fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Soloch: Obecność wojsk NATO w Polsce musi być stała

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Rosja wciąż demonstruje siłę i wzmacnia potencjał przy naszej granicy – mówi szef BBN Paweł Soloch

Rzeczpospolita: W czwartek zostanie powitana w Orzyszu międzynarodowa grupa bojowa NATO. Do Polski została przesunięta także amerykańska brygada pancerna oraz siły lotnicze. To kres naszych ambicji związanych ze wzmocnieniem flanki sojuszu?

Paweł Soloch, szef biura bezpieczeństwa narodowego: Nie. To nie jest kwestia naszych ambicji, ale wyzwań, przed jakimi stoimy. Nie ma wątpliwości, że szczyt NATO w Warszawie wyznaczył pewien kierunek, który powinien być kontynuowany. Zdecydował o wysuniętej obecności sojuszu na wschodzie Europy. Siły sojusznicze powinny spełniać rolę odstraszającą, a w przypadku zagrożenia agresją być zdolne do natychmiastowej odpowiedzi. Jesteśmy zainteresowani tym, aby siły, które już zostały przerzucone do Polski, były u nas ciągle.

Drugim celem jest kwestia ich zorganizowania. Zadanie koordynowania aktywności wojsk sojuszniczych w Polsce i krajach bałtyckich niebawem powinno przejąć sojusznicze dowództwo dywizji w Elblągu.

Co jednak najważniejsze, sojusz na szczycie w Warszawie zdecydował, że swoją koncepcję obrony oprze na obecności sił na wschodniej flance – a nie jak było dotychczas – na szybkim wzmocnieniu w sytuacji kryzysu. To powrót NATO do korzeni.

Kiedy zostanie dokonana pierwsza ocena obecności wojsk sojuszniczych w Polsce?

Taką ocenę stale prowadzą struktury wojskowe sojuszu. Pierwsze wnioski mogą pojawić się na tzw. roboczym szczycie NATO – z udziałem nowej administracji amerykańskiej 25 maja w Brukseli. Jednak na solidne wnioski będzie można liczyć w przyszłym roku.

Sojusz zdecyduje się na jeszcze większe zaangażowanie na wschodzie?

Będzie to zależało od wielu czynników, także relacji amerykańsko-rosyjskich. Nie bez znaczenia będzie przebieg organizowanych przez Rosję ćwiczeń Zapad-17. Dzisiaj jest wiele niewiadomych, które mogą mieć wpływ na proces oceny obecności wojsk sojuszniczych na wschodniej flance NATO.

Czy wzmocnienie NATO w Europie Wschodniej powoduje zmianę zachowania Rosji? Na jakie działania ze strony tego kraju musimy zwracać uwagę?

Przede wszystkim niepokojące są duże rosyjskie ćwiczenia wojskowe, jak wspomniany Zapad-17. Szczególnie brak ich transparentności – Rosjanie przekazują dość oszczędne informacje na ich temat. Z kolei w wymiarze politycznym można odnieść wrażenie, że Rosjanie przyjmują postawę wyczekującą, do momentu wykrystalizowania się kierunku działania nowej administracji amerykańskiej.

Czy obserwujemy teraz nadzwyczajną aktywność Rosji, np. na Morzu Bałtyckim, bo loty wzdłuż naszej północnej granicy ustały.

Cały czas wzmacniany jest potencjał rosyjski w obwodzie kaliningradzkim. Wzmacniana jest też rosyjska flota bałtycka. Te działania z pewnością można traktować jako formę demonstracji. Ponadto sytuacja na Ukrainie pozostaje bez zmian – mamy do czynienia z zamrożonym konfliktem. Nie ma też realnej gotowości ze strony Rosji do rozwiązania tej sytuacji, rozmów, które prowadziłyby do obniżenia napięcia.

Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski zadeklarował na spotkaniu Globalnej Koalicji w Waszyngtonie możliwość udziału naszych wojsk w misjach bojowych na Bliskim Wschodzie. Jaki wpływ na podjęcie decyzji mogą mieć ostatnie działania odwetowe wojsk amerykańskich w Syrii?

Sytuacja na Bliskim Wschodzie jest dynamiczna. Dziś Amerykanie wysyłają do sojuszników sygnały o potrzebie większego zaangażowania. Z naszej strony możemy mówić o dwojakich kierunkach działań. Albo powiększeniu kontyngentów, albo poszerzeniu ich mandatu. Przypomnę, że teraz nasi żołnierze Wojsk Specjalnych szkolą lokalne siły w Iraku, a Siły Powietrzne z Kuwejtu prowadzą działania obserwacyjne i rozpoznawcze na obszarze Iraku. Być może można byłoby je rozszerzyć na terytorium Syrii.

Czy to oznacza, że nasze oddziały mogą brać udział w działaniach bojowych w Iraku?

Na razie nie zapadły decyzje. Ale każdy scenariusz bierzemy pod uwagę. Nie ma wątpliwości, że jesteśmy gotowi do większego zaangażowania na Bliskim Wschodzie. Takie stanowisko prezentuje prezydent Andrzej Duda. Natomiast w jakiej formule się to odbędzie, być może zostanie rozstrzygnięte pod koniec maja na szczycie NATO lub też w bezpośrednich rozmowach z nową administracją amerykańską.

Może warto rozważyć możliwość, aby w misji pokojowej, o ile powstaną ku niej odpowiednie warunki, na Bliskim Wschodzie wykorzystać wielonarodową brygadę polsko-litewsko-ukraińską, która już jest gotowa do działania?

Ta brygada ma potencjał, który mógłby być w przyszłości wykorzystany pod warunkiem zgody trzech krajów ją tworzących.

Na środę zaplanowano odprawę kierownictwa resortu z dowództwem Sił Zbrojnych z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy. Czy poznamy nową koncepcję kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi?

Ona wciąż powstaje. Czekamy na propozycję MON. Po otrzymaniu materiału rezerwujemy sobie kilka tygodni na zapoznanie się z nim i wyrażenie opinii. Założenie jest takie, że Szef Sztabu Generalnego WP będzie pierwszym żołnierzem, a w czasie wojny naczelnym dowódcą Sił Zbrojnych. Jemu będą podlegali dowódcy Rodzajów Sił Zbrojnych, w tym Wojsk Obrony Terytorialnej.

Natomiast zdaniem BBN warta utrzymania jest zdolność do działania połączonego. Pytanie czy dowództwo połączone powinno być wyodrębnione, czy znaleźć się w strukturach Sztabu Generalnego. Po ostatnim spotkaniu z przedstawicielami MON zdecydowaliśmy, że przećwiczymy te rozwiązania w ramach gry wojennej. Chcemy to zrobić jeszcze przed wakacjami.

Nowy system dowodzenia musi też uwzględniać uwarunkowania sojusznicze i być kompatybilny z systemami dowodzenia NATO. Przypomnę, że nawet Szwecja i Finlandia, które nie są członkami sojuszu stworzyły takie struktury, które umożliwiają szybkie włączenie swoich wojsk do działania w ramach sojuszu, jeżeli zapadnie taka decyzja polityczna. ©?

—rozmawiał Marek Kozubal

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA