Rzecz o polityce

Język wilamowski: Piękny język czy piękna utopia

Wilamowice to jedna z istniejących w Polsce „wysp językowych"
shutterstock
Sejm zrobił pierwszy krok o uznania mowy Wilamowian. Ale czy będą następne?

W ubiegły czwartek zebrała się Komisja Mniejszości Narodowych, by zdecydować, czy rozpocząć prace nad uznaniem języka wilamowskiego za regionalny. Obecnie taki status ma tylko kaszubski, co pozwala m.in. na montowanie dwujęzycznych tablic, a nawet na zdawanie matury z tego języka. Decyzja zapadła w dość niecodziennych okolicznościach.

Najpierw głosami PiS komisja przegłosowała wniosek, że jedynie wysłucha opinii, a merytoryczną decyzję podejmie za kilka tygodni. Wniosek o odwrotnej treści pod koniec posiedzenia złożyli posłowie PO. Tym razem komisja postanowiła, że zdecyduje o losach projektu, po czym wysłała go do laski marszałkowskiej.

Jak to możliwe? – Skorzystaliśmy z fortelu – nie ukrywa w rozmowie z „Rzeczpospolitą" Robert Tyszkiewicz z PO. – W trakcie posiedzenia część posłów PiS wyszła z sali, a ich klub stracił większość. Kończyło się już posiedzenie Sejmu i widocznie posłowie spieszyli się do pociągów i samolotów.

Fortel fortelem, ale dzięki niemu został zrobiony pierwszy krok do decyzji politycznej, która byłaby sukcesem zwłaszcza dwóch osób: językoznawcy prof. Tomasza Wicherkiewicza i działacza społecznego Tymoteusza Króla. Na konferencjach naukowych i w rozmowach z mediami kreślą oni obraz Wilamowszczyzny jako perełki językowej i unikatu niemal na skalę światową. Ale czy przypadkiem ten obraz nie jest utopijny?

Ocalić od zapomnienia

Prof. Tomasz Wicherkiewicz bada język wilamowski od 1989 roku. Przybył wówczas do Wilamowic, miasteczka pod Bielskiem-Białą, by zbadać, jaka jest kondycja niecodziennego etnolektu, zwanego przez jego użytkowników wymysiöeryś. Przypomina nieco alzacki lub luksemburski, a w miasteczku przetrwał osiem stuleci. Miejscowa legenda głosi, że Wilamowice założyli Flamandowie. A język zachowali, strzegąc zasady ożenków w obrębie swojej społeczności.

Wnioski Wicherkiewicza były pesymistyczne: wymysiöeryś może nie przetrwać XX wieku, posługują się nim głównie starsi Wilamowianie, a łączność pokoleniowa w przekazywaniu języka została przerwana w PRL, gdyż komunistyczne władze uznawały Wilamowian za folksdojczów. Wicherkiewicz nie wiedział, że w 1993 roku na świat przyjdzie Tymoteusz Król, który przeprowadzi rewolucję.

Ten ostatni nie jest Wilamowianinem z pochodzenia, a synem małżeństwa lekarzy, którzy przybyli do miasteczka. Pierwsze słówka w wymysiöeryś złapał od niańki. Postanowił uratować język, co zaczął robić z imponującą jak na młody wiek skutecznością.

Jest współtwórcą słowników wymysiöeryś i inicjatorem wniosku do Biblioteki Kongresu USA o wpisanie wilamowskiego do rejestru języków świata. To głównie dzięki niemu wymysiöeryś zaczął być nauczany w szkole. W pewnym momencie połączył siły z prof. Wicherkiewiczem, a do nich dołączyli kolejni entuzjaści. W efekcie powstała naukowa moda na wilamowszczyznę.

Nauka czy herezja

Przykłady? Pod koniec lutego w miasteczku odbyły się dni języków zagrożonych, w których wzięli udział m.in. potomkowie Azteków. Rok wcześniej w Teatrze Polskim w Warszawie wystawiono sztukę po wilamowsku. Od kilku lat Wicherkiewicz z Królem i innymi entuzjastami zabiegają o uznanie języka przez państwo. Najnowszą inicjatywą jest list 270 naukowców do posłów i senatorów. Główna teza: język wilamowski nie jest dialektem języka niemieckiego. To istotne, bo językiem regionalnym nie może być dialekt.

Problem w tym, że pod listem trudno doszukać się nazwisk germanistów. – Nie podpisał się żaden germanista. Są głównie historycy i socjolodzy – podkreśla prof. Maria Katarzyna Lasatowicz, dyrektor Instytutu Filologii Germańskiej Uniwersytetu Opolskiego. I dodaje, że poglądy, które propaguje prof. Tomasz Wicherkierwicz, specjaliści od niemieckiej dialektologii uważają za herezję.

Jej zdaniem nieprawdziwa jest legenda tworzona przez sympatyków poznańskiego badacza, że język został niejako odkryty wraz z jego przybyciem do Wilamowic w 1989 roku. – Wilamowice są jedną z najlepiej zbadanych wysp językowych – mówi i zauważa, że obszerne opracowanie o wilamowskim już w latach 20. XX w. opracował legendarny językoznawca Adam Kleczkowski.

Uznał wilamowski za dialekt języka niemieckiego, a zdaniem prof. Lasatowicz ten pogląd jest powszechny wśród germanistów. – Dialekty języka niemieckiego są bardzo rozczłonkowane, a szczególnie kolonizacyjne śląskie. Wilamowice są wyspą językową, lecz nie jedyną. Innym przykładem jest posiadająca własny dialekt języka niemieckiego miejscowość Schönwald-Bojków, będąca obecnie częścią Gliwic – uzasadnia.

Dlatego podczas czwartkowego posiedzenia prof. Lasatowicz uparcie nazywała wymysiöeryś „dialektem", powodując złość Wicherkiewicza i Króla. Przyrównali ją nawet do nazistowskich językoznawców. To środowisko opowiada się bowiem za tezą, że uznanie wilamowskiego za dialekt niemiecki jest wymysłem hitlerowców, którzy na siłę poszukiwali germańskich wysp na morzu słowiańszczyzny.

Jak PiS wybrnie z tej językowej zagadki? Wiceszef Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych Szymon Giżyński z PiS nie ukrywa, że kieruje się opinią prof. Lasatowicz. – Prof. Wicherkiewicz próbuje przeprowadzić jakiś eksperyment socjolingwistyczny. My się na to nie godzimy – uzasadnia.

Tak więc czwartkowy fortel, który zastosowała opozycja, na dłuższą metę raczej nie doprowadzi do uchwalenia ustawy. Choć nie jest wykluczone, że decyzja nie zapadnie szybko. Bo w dotychczasowych działaniach partii rządzącej widać grę na zwłokę.

A Wilamowice? Starsi mieszkańcy wymierają coraz szybciej. Obecnie jest ich około 20. Wkrótce zostanie tylko młodzież, która języka uczy się w szkole. Czy wtedy jeszcze będzie można mówić o języku regionalnym? Może PiS liczy na to, że za kilka lat problem rozwiąże się sam? ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL