fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Nie tylko PO i PiS. Kim są "ci trzeci"?

Janusz Korwin-Mikke i jego propozycje podobają się głównie tym, którzy będą głosować pierwszy raz
shutterstock
Losy Polski zależą bezpośrednio od młodzieży.

Polska znajduje się na ostrym politycznym zakręcie, może nie do końca widocznym dla wszystkich obserwatorów sceny politycznej. Wszyscy ekscytują się gnuśniejącą już nawalanką PiS kontra anty-PiS i nie widzą nadchodzących zagrożeń, bo wymagałoby to wyjścia poza oklepane reguły konfliktu. Chodzi o tzw. trzecią siłę, kogoś spoza dwójpodziału totalnej władzy i totalnej opozycji, czyli binarnego podziału sceny politycznej. Do tej pory ten mityczny „trzeci” to były albo niegroźne podprogowe promile, albo podróbki wersji 2.0, szczególnie liberalnej strony polskiej. Trzecia siła nie była potrzebna do uzyskania większości, bo była albo za mała, albo ktoś z POPiS-u miał większość bez niej. Dziś sytuacja ta znacząco się zmieniła.

W październiku może już tak nie być, a to z dwóch powodów – wszyscy spośród „trzecich” są ugrupowaniami, które jeszcze bardziej radykalizują polską politykę, choć w różnych kierunkach. Ten radykalizm będzie powodował, że przyszły koalicjant któregokolwiek z dominujących plemion POPiS-u będzie jeszcze bardziej zaostrzał kurs – jedni jeszcze bardziej w prawo, inni – w lewo. Drugą cechą wspólną „tych trzecich” (co prawda w przypadku Wiosny raczej deklaratywną) jest antysystemowość, tu pojmowana jako negacja wszystkich elementów POPiS-u i jak to się mówi, wyjście poza paradygmat polskiej polityki III RP. Ugrupowania te są radykalne nawet wobec swoich przyszłych koalicjantów, co ma nadawać im wyrazistości i podnosić poziom oczekiwań w przyszłych negocjacjach. Wiadomo, kto z kim pójdzie, ale na razie wszyscy przed suwerenem udają walkę na śmierć i życie.

Przyjrzyjmy się, kim są ci „trzeci”.

Kuce

Pierwszy do omówienia jest twór polityczny Konfederacji Wielu Nazwisk. I tu zaczyna się już problem. Chodzi o to, że prawica zaczęła wreszcie liczyć i zafascynowała się swoim odkryciem, że polityka jest policzalna. Jest to typowy kompleks nuworysza, który odkrywając po raz pierwszy znane prawdy, wierzy w nie bez zastrzeżeń, choć inni, którzy te prawdy znają i kultywują, dawno już wiedzą, że są one względne. A więc prawica się policzyła i dodała swoje do tej pory promilowe wyniki w jeden słupek, a to może już uderzyć do głowy. Do tej pory wolnościowcy, narodowcy i narodowi katolicy mieli nieprzezwyciężalne różnice, dziś postanowili je zakopać, by słupek poparcia się dodał. To pierwszy kłopot – zwłaszcza wolnościowcy mają problem z kolektywizmem narodowców, co spowodowało zamęt w ich szeregach. Dlatego wcale nie jest pewne, że słupeczki poparcia się dodadzą oraz że powstały taktycznie konglomerat nie rozpadnie się, gdy przyjdzie do konkretów w rządzeniu, kiedy to prawica zwykła jest kłócić się i rozpadać z powodów odwiecznych sporów na temat, ile lewicowych diabłów da się zmieścić na główce politycznej szpilki oraz kto we własnym gronie jest większym patriotą.

Cechą charakterystyczną tych formacji jest ich młody elektorat, żartobliwie nazywany „kucami”. Prześmiewcze analizy tego pojęcia wywodzą je od fryzury charakterystycznej dla tego odłamu młodzieży, dla mnie oznaczało to raczej małe, niewyrośnięte konie. Tak czy siak, to młodzież, którą w ogóle charakteryzuje bezkompromisowe podejście do rzeczywistości, głównie krytyczne, ale i domagające się prostych rozwiązań. W tej niszy buszuje od dawna Korwin-Mikke pod każdą postacią swej organizacji, obiecując swoim „kucom” rozwiązania tyleż proste, co radykalne. Unia to burdel, rządzących do więzienia, zredukowanie państwa do nieznanego minimum i nienawiść do estabilishmentu. To się może podobać, dziś można na tym wiele ugrać, ale… nie da się z tym rządzić. W ogóle to jest tak, że w swej ponad 30-letniej karierze Korwin ugruntował się w totalnej krytyce – wiadomo, co rozwalić, ale nie wiadomo, co potem. To wystarczało, by być wiecznym opozycjonistą, ale musi nie wystarczyć, by być współrządzącym koalicjantem.

W ginekologii istnieje nieformalna nazwa na matki rodzące po raz pierwszy – nazywa się je „pierwiastkami”. I takie jest właśnie grono poparcia już nie tylko Korwina, ale i całej formacji Koalicji Wielu Nazwisk. To grono, które będzie głosować po raz pierwszy. Kuce-pierwiastki przy zrównoważonej scenie politycznej mogą przechylić szalę nie tylko zwycięstwa którejś z koalicji, ale także skierować Polskę w większy, prawicowy radykalizm. Będą głosować wedle busoli prostych rozwiązań, a te mogą się pośrednio przenieść na kurs ogólnopolskiej polityki. A proste rozwiązania kończą się zawsze populizmem lub chaosem. A właściwie i tym, i tym.

Biedronki

Druga grupa to także „pierwiastki”. Zwolennicy Biedronia, nazwijmy ich Biedronkami, to kontynuacja projektu politycznego również opartego na głosujących po raz pierwszy. Jeśli się popatrzy na cztery skumulowane roczniki, które głosują po raz pierwszy, widać, że to setki tysięcy dość aktywnych wyborców, które w obecnej sytuacji zrównoważenia się politycznych szal mogą być języczkiem u wagi. Koncept ten wymyślił skryty autor ciągu politycznych inicjatyw Palikot-Petru-Biedroń. Już trzecią kadencję ćwiczymy koncept ambitnego guru marketingu Kuby Bierzyńskiego, który animował wszystkie te projekty. Oparte były one na dwóch prostych rzeczach – koncepcji „pierwiastków”, głosujących po raz pierwszy, bez pamięci efektów poprzednich wyborów, bo w nich nie uczestniczyli, oraz na bezwzględnych wnioskach z badań marketingowych.

Program Wiosny, bo o tej formacji obecnie mówimy, jest de facto nietrzymającym się kupy zbiorem odpowiedzi na badania ankietowe pt. „Co Panu/Pani dolega najbardziej, a co zaniedbuje PO?”. I mamy z tego miszmasz postulatów. Tak samo jak w Koalicji – mamy tu zbiór realizacji postulatów społecznych nieukładających się w spójny system, głównie na poziomie finansowania. Biedroń mnoży transfery socjalne, które nawet przebijają rozbuchane rozdawnictwo PiS-u. To, że pieniądze na to mają się znaleźć z opodatkowania kościelnej tacy i zamknięcia kopalń, to już jedynie postulat polityczny, bo finansowo się to nie styka. Ale wcale nie ma się stykać – to znowu polityczna, nie finansowa, odpowiedź na postulat z ankiety – elektorat Wiosny jest zaniepokojony ekspansją hierarchii kościelnej i smogiem. Dostaje więc dwa w jednym – pieniądze znajdą się z dziedzin o największej patologii, widzianej przez Biedronki jako największe zagrożenie.

Paradoksalnie Wiosna i Konfederacja mimo przeciwstawnych wektorów politycznych mają wiele ze sobą wspólnego. Po pierwsze – fascynacja badaniami. Na podstawie badań można przeanalizować niszę, a owszem, ale stąd jeszcze daleka droga do „produktu” politycznego. Jeżeli jest on oparty jedynie na kalkulacji, nie na idei, to od razu widać sztuczność takiego tworu.

Drugi element to „pierwiastki”, bo obie partie działają głównie wśród głosujących po raz pierwszy. Jedni chcą rozwalić establishment z pozycji prawicowych, drudzy zradykalizować walkę z prawicą z pozycji zaostrzonej walki lewicowymi hasłami. To różne formy jednak tego samego radykalizmu – młodzieżowego. Rozwalmy stare, a potem się zobaczy. My z Korwinem/Biedroniem na przedzie (dowolne skreślić) i jakoś to będzie.

Zakręt

I teraz zobaczmy, dlaczego teza o ostrym zakręcie polskiej polityki może być słuszna. Przyjmijmy wariant, że ktoś z POPiS-u musi dobrać sobie koalicjanta. PO ze swoimi koalicjantami z wyborów do PE (jeśli ci dostaną się do Sejmu) pójdzie z Wiosną, PiS pójdzie z Konfederacją. W obu przypadkach każda z ekstremistycznych „trzecich sił” odciśnie swe radykalizujące piętno na koalicjancie. W Polsce zacznie się więc III wojna polsko-polska: będziemy się bić albo o trzecią, genderową toaletę na dworcach, albo o wyrzucenie z Polski wszystkich Ukraińców. W Parlamencie Europejskim tęczowe Biedronki albo brunatne Kuce będą już przedstawicielami rządzących partii. Polska wpadnie w wiraż i to bez względu na to, w którą stronę będzie skręcać. A jako że jest pewne, że tempo wejścia w ten zakręt będzie radykalnie większe od dotychczasowego poślizgu – możemy wypaść z trasy rozwoju i nigdy nie wejść na tory strategicznego myślenia o kraju.

W końcu to pierwszy raz w Polsce jej losy zależą bezpośrednio od głosów młodzieży – prędkiej do sądzenia i niecierpliwej w oczekiwaniu na rezultaty.

Autor jest ekspertem Ruchu Samorządowego Bezpartyjni

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA