fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Tyle odpowiedzialności, ile władzy politycznej

Transparenty antyemigracyjne pojawiły się podczas Marszu Niepodległości 11 listopada 2017 r.
AFP, Janek Skarzyński
Poziom ideologicznej niechęci jest bliski granicy przyzwolenia na agresję.

Nie opadło jeszcze polityczne oburzenie po sloganach o „białej Europie", „czystej krwi" czy „separatyzmie rasowym", jakie pojawiły się przy okazji Marszu Niepodległości, a opinie publiczną poruszył widok szubienic, na których umieszczono zdjęcia polityków opozycji. Pojawiły się informacje o aktach niechęci, a nawet agresji o podłożu etnicznym. W ostatnich dniach zobaczyliśmy obrzucanie jajkami aut polityków i usłyszeliśmy słowa, które mogły być interpretowane jako nawoływanie do sięgania po argument siły. W ostatnich godzinach dotarła do nas bardzo niepokojąca informacja o skandalicznym i bandyckim – w chwili pisania tego tekstu niewyjaśnionym – podpaleniu biura poselskiego minister Beaty Kempy.

Te dość różne i niepokojące wydarzenia z jednego tylko, ostatniego miesiąca, przy wszystkich między nimi fundamentalnych różnicach, łączy jedno – są one sygnałem, że poziom wzajemnej politycznej niechęci w naszym życiu publicznym znów przybrał na sile i znów zbliża się do niebezpiecznej granicy, za którą czai się przyzwolenie na otwartą agresję. I jakkolwiek jesteśmy dziś między sobą głęboko politycznie podzieleni, wspólnie musimy na nią reagować.

Kto sieje wiatr?

Rozmowy, jakie usiłujemy prowadzić na ten temat, często zaczynają się i kończą na pytaniu: „kto sieje ten wiatr?". Kto winien jest narastaniu politycznej niechęci między nami? W jakim stopniu prowadzą do niej, zarządzający politycznym konfliktem, politycy? A w jakim goniące za sensacją lub polityką media? Ile udziału w jej kreowaniu mają rządzący, a ile opozycja?

Tu i teraz, w sytuacji nakręcającej się spirali politycznego konfliktu, trudno jednak na nie odpowiedzieć w sposób dla wszystkich w miarę przekonujący. Dlatego też, tu i teraz, ważniejsze i pilniejsze do przemyślenia wydaje się pytanie inne. Nie tyle o polityczną winę, ile o polityczną odpowiedzialność. Pytanie o to, kto z nas – niezależnie od winy – szczególnie odpowiada dziś za to, by tę niebezpieczną spiralę przynajmniej zatrzymać. I w czyim ręku są dziś klucze do uspokojenia sytuacji.

Pierwszą i największą chyba odpowiedzialność za atmosferę publiczną – i to niezależnie od kwestii winy – ponosi zawsze władza. Nie dlatego przecież nakładamy na tych albo innych polityków ciężkie i zaszczytne brzemię władzy, że zastanawiamy się nad tym, na ile realnie przyczynili się oni do naszych problemów, ale dlatego głównie, że oczekujemy od nich możliwe skutecznych recept i działania.

Jasne i czytelne przypominanie przez władzę granicy między uzasadnionym politycznym konfliktem a bezwzględną konfrontacją, między patriotyzmem a ciasnym ksenofobicznym nacjonalizmem, jest więc dziś przede wszystkim kwestią jej politycznej odpowiedzialności. Odpowiedzialności tym większej, im więcej politycznych kompetencji i uprawnień obóz PiS bierze dziś w swoje ręce.

I w imię tej właśnie odpowiedzialności mamy dziś prawo pytać o konkretne pomysły i działania, które zapobiegać będą przypadkom kolejnych ekscesów w przyszłości. O skuteczność państwowych służb w ściganiu wszelkiej przemocy, bez naruszenia jednak wolności mediów i zgromadzeń, czy fundamentalnego prawa krytyki władzy. O pomysły na lepszą edukację o wielkiej lekcji Sierpnia i Solidarności, na których funduje się przecież nasza współczesna wspólnota. O politykę zagraniczną, która broniąc narodowych interesów, budowała będzie dobre relacje z naszymi sąsiadami, bez tłumaczenia się – w trzecim roku sprawowania władzy – wpływami opozycji czy niechęcią wrogich mediów. Także w imię tej odpowiedzialności, szczególnie od polityków rządzących oczekiwać możemy większej wstrzemięźliwości w werbalnym traktowaniu oponentów.

Odpowiedzialność opozycji

Niepokojące sygnały i wydarzenia, o których mówimy, zwłaszcza tam, gdzie ich powodem, albo pretekstem, jest krytyka władzy, powinny też spotykać się ze zdecydowaną reakcją, formalnych i nieformalnych, liderów opozycji.

Pokojowy charakter krytyki władzy i związanych z nią publicznych wystąpień to nie tylko jedna z najważniejszych lekcji etosu Solidarności, do którego tak chętnie odwołuje się dziś także opozycja i krytycy władzy PiS, ale także kwestia elementarnej odpowiedzialności za nasze wspólne bezpieczeństwo.

Choć więc to formalna władza – zwłaszcza władza pewna swego – ponosi jak się zdaje większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo i temperaturę atmosfery społecznej, to w jakiejś części jest ona także udziałem polityków i działaczy opozycji. Występowanie w roli opozycji jest także formą społecznego przywództwa i władzy politycznej. Wiąże się zatem z odpowiedzialnością za los spraw publicznych i za wspólne bezpieczeństwo.

Obok rządzących nami i będących w opozycji polityków swój wpływ na osłabienie napięcia społecznego i zatrzymanie wzajemnej politycznej niechęci mogą mieć także inni aktorzy życia publicznego. Zwłaszcza ci, którzy bezpośrednio zajmują się polityką: dziennikarze, naukowcy, komentatorzy czy szczególnie aktywni uczestnicy mediów społecznościowych. Oni także przecież uczestniczą, lub uczestniczyć chcą, w swego rodzaju politycznych „rządach dusz". I dlatego ponoszą także związaną z tym odpowiedzialność za słowa i społeczne emocje, które one budzą.

Niezależnie jednak od tego, szczególna odpowiedzialność ciążąca i na politykach, i na publicznych komentatorach, dotyczy zwłaszcza pierwszych chwil i godzin po niebezpiecznych, godnych potępienia ekscesach, o których media informują na ogół błyskawicznie. Wtedy, gdy nieznany jest jeszcze dokładny polityczny rachunek, zabrania w jakiejś trudnej sprawie głosu lub milczenia. Taki głos jest szczególnie ważny, bo ten czy inny niebezpieczny eksces można nie tylko skutecznie napiętnować, ale także – co najważniejsze – zatrzymać go w graniach samego tylko ekscesu.

Dlatego – zwłaszcza od polityków – mamy prawo wymagać politycznego refleksu, który nad polityczną rachubę i interes własnego politycznego środowiska przedkładać będzie szybkie i zdecydowane „tak tak i nie nie" wszędzie tam, gdzie z powodów politycznych czy etnicznych ktoś nastaje na czyjąś godność, zdrowie lub życie. Dlatego także w sytuacji agresji tak cenne są wszelkie spontaniczne akty solidarności ponad politycznymi podziałami.

Tacy jesteśmy

„Bez względu na wszystko najważniejsza jest Polska. Dbająca o rodzinę i wartości, bezpieczna. Wyrosła na fundamencie chrześcijańskim, tolerancyjna i otwarta. Nowoczesna i ambitna. To mój kraj. Przykład dla Europy i świata. Tacy jesteśmy Polacy". Ten słynny już wpis premier Beaty Szydło w mediach społecznościowych był zapewne jej pożegnalnym ukłonem w stronę jej wiernej politycznej publiczności.

Warto odczytać go jednak i zapamiętać także inaczej. Słowa o Polsce dbającej o rodzinę, wartości i chrześcijańskie fundamenty, ale zarazem bezpiecznej, tolerancyjnej, otwartej, nowoczesnej i ambitnej, powinny padać ze strony polskich władz wcześniej, częściej i głośniej. Potraktujmy je zatem jako szersze polityczne zobowiązanie i memento. Zobowiązanie dla władzy obecnej, ale także dla tych, którzy o władzę się ubiegają lub o władzy mówią.

—Autor jest politologiem na UKSW

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA