fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Dzieci zapamiętają takie uniki - Joanna Parafianowicz o niealimentacji i grzechach prawników

Adobe Stock
Uchylanie się od alimentów to ekonomiczna przemoc.

Teoretycznie wszyscy wiemy, że dziecko ma prawo do stopy życiowej takiej jak jego rodzice. I że rozstanie mamy i taty nie powinno pogarszać jego sytuacji bardziej niż to konieczne. W praktyce jednak często i rodzice, i instytucje, które mają pilnować dobra dziecka, przymykają oko, gdy co najmniej jednemu z rodziców umyka jego istota.

Czytaj też:

Alimenty - co się zmieni w przepisach

Zaległe alimenty czyli to, co łączy Kijowskiego i Marcinkiewicza

Prawnicy od spraw rodzinnych często spotykają się z roszczeniowością rodzica, z którym dziecko na stałe mieszka, albo finansową dezynwolturą zobowiązanego do alimentów. Jedno i drugie zjawisko zdaje się kwitnąć, sądy bowiem niekiedy bezrefleksyjnie zdają się przyjmować deklaracje możliwościach zarobkowych, a niealimentację traktują jako zachowanie o niskiej społecznej szkodliwości. W konsekwencji zwykle ojciec odziany w drogi garnitur, gestykulując nadgarstkiem przyozdobionym zegarkiem wartym kilka średnich pensji wyjaśnia sądowi, jak trudno wiązać mu koniec z końcem, odkąd po rozstaniu z żoną musiał wynająć mieszkanie. Złożona deklaracja podatkowa nie znajduje jednak odzwierciedlenia w marce samochodu i każe się zastanowić, dlaczego zdecydował się zamieszkać w jednej z droższych dzielnic. To zdaje się nikomu nie przeszkadzać. Liczy się bowiem PIT.

Wielkim grzechem wymiaru sprawiedliwości jest, że sędziowie w sprawach alimentacyjnych nie wykazują się inicjatywą w gromadzeniu dowodów, przymykają oko na te składane przez strony i nie posiłkują się życiowym doświadczeniem.

Co nadto istotne, wbrew licznym kampaniom i uświadamianiu, że niealimentowanie jest poważnym problemem, społeczeństwo nadal zdaje się na nie przyzwalać. Odpowiedzialni są wszyscy, nie tylko nieidealne sądy: dłużnicy i ich pracodawcy, którzy zatrudniają bez umowy lub na część etatu i wypłacają większą część wynagrodzenia „pod stołem", nowi partnerzy obowiązanych, godzący się na papierze figurować jako właściciele ich nieruchomości czy samochodów. Grzeszą też prawnicy, bo doradzają dłużnikom, jak na potrzeby spraw ograniczać przychody i zwiększać koszty.

Warto tymczasem pamiętać, że uchylanie się od alimentów ma nie tylko krótkofalowe skutki (np. trudność w zaspokojeniu bieżących potrzeb małoletniego czy niemożność rozwijania zainteresowań). Domy spokojnej starości pełne są bowiem osób, które nie mogą liczyć na wsparcie bliskich – dzieci czy wnuków. W wielu wypadkach, nie jest to dziełem przypadku.

Autorka jest adwokatem, redaktorem naczelnym „Pokoju adwokackiego" www.pokojadwokacki.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA