fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Przemoc w rodzinie: nie jesteśmy bezpieczni we własnym domu

123RF
Projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie zamieszczony na stronie RCL ostatniego dnia 2018 r. wzbudził duże kontrowersje.

Tak duże, że premier zadeklarował na Twitterze cofnięcie projektu do wnioskodawczyni – minister Elżbiety Rafalskiej, a ze stanowiska podsekretarza stanu odwołano wiceminister Elżbietę Bojanowską. Można mieć wątpliwości, czy rządowy proces legislacyjny został w „trybie" tweeta premiera przerwany. Pewne jest, że projekt osłabiał ochronę ofiar i powielał szkodliwe stereotypy przemocy w rodzinie. Ważne jest także, czego w nim zabrakło.

Czytaj także: Morawiecki reaguje ws. noweli ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie

Odizolować od sprawcy

Projekt zamiast uszczelniać system przeciwdziałania przemocy w rodzinie, uszczelniał go, ale przed ofiarami. A system wymaga poważnej reformy. Od lat rekomendacje zmian przedstawia Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich. Dotyczą one praktycznie każdego aspektu systemu, od profilaktyki i edukacji przez wsparcie i pomoc dla ofiar aż do działań adresowanych do sprawców, w tym programów korekcyjno-edukacyjnych. Co więcej, Polska zobowiązała się do wprowadzenia w tym obszarze konkretnych rozwiązań prawnych. Po ratyfikacji w 2015 r. konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej powinniśmy m.in. zmodyfikować definicję przemocy w rodzinie, tak aby obejmowała przemoc ekonomiczną, dotychczas niezauważaną przez polskie prawo oraz przemoc, do której może dochodzić pomiędzy byłymi już małżonkami lub partnerami, nawet jeśli wspólnie nie mieszkają.

Ze standardów konwencyjnych wynika także obowiązek wprowadzenia natychmiastowej izolacji sprawcy od ofiary. Bez tego ochrona ofiary często jest niemożliwa. W sytuacjach bezpośredniego zagrożenia najskuteczniejszym sposobem zagwarantowania bezpieczeństwa ofierze przemocy w rodzinie jest zapewnienie fizycznego dystansu pomiędzy nią a sprawcą. Te dwie osoby zazwyczaj razem mieszkają. A sprawca najczęściej nie zagraża całemu otoczeniu czy społeczeństwu, lecz wyłącznie ofierze. Nie trzeba go zatem zatrzymywać czy aresztować. Sprawca powinien być usuwany ze wspólnego mieszkania – czasowo, ale natychmiast. Inaczej przyzwalamy na to, że to ofiara, często z małymi dziećmi, ucieka z domu.

Prawo ofiary do bezpieczeństwa ściśle wiąże się z jej prawem człowieka do ochrony zdrowia, życia, integralności fizycznej, do kształtowania swojego życia osobistego oraz do mieszkania. Aby były gwarantowane, organy państwa powinny być wyposażone w uprawniena do wydawania natychmiastowego nakazu opuszczenia przez sprawcę lokalu zamieszkiwanego wspólnie z ofiarą. W Austrii takie kompetencje od 1996 r. ma policja. Nakaz opuszczenia lokalu może wydać natychmiast; obowiązuje on 14 dni. Sprawca może odwołać się do sądu.

Pierwsze próby wprowadzenia w Polsce takich regulacji nastąpiły w 2004 r. Przewidywał je projekt ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie przygotowany przez Izabelę Jarugę-Nowacką, ówczesną pełnomocniczkę rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn. Sprzeciw zgłosili minister sprawiedliwości i minister spraw wewnętrznych i administracji. Uchwalona w 2005 r. ustawa obejmowała jedynie uprawnienie do wydania nakazu opuszczenia jako środka probacyjnego przez sąd, na zakończenie postępowania karnego.

Duża nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie z 2010 r. wyposażyła w tę kompetencję prokuratora, który nakaz taki może zastosować jako środek zapobiegawczy podczas postępowania karnego. W 2010 r. do ustawy dodano art. 11a, który umożliwia sądowi cywilnemu, niezależnie od tego, czy postępowanie karne zostało wszczęte i na jakim jest ono etapie, zobowiązanie sprawcy do opuszczenia lokalu. Rozprawa powinna odbyć się w miesiąc od dnia wpływu wniosku. Nie zawsze jednak termin ten jest dotrzymywany, a na jednej rozprawie zazwyczaj się nie kończy. Z analiz RPO wynika, że wydanie nakazu trwa średnio... 153 dni.

Może się zacznie debata

Narzędzia izolacji sprawcy od ofiary są zatem zależne od postępowania karnego, a cywilnoprawna instytucja nakazu opuszczenia lokalu nie ma charakteru natychmiastowego. Cierpi na tym bezpieczeństwo ofiary i realizacja jej praw człowieka. Jeśli ten argument kogoś nie przekonuje, to warto przytoczyć inny: jeśli nie zapewniamy ofierze bezpieczeństwa, zmuszamy ją do powrotu do domu, który zamiast azylem jest dla niej najbardziej niebezpiecznym miejscem na ziemi, cierpi także skuteczność działań państwa, bo ofiara nie zeznaje w postępowaniu, nie współpracuje w ramach procedury Niebieskiej Karty.

Dyskusja wywołana projektem niebezpiecznej nowelizacji ustawy może przynieść pozytywny skutek w postaci poważnej debaty nad bezpieczeństwem ofiar przemocy w rodzinie oraz przygotowania takich propozycji zmian, aby zostało ono w końcu zagwarantowane. Jedną z największych patologii XXI w. jest fakt, że ktoś nie jest bezpieczny we własnym domu. Możemy to zmienić.

Autorka jest zastępczynią Rzecznika Praw Obywatelskich

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA