fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Tysiące wniosków, ale mało skarg nadzwyczajnych do Sądu Najwyższego

Fotorzepa, Marta Bogacz
Choć prokuratura dostaje tysiące wniosków w sprawie błędnych orzeczeń, do SN trafiają nieliczne.

Do Prokuratury Krajowej wpłynęło do dziś 3240 pism zawierających wniosek o skierowanie przez prokuratora generalnego skargi nadzwyczajnej od prawomocnego orzeczenia sądowego kończącego postępowanie. Nie są to głównie sprawy karne, lecz w większości sprawy cywilne – spadkowe i rodzinne. W grę nie wchodzi już kasacja od nich.

Na 1552 zbadane już wnioski o wniesienie skargi nadzwyczajnej minister sprawiedliwości wysłał do Sądu Najwyższego pięć skarg nadzwyczajnych. Jedna autorstwa prokuratora generalnego, reszta rzecznika praw obywatelskich.

– Nie wyznaczono jeszcze żadnego terminu rozpoznania skargi – usłyszeliśmy w biurze prasowym SN.

Pod kontrolą

Jak są badane wnioski?

Prokuratorzy wykonujący czynności służbowe w PK badają aspekty formalne złożonych wniosków. Gdy stwierdzą braki, wnioskodawcy są wzywani o uzupełnienie pism. Jeżeli pisma spełniają wymogi formalne, przesyłane są do właściwego prokuratora regionalnego dla dokonania oceny dopuszczalności i celowości wniesienia skargi nadzwyczajnej zgodnie z zapisami regulaminu. Po ocenie dopuszczalności i celowości wniesienia skargi nadzwyczajnej zgodnie z ustawą o SN jest możliwe jej wniesienie lub stwierdzenie, że nie ma do tego podstaw.

Robert Hernand, zastępca prokuratora generalnego, uważa, że dzięki wprowadzeniu skargi nadzwyczajnej stało się możliwe podejmowanie działań prawnych zmierzających do naprawy błędów orzeczniczych.

Michał Laskowski, sędzia i rzecznik SN, zauważa, że to dopiero wstępny etap działania ustawy o Sądzie Najwyższym.

Lawiny nie ma

– Znikoma liczba skarg, które trafiają do SN, może wykazać, że ten nadzwyczajny środek nie był potrzebny.

I dodaje, że po reorganizacji SN pogorszyła się sprawność rozpoznawania spraw karnych w SN.

Sędzia Dariusz Zawistowski, prezes Izby Cywilnej SN, także zaleca cierpliwość w ocenie skutków wprowadzenia skargi nadzwyczajnej.

– Skarg jest rzeczywiście mniej, niż prognozowano –mówi „Rzeczpospolitej". – Gdy wziąć pod uwagę obciążenie, to dobra informacja. Ten środek może się jednak okazać mało skuteczny – twierdzi.

Prezes zauważa też jeszcze jeden problem. Chodzi o ponad 20 etatów orzeczniczych przeznaczonych do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych.

– To niesprawiedliwe, żeby sędziowie tej Izby mieli do rozpoznania rocznie tyle spraw, ile inne izby w ciągu miesiąca – uważa.

Ludzie wnioski piszą

Pierwsza skarga nadzwyczajna do Sądu Najwyższego ma datę 25 października 2018 r. Dotyczy stwierdzenia niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia wydanego na podstawie przepisów kodeksu postępowania cywilnego.

Wyrokiem z kwietnia 2017 r. sąd rejonowy oddalił powództwo K.Ż. skierowane przeciwko pozwanym A.W. i K.W. o ustalenie nieważności umowy sprzedaży nieruchomości. Apelację powódki od tego orzeczenia oddalił w grudniu 2017 r. sąd okręgowy.

Od tego wyroku powódka wniosła 30 kwietnia 2018 r. skargę o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia, zarzucając w szczególności „oczywiste" naruszenie wielu przepisów kodeksu cywilnego w związku z przepisami ustawy o księgach wieczystych i hipotece.

Kobieta wskazała również, że wzruszenie zaskarżonego wyroku w drodze innych środków prawnych nie było i nie jest możliwe, gdyż w sprawie nie przysługiwała skarga kasacyjna, nie wystąpiły też podstawy wznowienia postępowania przewidziane w przepisach k.p.c. Sąd Najwyższy odrzucił wówczas skargę.

Inna skarga dotyczy błędu lekarskiego.

Ta sprawa miała początek w styczniu 2010 r., gdy Andrzej P. udał się do izby przyjęć Szpitala Czerniakowskiego w Warszawie z powodu silnego bólu głowy. W trakcie rozmowy z lekarzem poinformował, że w rodzinie występowały udary mózgu oraz nadciśnienie tętnicze.

Mężczyznę przyjęto do szpitala, ale jego problem zbagatelizowano.

Wieczorem jego stan się pogorszył. Rodzina podjęła konsultację z lekarzami z innych szpitali. Ci stwierdzili udar i sugerowali, że mogła mu zapobiec skuteczna interwencja medyczna, ale wcześniej. Andrzej P. z rodziną postanowili skierować sprawę do sądu.

W pozwie zarzucili szpitalowi popełnienie licznych uchybień. Domagali się w nim 850 tys. zł zadośćuczynienia dla mężczyzny oraz renty. Wnosili także o przyznanie im zadośćuczynienia za naruszenie prawa do cieszenia się niezakłóconym życiem rodzinnym.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA