fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Ukraińcy powodują coraz więcej wypadków na polskich drogach

Fotorzepa, Sławomir Mielnik
Brawura i bezkarność na polskich drogach – dlaczego rośnie liczba wypadków spowodowanych przez cudzoziemców?

Obywatele Ukrainy, rzadziej Białorusini, Rosjanie, Niemcy i Czesi – to główni sprawcy wypadków na polskich drogach. Sami także w nich giną lub zostają ranni – wskazuje raport Biura Ruchu Drogowego KGP, który poznała „Rzeczpospolita".

Rosnący trend wypadków jest niejako naturalny, bo co roku więcej cudzoziemców, zwłaszcza zza wschodniej granicy, przyjeżdża do Polski, m.in. do pracy i na studia.

W minionym roku cudzoziemcy uczestniczyli w ponad 1,4 tys. wypadkach, w których zginęło 295 osób (ok. jedna trzecia to obcokrajowcy). To więcej niż w roku poprzednim, kiedy wypadków z ich udziałem było 1,2 tys. – ze 195 ofiarami śmiertelnymi.

Zagraniczni kierowcy – jak wskazuje KGP – byli sprawcami 730 zdarzeń (to o 124 więcej), w których zginęło 108 osób (33 więcej niż w 2017 r.), a ponad tysiąc zostało rannych (ok. 200 więcej).

– Głównymi przyczynami spowodowanych przez nich wypadków była prędkość niedostosowana do warunków, i wymuszenie pierwszeństwa przejazdu. W przypadku polskich kierowców kolejność jest odwrotna – mówi Mariusz Ciarka, rzecznik Komendy Głównej Policji.

Obcokrajowcy powodowali kraksy najczęściej w woj. wielkopolskim, małopolskim, dolnośląskim i łódzkim.

Skąd wzrost? „Polska z racji położenia jest krajem tranzytowym i zdecydowanie największy odsetek cudzoziemców wjeżdżających i przejeżdżających przez nasz kraj to obywatele państw ościennych, szczególnie z linii wschód–zachód" – podaje raport.

Jednak intensywne podróże nie tłumaczą wszystkiego.Raport podaje, że kierowcy uczestniczący w wypadkach pochodzili głównie z Ukrainy – ich dotyczyło 596, czyli połowa takich zdarzeń. Lepiej wypadają np. poruszający się po naszych drogach Niemcy (brali udział w ok. stu wypadkach), ale także Białorusini, Litwini czy Rosjanie.

Co gorsza, skutki wypadków z udziałem kierowców z Ukrainy często były tragiczne – również przez brawurę, do jakiej skłania alkohol. Policyjne kroniki to potwierdzają.

We Wrocławiu 24-latek z Ukrainy stracił panowanie nad autem i uderzył w przęsło mostu Sikorskiego. Miał 2,5 promila alkoholu. W Łodzi (jesienią 2018 r.) inny ukraiński kierowca wypadł z drogi i wjechał w mur kamienicy – zabił koleżankę z akademika, którą wiózł – miał 1,8 promila. Inny szokujący przykład: 5 promili miał sprawca tragedii w Siedlcu Dużym (Śląsk).Doprowadził do czołowego zderzenia – zginęła kobieta. To kilka tragedii z ostatnich miesięcy.

Polska od lat nie potrafi poradzić sobie z gigantycznym problemem, jakim jest fakt, że kierowcy spoza krajów UE złapani na fotoradar nie ponoszą żadnej kary. W minionym roku „Rzeczpospolita" pisała, że rocznie ok. 80 tys. takich mandatów ląduje w koszu. Powód? Rząd ani parlament nie zmienili przepisu pozwalającego straży granicznej wystawiać mandaty na polskich granicach z fotoradarów systemu CANARD. Wciąż jest więc tak, że kierowcy aut spoza UE, złapani na fotoradar za prędkość czy wjazd na czerwonym, są bezkarni, bo Polska nie może kierować mandatów na Białoruś czy Ukrainę, bo nie ma wglądu do bazy danych właściciela auta. Także Główny Inspektorat Transportu Drogowego nie ma możliwości odnalezienia takiego kierowcy po tablicach i wysłania mu mandatu do domu. Inspektorat to potwierdza. „Z uwagi na uwarunkowania prawne oraz (...) korespondencyjny tryb działania CANARD, nie jest możliwe, w sposób automatyczny, procedowanie naruszeń dla pojazdów zarejestrowanych poza UE" – tłumaczy. I dodaje, że brak jest rejestru właścicieli pojazdów oraz przepisów o transgranicznej współpracy w ściganiu sprawców wykroczeń. Polska traci na tym miliony złotych rocznie.

GITD co prawda zapewnia, że stale podejmuje działania nastawione na „egzekwowanie przepisów ruchu drogowego wobec kierujących spoza UE" – niestety wystawia mandaty, kiedy złapie kierowcę na gorącym uczynku. W 2018 r. inspektorzy GITD nałożyli na kierowców spoza UE ponad 1,4 tys. mandatów karnych na łączną kwotę 211 460 zł za naruszenia ujawnione przez fotoradary. Ile mandatów udało się wyegzekwować? O tym GITD już nie informuje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA