fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ścieżki kariery

Polacy częściej zmieniają pracę. To duże koszty dla firm

Fotolia
Firmy tracą rocznie już ok. 16 proc. pracowników, którzy odchodzą, szukając przede wszystkim wyższego wynagrodzenia lub lepszych możliwości kariery.

Jeszcze jesienią 2016 r. pracodawcy oceniali, że w wyniku dobrowolnych odejść pracowników tracą w ciągu roku nieco ponad jedną dziesiątą załogi. Teraz szacują skalę tych rotacji już na 16 proc. Tak wynika ze wstępnych wyników badania firmy rekrutacyjnej Antal, do których dotarła „Rzeczpospolita". Największy problem z utratą kadr ma branża TSL, czyli transportu, spedycji i logistyki.

Czytaj także:  Te kraje UE mają większy problem z pracownikami niż my 

Działające w tym sektorze firmy szacują, że w ciągu ostatniego roku (do II kw. 2019) rozstał się z nimi aż niemal co czwarty pracownik (24 proc.), często skuszony perspektywą wyższej płacy u konkurencji. Agnieszka Wójcik, menedżer ds. badań rynku w firmie Antal, wyjaśnia, że w TSL problem dotyczy zwłaszcza pracowników niższego szczebla. Oferta nawet niewielkiego wzrostu wynagrodzenia czy nieco bardziej atrakcyjnych warunków pracy wpływa na zmianę pracodawcy.

Łowy u konkurencji

Wśród rekordzistów dobrowolnych rotacji (tzw. attrition) są również firmy doradcze i kancelarie prawne. Tam z kolei średnią sięgającą 21 proc. podwyższają najmłodsi pracownicy stawiający pierwsze kroki na rynku. – Często pracują po kilka miesięcy w dwóch, trzech kancelariach, aby mieć dobre porównanie przed finalnym wyborem miejsca, w którym zdecydują się na dalszy rozwój kariery – tłumaczy Agnieszka Wójcik.

Powstrzymanie pracowników przed odejściem do konkurencji jest dużym wyzwaniem również dla firm z sektora nowoczesnych usług dla biznesu, czyli centrów SSC/BPO, a także IT. W badaniu Antala mówią one o 20-proc. rotacji w ciągu ostatniego roku. Ma to związek z rozwojem sektora w kierunku bardziej zaawansowanych usług, które wymagają doświadczonych specjalistów. A tych z IT czy z finansów najłatwiej pozyskać od konkurencji z branży lub z sektora bankowo-ubezpieczeniowego, gdzie w ostatnim roku skala dobrowolnych rotacji objęła jedną piątą załogi.

Niewiele mniejsza skala odejść jest w handlu detalicznym – duże sieci sklepów równie zaciekle jak o klientów walczą o pracowników, chwaląc się kolejnymi podwyżkami płac. Wysoki, 16-proc. wskaźnik rotacji jest także w przemyśle, gdzie w I kw. tego roku było najwięcej wolnych miejsc pracy – prawie 32 tys.

Według badanych pracodawców główne powody odejść pracowników to oferta wyższego wynagrodzenia i bardziej atrakcyjne możliwości rozwoju kariery w innej firmie. Do zmiany zatrudnienia skłania też dość często niezadowolenie z dotychczasowego pracodawcy, w tym złe zarządzanie, niejasna ścieżka awansu czy też problemy we współpracy z szefem lub stres w pracy.

Jak zgodnie przyznają rekruterzy i eksperci rynku pracy, na wzrost dobrowolnych rotacji wpływa dobra koniunktura na rynku pracy. – Niski poziom bezrobocia, tysiące różnych ofert pracy, rosnące wynagrodzenia, dodatki motywacyjne i benefity, którymi prześcigają się firmy, sprzyjają dobrowolnym odejściom pracowników i to często na masową skalę – twierdzi Agnieszka Żak, dyrektor regionu w agencji zatrudnienia Work Service. Z jej obserwacji wynika, że ten trend od dwóch lat ma tendencję wzrostową.

Według tegorocznego Barometru Rynku Pracy Work Service spośród 54 proc. pracowników, którzy choć raz w życiu z własnej woli zrezygnowali z pracy, prawie 19 proc. zrobiło to w ubiegłym roku.

Wzrost mobilności pracowników pokazał też kwietniowy raport agencji zatrudnienia Randstad. Co czwarty ankietowany pracownik mówił o zmianie pracy w ostatnich sześciu miesiącach, najczęściej skuszony lepszymi możliwościami rozwoju zawodowego i wyższą płacą.

Koszt rocznej pensji

– Pracownicy śmielej szukają teraz pracy lepiej dopasowanej do ich potrzeb. W badaniach widać, że coraz większe znaczenie ma jakość pracy, w tym nie tylko wysokość wynagrodzenia, ale także to, gdzie, jak i z kim pracujemy – twierdzi Monika Fedorczuk, ekspert Konfederacji Lewiatan. Dodaje, że dzięki dobrej koniunkturze zmiana pracy jest mniej ryzykowna. Jeśli nawet nowy pracodawca nie spełnia oczekiwań, to dość łatwo można znaleźć zajęcie w innej firmie. Tak jest zwłaszcza na podstawowych stanowiskach w TSL, budownictwie czy w przemyśle, gdzie w różnych firmach wykonuje się podobną pracę. Argumentem za zmianą może być więc 100 zł podwyżki, praca bliżej miejsca zamieszkania czy w bardziej dogodnych godzinach. Z kolei dla specjalistów i menedżerów często liczą się też ambicje zawodowe, np. większe możliwości rozwoju kariery czy udziału w ciekawszych projektach.

Według danych Antala średnio ponad połowa rotacji dotyczy pracowników ze stażem poniżej roku. Co piąty odchodzi przed upływem trzech miesięcy, czyli typowego okresu próbnego. – Dzisiaj jest to okres próbny dla obu stron, sprawdzian nie tylko dla pracownika, ale także dla pracodawcy – zaznacza Fedorczuk.

Jednak największym wyzwaniem dla firm jest utrata wysoko wykwalifikowanych, doświadczonych pracowników. Ich strata oznacza zwykle największe koszty dla pracodawcy – związane nie tylko z rekrutacją zastępcy, ale też często z wstrzymaniem lub wydłużeniem trwających projektów. Piotr Jurczak, ekspert firmy doradczej Sedlak & Sedlak, przypomina, że w USA koszt rotacji szacuje się od równowartości czterech miesięcznych pensji (w przypadku pracowników niewykwalifikowanych) do 24 pensji (w przypadku menedżerów średniego szczebla). Podobnie jest i u nas. – Utrata wykwalifikowanego pracownika fizycznego, administracyjnego, technika czy też specjalisty może więc kosztować w przybliżeniu 12 jego miesięcznych pensji – mówi Jurczyk.

Artur Skiba prezes firmy rekrutacyjnej Antal

Dobra sytuacja na rynku pracy wpływa na skłonność pracowników do szybkiej zmiany pracodawcy, jeśli nie są w pełni usatysfakcjonowani z obecnego miejsca zatrudnienia. Przekłada się to na rosnące koszty firm. Nie można się łudzić, że wskaźnik dobrowolnej rotacji (attrition) będzie malał; w najbliższym czasie możemy się spodziewać jego dalszego wzrostu. Można jednak ograniczyć negatywne skutki attrition, zapewniając sobie stały dostęp do kandydatów w celu szybkiego znalezienia kompetentnego zastępstwa.

Zatrzymać ludzi podwyżkami

Majowe przyspieszenie wzrostu wynagrodzeń potwierdza determinację firm starających się przyciągnąć kandydatów do pracy i powstrzymać odpływ pracowników do konkurencji. Jak wynika z najnowszych danych GUS, do prawie 5,1 tys. zł (5057,82 zł) zwiększyło się w maju przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw. To aż o 7,7 proc. więcej niż rok wcześniej. Ostatnio tak szybki wzrost płac w firmach notowano w listopadzie ub.r. W porównywalnym okresie 2018 r. wynagrodzenia rosły wolniej, bo o 7 proc. Jak wynika z analizy Konfederacji Lewiatan, od początku br. największe podwyżki odnotowano w firmach z branży hotelarsko-gastronomicznej (o 8,4 proc.). W maju szukała ona gorączkowo pracowników na sezon wakacyjny.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA