fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Elektroniczne postępowanie upominawcze - zalety i problemy

123RF
Elektroniczne postępowanie upominawcze - procedura jest skuteczna, choć są problemy

Około 2,5 mln pozwów trafia średnio rocznie do e-sądu, czyli VI wydziału cywilnego Sądu Rejonowego w Lublinie. Wypływa zaś prawie 1,9 mln nakazów zapłaty, wydanych w trybie elektronicznego postępowania upominawczego.

Dla wielu osób wciąż zaskoczeniem jest nakaz zapłaty z lubelskiego sądu, zwłaszcza jeśli nawet nigdy nie byli w grodzie nad Bystrzycą. Stopniowo jednak, po ponad siedmiu latach od wprowadzenia e.p.u (wystartowało 4 stycznia 2010), upowszechnia się świadomość, że niezależnie od tego, gdzie mieszkamy i płacimy (albo nie) nasze rachunki, możemy otrzymać nakaz wydany właśnie przez sąd w Lublinie, załatwiający pozwy wpływające z całej Polski przez internet.

Przyspieszajmy, referendarze i sędziowie

Gdyby lubelski sąd chciał te 1,9 mln nakazów rocznie wydawać w tradycyjnym, papierowym postępowaniu, zajęłoby mu to ponad cztery lata. To pokazuje skalę oszczędności – a czas jest tym dobrem, którym w naszym sądownictwie gospodaruje się wciąż rozrzutnie.

Mogłoby być jeszcze szybciej. W 2009 r. resort sprawiedliwości obliczył, że postępowanie upominawcze prowadzone w sieci sprawia, że do obsługi jednego pozwu wystarczy osiem operacji, a nie 28, jak w tradycyjnym systemie. Chodzi oczywiście o pozwy dotyczące należności w założeniu bezspornych, wynikających z niezapłaconych czynszów, faktur, jazd na gapę itd. Mniej czynności skraca zaś obsługę jednego pozwu z 72 do dziewięciu minut.

Przy stabilnym i wydajnym systemie teleinformatycznym trzeba nawet mniej czasu. Poprawa efektywności jest oczywista – w ciągu siedmiu lat załatwiono 16 mln spraw, doszliśmy do takiego tempa, że od wpływu do prawomocnego zakończenia (uzyskania tytułu wykonawczego) mijały cztery miesiące. Teraz jest to sześć–siedem miesięcy – mówi Piotr Telusiewicz, szef polskiego e-sądu, czyli przewodniczący VI wydziału lubelskiego Sądu Rejonowego.

Powodem wydłużonych czasów są problemy techniczne, wynikające z ubiegłorocznej zmiany w kodeksie cywilnym dotyczącej ustalania wysokości odsetek. Obecny system, choć zdaniem fachowców wciąż jeden z lepszych i wydajniejszych w Europie (można porównać, bo postępowanie elektroniczne funkcjonuje np. w Anglii, Walii, Niemczech czy Austrii), nie jest już jednak wystarczająco wydajny ani stabilny. Rozbudowywany w ostatnich latach i wyposażany w nowe funkcje zaczął się buntować. Nie udało się go sprawnie dostosować do nowego sposobu liczenia odsetek, co spowodowało opóźnienia.

Kilka miesięcy temu optymistycznie zakładano, że 630 tys. zaległych spraw uda się załatwić w pierwszym półroczu. Dodatkowy wysiłek pracowników sądu pozwolił w tym czasie nadrobić 300 tys. Więcej nie dało rady.

Musiałbym mieć stabilny skład osobowy, dużą grupę referendarzy, gwarancję sprawnego działania systemu. Niestety, tego nie miałem. Do dziś wychodzimy z zaległości. Moje zarządzanie wydziałem sprowadza się do jednego wielkiego planu naprawczego trwającego cały ten rok – dodaje Piotr Telusiewicz.

To wciąż za mało

Lubelski e-sąd bardzo się rozrósł od chwili startu. Początkowo pracowało w nim dwóch sędziów i 21 referendarzy. Dziś  już siedmiu sędziów i 118 referendarzy (z których 68 ma stanowiska pracy w innych miastach).

Przy 2,5 mln spraw rocznie to jednak wciąż za mało, zwłaszcza że zwykle ok. 20 referendarzy jest wyłączonych (choroby, delegacje, urlopy). Sędziowie zajmują się głównie skargami na ich orzeczenia.

Natłok spraw i pośpiech powodują bowiem, że trudno uniknąć pomyłek. Zdaniem przewodniczącego wydziału potrzeba jeszcze 40 referendarzy. Można by wtedy wrócić do załatwiania spraw w cztery miesiące, a i skarg byłoby mniej.

Większa obsada referendarska przydałaby się także dlatego, że w każdej chwili mogą pojawić się nowe kłopoty techniczne. W tym roku zmienił się operator usług płatniczych, do systemu wprowadzono możliwość składania wraz z pozwem wniosku o umorzenie postępowania, a także niższą opłatę w sprawach o roszczenia wynikające z niektórych czynności bankowych.

Te zmiany, choć potrzebne, nie nastąpiły bezboleśnie. Od początku roku do 20 września w działaniu systemu było siedem przerw technicznych trwających od dwóch godzin do trzech dni (najdłuższa – w weekend). Powoli kurczą się też możliwości modernizacyjne.

– Nie zawsze kilkuletni system da się rozbudować, tak by wprowadzać wszystkie modyfikacje. Każda nowelizacja kodeksu cywilnego czy kodeksu postępowania cywilnego może rodzić problemy, bo istnieją ograniczenia informatyczne i techniczne. W informatyce siedem lat to wieczność. Przez ten czas zebraliśmy doświadczenia pozwalające na stworzenie czegoś jeszcze lepszego, na najwyższym poziomie technologicznym. Chodzi o szybkość i dodatkowe możliwości. Trzeba więc napisać całkowicie nowy system – podkreśla Piotr Telusiewicz.

W 2017 r. podniesiono poziom zabezpieczeń informatycznych, co chroni przed atakami hakerskimi. Są natomiast oszuści internetowi, chcący wyłudzać pieniądze. Starają się podszywać pod e-sąd czy inne instytucje, udają komorników sądowych.

Windykatorzy się cieszą

Nie da się też uniknąć sytuacji, powszechnych w trzech pierwszych latach funkcjonowania elektronicznego postępowania upominawczego, że firmy windykacyjne, niekoniecznie uczciwe, domagały się zwrotu należności już dawno zapłaconych lub zgoła nieistniejących. Wydawano nakazy zapłaty, wielu ludzi padło ofiarą komorników, bo już nie mieli dokumentów świadczących, że zapłacili, lub nie umieli wykazać, że żadna należność nie istnieje.

Na te nieprawidłowości pozwala specyfika e.p.u., idealnie wykorzystywana przez różnych naciągaczy. Chodzi o to, że w postępowaniu upominawczym nie trzeba przedstawiać dowodów na poparcie zasadności pozwu. Wystarczy je wymienić. Podmioty domagające się zapłaty w tradycyjnym postępowaniu upominawczym zwykle dołączają jednak dowody (faktury, wezwania do zapłaty, wyciągi bankowe itd.), by uprawdopodobnić swój pozew i ułatwić sądowi wydanie korzystnego orzeczenia.

W elektronicznym postępowaniu upominawczym dołączenie dowodów jest jednak już niemożliwe, bo w formularzu nie ma na to rubryk. Jest natomiast definiowanie listy dowodów i rubryka „Dodaj kolejny dowód", gdzie te dowody się wymienia oraz opisuje. I oczywiście naciągacze opisują je niezwykle dokładnie, z łatwością uzyskując sądowy nakaz zapłaty.

Ukróciło te praktyki przyjęcie w 2013 r. przepisu, że w e-sądzie można dochodzić tylko roszczeń, które stały się wymagalne w okresie trzech lat przed wniesieniem pozwu, oraz wprowadzenie obowiązku podawania numeru PESEL pozwanego. Nie da się ich jednak całkiem wyeliminować.

– W mojej ocenie, jako praktyka, nie da się tu osiągnąć pełnego zabezpieczenia. Każdy przecież może wobec pana wytoczyć powództwo o zapłatę określonej kwoty – i będzie pan się musiał bronić, że nie jest dłużny. Zmiany z 2013 r. sprawiły, że już nie można pozwać jednego Jana Kowalskiego za dług innego Jana Kowalskiego.

Liczba skarg na e.p.u. wyraźnie spadła, ludzie częściej korzystają z przysługujących im uprawnień. Siedem lat działania e-sądu zmieniło świadomość prawną społeczeństwa. Dziś, gdy ktoś dostanie nakaz zapłaty, rozumie, że trzeba szybko podjąć środki prawne, by się bronić przed ewentualnymi nadużyciami – podkreśla przewodniczący Piotr Telusiewicz.

Opinia

prof. Jacek Gołaczyński, były wiceminister sprawiedliwości i pełnomocnik do spraw wdrożeń systemów teleinformatycznych w polskich sądach, wiceprezes sądu apelacyjnego we Wrocławiu

Część spraw wpływających do sądów powszechnych przeszła z wydziałów „tradycyjnych" do e.p.u. i można powiedzieć, że na pewno się ono sprawdziło. Jest to pierwsze w pełni elektroniczne postępowanie w naszym kraju, które przetarło drogę dla innych rozwiązań wprowadzających informatyzację w sądownictwie cywilnym, takich jak np. doręczenie elektroniczne i elektroniczny tytuł egzekucyjny. W przeszłości dochodziło do fałszowania papierowych nakazów zapłaty, teraz będzie to niemożliwe.

Cały czas zdarzają się sytuacje, że dochodzone są roszczenia zapłacone lub nieistniejące, jest ich już jednak znacznie mniej. Nakaz zapłaty generowany jest wprawdzie niejako automatycznie, ale tylko wtedy jeżeli referendarz stwierdzi, że są ku temu podstawy – a podstawy bada się w oparciu o pozew. Jest w nim rubryka dotycząca uzasadnienia, gdzie trzeba bardzo precyzyjnie wskazać faktyczne i prawne podstawy roszczenia.

Analiza orzecznictwa sądu elektronicznego od chwili jego powstania do dzisiaj, wykazała, że e-sąd coraz częściej odmawia wydania nakazu zapłaty. W ubiegłym roku, w stosunku do złożonych pozwów, było aż 40 proc. odmów. To dużo, co świadczy o tym, że podmioty wnoszące sprawy do sądu elektronicznego nie zawsze potrafią dobrze udokumentować swoje roszczenia. Są to firmy windykacyjne, finansowe, dostawcy różnych mediów, operatorzy telefonii komórkowej, gminy, banki – czyli wszyscy, którzy mają tzw. masowych dłużników. W elektronicznym postępowaniu upominawczym nie dołącza się dowodów, ale e-sąd bardzo wnikliwie bada podstawy wydania nakazu zapłaty, w oparciu o uzasadnienia składane w formularzu elektronicznym. Jest to bowiem autentyczny sąd – a nie odhumanizowany automat pozbawiony czynnika ludzkiego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA