fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Szwedzki Kościół chce powołać komisję prawdy i pojednania z Samami

123RF
Szwedzki Kościół chce powołać komisję prawdy i pojednania z Samami, którym on i państwo wyrządzili wiele krzywd.

Utworzenia komisji, która rozprawiłaby się z mroczną przeszłością, domaga się także Rada Samów i Amnesty International.

Szwedzki Kościół zlecił też wydanie białej księgi. Z jej stron wyłania się ewangelicko-luterańska instytucja w mało pochlebnej roli hegemona. Wraz z państwem przedstawiciele związków wyznaniowych przyczynili się bowiem do ucisku, uwłaczania i poniżania Samów. Biała księga obfituje w niepiękne tego przykłady. Należy do nich przymusowe nawracanie na chrześcijaństwo, dewastowanie i profanacja lapońskich miejsc kultu, plądrowanie grobów, by zdobyć np. czaszki autochtonów, czy też pozbawianie Samów ich tożsamości i kultury.

By móc legitymizować ciemiężenie tubylców z Północy i kolonialną politykę kraju, Kościół przedstawiał teologiczny sposób widzenia. Przełożyło się to na kategoryzowanie i definiowanie tego, kto jest Samem, a kto nie, co miało tragiczne konsekwencje. Doprowadziło bowiem do wykluczenia części grupy etnicznej.

Uwidoczniło się to w przeprowadzanej przez reprezentantów Kościoła reformie edukacji dla tej mniejszości. Reforma wprowadzona w 1913 r. zakładała, że dzieci Samów, utrzymujących się z hodowli reniferów, będą się uczyć w szkołach dla nomadów. Szkoły te miały znajdować się tam, gdzie przemieszczali się wędrujący za reniferami mieszkańcy Laponii. Edukacja odbywała się w szałasach i stanowiła realizację polityki: „Lapończyk ma pozostać Lapończykiem" (Nazwa „Lapończyk" jest pogardliwa i pochodzi od słowa „łata". Dlatego wobec mniejszości używa się określenia Samowie, od regionu Sapmi).

Według mantry o lapońskości prawdziwymi Samami byli jedynie ci, którzy zajmowali się hodowlą reniferów. Gdyby dzieci tych Samów chodziły do zwykłych szkół, ryzykowałyby zasymilowanie się ze społeczeństwem. By do tego nie dopuścić, musiały być wychowywane na przykładnych nomadów, czyli hodowców zwierząt, w specjalnych szkołach, w których panował bardzo niski poziom, gdzie jadało się i spało na podłodze. W ramach kolonizacyjnej polityki kraju dzieci odrywano od rodziców i domu na długie okresy.

– Nauczanie w zimowej szkole w Jukkasjärvi zaczynało się w listopadzie i trwało do końca kwietnia – wspomina Susanna Huuva w książce o szkolnictwie dla nomadów opublikowanej z inicjatywy Kościoła. Dzieci nie mogły jeździć do domu nawet na święta. Wykonywały też różne prace. Narracja dzieci świadczy o surowych nauczycielach i stosowaniu kar cielesnych. Jeden z byłych uczniów opowiada, że nauczyciel bił go tak mocno, że pękła mu błona bębenkowa. Z kolei dzieci Samów, którzy nie zajmowali się hodowlą, chodziły do szkół ludowych i jako mniejszość były często szykanowane.

Lista nadużyć na tym się nie kończy. Pastorzy umożliwiali także badania naukowcom z pierwszego na świecie instytutu biologii rasowej w Uppsali. Służąc swoim autorytetem, przyczynili się do tego, że badacze ras mogli robić pomiary czaszek uczniów chodzących do szkół dla nomadów i robić im zdjęcia. Informacje przekazywane przez pastorów o rodzinach Samów pozwoliły też biologom rasowym formułować teorie eugeniki.

Od lat kością niezgody między Samami a państwem jest nieratyfikowanie przez Szwecję konwencji nr 169 Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP) opartej na deklaracji praw dla ludów tubylczych ONZ. MOP 169 to jedyna konwencja o prawach człowieka dla narodów pierwotnych, która ma moc wiążącą. Nie stwarza ona przesłanek dla nowych roszczeń terytorialnych, ale żąda, by istniejącą legislację dotyczącą ziemi i akwenów respektowano.

Do tej pory Kościół ewangelicko-luterański nie popierał sygnowania umowy MOP 169. Ostatnio jednak arcybiskup Szwecji Antje Jackelen zaapelowała, by rząd i parlament , który odrzucił wniosek o jej aprobowaniu, ratyfikowali międzynarodową konwencję.

Brak akceptacji dla tego dokumentu tłumaczy się strachem, że Samowie jako autochtoni mogliby przejąć władzę nad północną częścią kraju. Obawy tego rodzaju są jednak bezzasadne. Norwegia ratyfikowała bowiem konwencję MOP 169 i nie spowodowało to dramatyczniejszych zmian ponad te, że państwo dąży do zachowania większej równowagi między ekonomicznymi interesami kraju a prawami autochtonów.

Niesygnowaniem konwencji MOP jest zainteresowany biznes lobbujący na rzecz zakładania kopalń.

Wiele jest kwestii do rozwiązania w krainie Sapmi. Na pewno jednak rozrachunek z historią będzie pierwszym i ważnym krokiem w ekspiacji Kościoła. Może kiedyś nastąpi także w sferze gospodarczej kraju.

Autorka jest dziennikarką, wieloletnią korespondentką „Rz" w Szwecji

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA