik instynktu samozachowawczego - podkreśla szef Stowarzyszenia LSO. - Będą nie tylko wykonywali polecenia przełożonych, ale też będą wręcz "czytali" ich myśli i wyprzedzali życzenia, zgodnie ze swoim domniemaniem tego, czego od nich oczekuje przełożony - wyjaśnia.

Prok. Parchimowicz precyzuje, że przykładem takiego myślenia już może być prok. Magdalena Kołodziej. - Przecież to, co zrobiła ze sprawą "kobiet z mostu" to było... Tego nie wolno było zrobić. Do czasu wykrycia sprawców prokuratura miała psi obowiązek zapewnić pokrzywdzonym pomoc. A jeśli sprawców nie znaleziono, jak to się stało w tym przypadku, to należało umorzyć tę sprawę z powodu niewykrycia sprawców. A nie z powodu rzekomej znikomej szkodliwości społecznej. To był bardzo poważny błąd - kwituje.

- Mam wrażenie, że w kontrolowanych przez obecny rząd organach i instytucjach wymiaru sprawiedliwości szczególne profity i "bonusy" idą do osób, które są związane z PiS-em - mówi nam posłanka Nowoczesnej, szefowa klubu Kamila Gasiuk-Pihowicz.

- Dzieje się to niezależnie od kompetencji tych ludzi, niezależnie od ich wiedzy czy doświadczenia. Wygląda to trochę tak, jakby głównym kryterium doboru było posłuszeństwo wobec partii rządzącej - podkreśla. - Ci, którzy w szczególny sposób wpisują się w oczekiwania płynące z Nowogrodzkiej, mogą niejako "dorobić" do pensji, korzystając z nominacji na różne lukratywne funkcje - dodaje

Posłanka .N mówi wprost, że trudno oprzeć się wrażeniu, iż powstaje grupa ludzi, którzy dla pieniędzy są w stanie zrobić wszystko. - Obawiam się, że niektórzy nie mają żadnych zahamowań - mówi szefowa klubu .N. - Rodzi się na przykład pytanie, czy pani prokurator Kołodziej, która umorzyła niedawno bulwersującą sprawę pobicia przez neofaszystów kobiet, które pokojowo demonstrowały 11 listopada, dostała teraz dodatkową pracę w komisji niejako w nagrodę? Czy zbieżność tych zdarzeń jest przypadkowa? Dziś w interesie publicznym musimy otwarcie stawiać takie pytania - mówi.

Jak dodaje Gasiuk-Pihowicz fakt, że do komisji egzaminacyjnej dla przyszłych radców prawnych trafia na przykład sędziowski rzecznik dyscypliny, rodzić może kolejne obawy. - Mam wrażenie, że Ziobro chce, by jego ludzie kształtowali nie tylko sądy, ale też młode rzesze prawników - mówi.

- Nie można wykluczyć, że młodzi kandydaci będą mogli oblać egzamin, jeśli powiedzą na przykład, że I prezesem Sądu Najwyższego jest nadal prof. Małgorzata Gersdorf albo jeśli zgodnie z prawdą stwierdzą, że w Trybunale Konstytucyjnym zasiada bezprawnie trzech dublerów sędziów. W państwie PiS nie można głosić tego typu "herezji". To jest próba łamania kręgosłupów już na starcie karier prawniczych - kwituje Gasiuk-Pihowicz.

Wymiany w komisjach niezgodne z prawem?

Dodajmy, że zdaniem części prokuratorów, którym "nie po drodze" z obecną władzą, wymiana osób w komisjach egzaminacyjnych, na którą krótko po wyborach zdecydował się Zbigniew Ziobro, była naruszeniem przepisów. W takiej sytuacji znalazła się była szefowa katowickiej Prokuratury Apelacyjnej, prok. Iwona Palka, członkini zarządu Stowarzyszenia Lex Super Omnia, obecnie w stanie spoczynku.

- W komisjach egzaminacyjnych zgodnie z ustawą obowiązują dwuletnie kadencje. Mnie powołano w 2015 roku, więc powinnam zasiadać w komisji do 2017 - mówi nam prok. Palka. - Tyle że pan minister Ziobro rozporządzeniem zmienił ustawę tak, że zobowiązał prokuratorów regionalnych do sprawdzenia, czy osoby w komisjach spełniają wymogi. Muszą to być co najmniej prokuratorzy z prokuratur okręgowych. A równolegle trwała wielka akcja degradowania prokuratorów "od poprzedniej władzy" - wyjaśnia.

- Do tego ci prokuratorzy regionalni zyskali możliwość wnioskowania o dokonanie zmian w obsadach komisji. A jeśli wnioskowali - to minister z reguły się przychylał. To było ewidentne złamanie prawa, bo nie wolno skracać kadencji poprzez rozporządzenie, minister nie miał takich uprawnień. W ten sposób wymieniono niemal wszystkich członków komisji na naszym terenie - mówi prok. Palka. - Ale cóż, obecna władza jakoś nie darzy kadencyjności zbyt wielkim poważaniem - ironizuje.

Była szefowa katowickiej "apelacji" podkreśla, że cel tej wymiany kadrowej w komisjach był oczywisty. - To proste, chodziło o to, by wstawić tam osoby zaufane. Możliwość zasiadania w komisji to jest ta "marchewka" dla prokuratorów, którzy nie mają zbyt wielu możliwości dorobienia do podstawowej pensji - precyzuje. - A że prokuratorzy w luksusy raczej nie opływają, ta dodatkowa funkcja bywa przyjmowana chętnie - dodaje.

Co na to ministerstwo?

O nowych egzaminatorów, ich kompetencje, kryteria doboru oraz powiązania z Ministerstwem Sprawiedliwości zapytaliśmy jego rzecznika. Do momentu publikacji nie doczekaliśmy się odpowiedzi. Przytaczamy więc wcześniejsze stanowisko ministerstwa, które otrzymaliśmy, gdy 14 września po raz pierwszy napisaliśmy o nowych stanowiskach egzaminatorów dla sędziów z KRS.

- Kandydatów do komisji zgłaszają prezesi sądów apelacyjnych, swoich przedstawicieli zawsze powołuje, bo tak nakazuje prawo, minister sprawiedliwości, to zasada obowiązująca od wielu lat - mówił nam rzecznik resortu Jak Kanthak. - Wśród tych sędziów od zawsze byli także prezesi sądów, zdarzali się także sędziowie zasiadający w KRS - przekonywał.

Rzecznik resortu sprawiedliwości dodawał, że każdego roku na czas egzaminów potrzebnych jest pół tys. członków stałych komisji egzaminacyjnych. - Powoływane są jednak także komisje dodatkowe, jeśli kandydatów jest więcej niż zazwyczaj. Tak było w przypadku komisji, w której zasiadł prezes Maciej Mitera - mówił Kanthak. - Komisja ma siedmiu członków, liczba kandydatów jest różna, w największych komisjach sięga nawet dwustu osób - wyjaśniał rzecznik ministerstwa. Jak precyzował, egzamin organizowany jest raz do roku, a członkowie komisji otrzymują około 32 zł brutto za każdego kandydata przystępującego do egzaminu. - To praca w weekend - kwitował Kanthak.

Marek Ast, poseł PiS i szef sejmowej Komisji Ustawodawczej, w rozmowie z Onetem przekonuje, że powiązań nowych egzaminatorów z Ministerstwem Sprawiedliwości nie można traktować w kategoriach nepotyzmu. - Nepotyzm jest wtedy, gdy na wysokich stanowiskach zatrudnia się osoby spokrewnione, rodzinę czy bliskich znajomych. A tu na pewno nie mamy z tym do czynienia - mówi poseł PiS. - Członków komisji egzaminacyjnych wyłania się przecież według klucza ustawowego, muszą mieć odpowiednie kompetencje i reprezentować dane organy, jak sądy czy prokuratura - mówi poseł Ast. - Dlatego w tej sytuacji nie widzę niczego niestosownego - podsumowuje.

Źródło: onet.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA