fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Prof. Michał Romanowski: odpowiedzialni sędziowie mają wątpliwości

Fotolia.com
Rozmowa | Prof. Michał Romanowski Uniwersytet Warszawski, Kancelaria M. Romanowski i Wspólnicy Sp.K.

Rz: Grupa posłów PiS kwestionuje konstytucyjność zagadnień prawnych kierowanych przez sądy do Sądu Najwyższego i NSA. W ich ocenie naruszają one niezawisłość sędziów.

Prof. Michał Romanowski:

Ten wniosek dowodzi niezrozumienia związku niezawisłości sędziowskiej z kontrolą merytoryczną sprawowaną przez niezależny, niezawisły i bezstronny sąd, czyli istoty nadzoru judykacyjnego (orzeczniczego). Konsekwentnie trzeba by uznać za niekonstytucyjne takie instytucje jak powaga rzeczy osądzonej, apelacja, kasacja.

Sprawa jest poważna, dotyczy bowiem fundamentów sądownictwa: prawa do sądu.

Jak najbardziej. Niezawisłość sędziego w orzekaniu oznacza wolność sędziego od wpływów zewnętrznych władzy wykonawczej, ustawodawczej, a także władzy sądowniczej. Chodzi o to, aby działał w interesie jednostki, która ma prawo do rozpatrzenia sprawy przez niezależny, niezawisły i bezstronny sąd, a więc do sprawiedliwego wyroku sądowego. Żadna władza – ani rząd, ani parlament, ani prezes sądu – nie ma prawa do władczego wydawania poleceń sędziemu, jaki ma wydać wyrok w konkretnej sprawie. Zakazu tego nie należy jednak mylić z kontrolą merytoryczną nad orzeczeniami wydawanymi przez sądy z poszanowaniem zasady, że sąd rozpatrujący sprawę może wydać taki wyrok, jaki uzna za właściwy.

Rozróżnia pan jednak wyraźnie sąd w konkretnej sprawie i nadzór orzeczniczy.

Nadzór judykacyjny ma wprost swoją podstawę w Konstytucji RP (art. 176 i 183 ust. 1). Sędziowie także popełniają błędy, w tym istotne i rażące, co do interpretacji stanu prawnego lub oceny faktów. Błędy te wymagają korekty w interesie każdego, kto korzysta z sądu, czyli gwarancji uzyskania wyroku sprawiedliwego. Temu służy nadzór judykacyjny. Niezawisłość i niezależność sądu nie oznacza nieomylności sądu, a więc jego odpowiedzialności wyłącznie przed Bogiem i historią. To sąd zadający pytania prawne swobodnie decyduje, czy samodzielnie rozstrzygnąć zagadnienie prawne, czy zwrócić się do SN.

We wniosku posłów PiS pojawia się zarzut ograniczenia wyłączności sędziego w rozstrzygnięciu sprawy.

To zarzut niezrozumiały. Najważniejszym ograniczeniem niezawisłości sędziego jest jego sumienie. Niedostatek sumienia prowadzi do nadużycia niezawisłości, ale u podstaw dobrowolnie zadanego pytania prawnego nie stoi konflikt sumienia, lecz dążenie do wydania wyroku sprawiedliwego. Zadanie pytania jest wyrazem odpowiedzialności i pokory sędziego wobec własnej nieomylności.

Trybunał Konstytucyjny też ingeruje w orzecznictwo. Rozpatruje pytania prawne, tyle że dotyczące konstytucyjności przepisów.

Dlatego będzie bardzo interesujące stanowisko Trybunału, tym bardziej że nie tak dawno, bo w wyroku z 8 listopada 2016 r. (P 126/15), orzekł, że związanie sądu pierwszej instancji oceną prawną i wskazaniami dokonanymi przez sąd drugiej instancji nie tylko nie narusza prawa do sądu i nie narusza niezawisłości sędziowskiej, ale też powoduje, że prawo do sądu jest realizowane efektywniej, niż gdyby nie było takiego unormowania. A przecież instytucja związania sądu pierwszej instancji oceną prawną i wskazaniami sądu drugiej instancji idzie znacznie dalej niż niewymuszony przez sąd drugiej instancji ani SN pytanie prawne zadawane przez sąd pierwszej instancji.

Kolejnym zarzutem posłów PiS jest dopuszczenie nieostrych pytań prawnych.

Zarzut ten, jak sadzę, wynika z niezrozumienia, czym jest nieostrość jako świadomy zabieg legislacyjny, a czym jest błąd legislacyjny. Krytyka terminu „zagadnienie prawne" jako zwrotu niedookreślonego wynika, jak się wydaje, z utożsamienia go ze zwrotem wieloznacznym. Są to jednak całkowicie odmienne pojęcia. Wieloznaczność jest cechą naturalną większości słów, którymi się posługujemy. Wieloznaczny tekst prawny to wyraz porażki ustawodawcy (zawinionej lub nieuniknionej), ponieważ słowo często zaczyna żyć własnym życiem, jego znaczenie zmienia się w zależności od kontekstu, czasu i okoliczności jego zastosowania. Użycie zwrotu niedookreślonego w tekście prawnym jest natomiast wyrazem świadomej decyzji twórcy tekstu. W ten sposób dąży on do zachowania niezbędnej elastyczności normy prawnej ze względu na naturę (właściwość) zjawiska poddanego regulacji. Chodzi o zagwarantowanie możności zastosowania normy do wielu zróżnicowanych stanów faktycznych, których nie da się skatalogować (przewidzieć, sformatować). Technika zwrotu niedookreślonego w tekście prawnym jest przykładem zrozumienia przez prawodawcę angielskiego powiedzenia „one size does not fit all".

Wielu prawników, może lepiej powiedzieć tych mniej doświadczonych, nie lubi takich zwrotów. Chcieliby prawa jasnego jak tabliczka mnożenia.

To prawda. Konstrukcja zwrotu niedookreślonego wywołuje u wielu w istocie dyskomfort poznawczy, ponieważ zmusza do wysiłku i, co trudniejsze, przyjęcia odpowiedzialności za wynik konkretyzacji tego zwrotu. Zwrot niedookreślony zawsze stawia wyżej poprzeczkę w procesie stosowania prawa, ponieważ wymaga odczytania jego treści, czyli zdiagnozowania rzeczywistego stanu rzeczy, a nie prostego odczytania przepisu. Zwrot niedookreślony wiąże się oczywiście z pewnym luzem decyzyjnym stosującego prawo. Nie należy tego jednak mylić z dowolnością oceny.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA