Rzecz o polityce

Migalski: Pogłoski o śmierci PiS są przesadzone

Fotorzepa/Jerzy Dudek
Bez radykalnego załamania nastrojów jesienią 2019 r. wygra Kaczyński.

Do opisania sytuacji politycznej po wyborach samorządowych bardzo pasuje cytat z „Lamparta” di Lampedusy, iż wiele musiało się zmienić, by wszystko pozostało tak, jak było. Bo zaiste, jeśli spojrzymy na nasz partyjny krajobraz, to niewiele się on przekształcił od wyborów 2015 roku. Jedynym poważnym przesunięciem jest wchłonięcie Nowoczesnej przez Platformę Obywatelską. Reszta pozostała bez zmian.

Czego bowiem dowiedzieliśmy się o nastrojach politycznych Polaków dzięki tej elekcji? Że nadal niekwestionowanym liderem pozostaje Prawo i Sprawiedliwość. Gdyby dziś odbyły się wybory do Sejmu, to pewnie by je wygrało, zdobywając około 40 proc. głosów i, być może, ponad połowę mandatów (to drugie uzależnione byłoby od tego, ile partii przekroczyłoby próg wyborczy, a ile znalazłoby się pod nim). Zatem od 2015 roku nic się w tej materii nie zmieniło – partia Jarosława Kaczyńskiego pozostaje faworytem przyszłorocznych wyborów i być może zdobędzie w nich bezwzględną liczbę mandatów w Sejmie.

Euforia na wyrost

Oczywiście, nie spełniły się marzenia PiS o marszu do centrum, o odbiciu miast, o zaczarowaniu elektoratu umiarkowanego, na którego wabikiem miał być Mateusz Morawiecki oraz młodzi kandydaci na prezydentów wielkich miast. Ale nie oznacza to, że rządzące ugrupowanie jest w kryzysie czy że właśnie zaczął się jego schyłek.

Tak zapewne myślą, a na pewno mówią, liderzy opozycji, ale wyniki ich partii nie są zachwycające. Owszem, zdominowali miasta, obronili władzę w większości sejmików, ale jednak przegrali tę elekcję. Euforia po drugiej turze, w której kandydaci PiS przepadali nawet w Ostrołęce, Łomży, Radomiu, Sanoku czy Przemyślu, mogła sprawiać wrażenie katastrofy Zjednoczonej Prawicy, ale prawda jest taka, że obraz całej bitwy, w pierwszej i w drugiej turze, był dla opozycji wcale niezachwycający. Połączone siły PO i Nowoczesnej przecież wyraźnie przegrały z PiS, stosunkiem 34 do 27.

I tak jak 1 nie jest większe od 27, tak 27 nie jest większe od 34. Koalicja Obywatelska została pokonana przez partię Kaczyńskiego i nic na razie nie wskazuje, by za rok miało się to zmienić. Bez radykalnego załamania nastrojów społecznych PiS na jesieni 2019 roku wygra. Zwłaszcza że nie będzie próżnował i zapewne zadba o kolejne grupy społeczne.

Słupek i transfery

Kampania pokazała, że wyborcy mają ograniczone zaufanie do rządzących, gdy składają oni obietnice, ale są wdzięczni za dokonane realnie transfery socjalne. O ile bowiem wkopanie słupka pod przekop Mierzei Wiślanej nie pomogło kandydatowi PiS w Elblągu, a wizyta prezydenta Dudy na cmentarzu wraz z panią Mularczyk nie dała jej zwycięstwa, o tyle nie można wątpić, że w wielu miejscach o wygranej PiS w wyborach sejmikowych zdecydowały 500+ i inne prospołeczne działania rządu.

Można więc oczekiwać, że gabinet Mateusza Morawieckiego znajdzie środki na zapewnienie sobie sympatii kolejnych grup społecznych. Chyba na pierwszy ogień pójdą emeryci i renciści – i być może właśnie oni zapewnią PiS drugą kadencję.

Pozostałe partie dostały mniej więcej tyle, ile przed trzema laty. Jedynym wyjątkiem jest PSL, ale ono zawsze w elekcji samorządowej dostaje o wiele więcej niż w wyborach parlamentarnych. Nawet więc jeśli słusznie założymy, że Kukiz’15 i SLD dostały mniej głosów, niż ich liderzy sobie życzyli, to jednak musimy dojść do wniosku, że od 2015 roku niewiele się zmieniło – Polacy nadal najbardziej cenią sobie markę PiS, następnie PO, a dopiero potem inne formacje obecne z Sejmie.

Niepokojący pejzaż

Czyżby zatem naprawdę nic się nie stało? I tak, i nie. Tak, bo rzeczywiście krajobraz po samorządowej bitwie przypomina łudząco to, co widzieliśmy po wyborach sprzed trzech lat (z wyjątkiem zniknięcia de facto Nowoczesnej). Nie, bo jednak daje się odczuć, że ów pejzaż jakoś zaczął niepokoić rządzących i wprawił w dobry nastrój opozycję.

Może i suche liczby nie dają ku temu powodów, ale tak właśnie jest. A nastroje mają swoje znaczenie – w życiu osobistym, na giełdzie i…w polityce. Po trzech latach okazało się bowiem, że pomimo znaczących transferów socjalnych, brutalnej propagandy mediów państwowych, obsadzenia wszystkich możliwych urzędów i instytucji zaufanymi ludźmi PiS zaledwie utrzymuje swe poparcie z 2015 roku.

W tym samym czasie PO otrząsnęła się z przegranej, uporządkowała swoje szeregi, potrafiła się porozumieć z Nowoczesną.

Jeśli dojdzie z jednej strony do implozji w Kukiz’15 i dezintegracji tego funkcjonalnego sojusznika PiS oraz z drugiej strony do zjednoczenia lewicy pod przywództwem objeżdżającego kraj Roberta Biedronia, to może się okazać, że za rok dojdzie do zmiany władzy. Choć by tak się stało, musi się jednak zmienić coś w nastrojach społecznych.

Na razie na fotografii uzyskanej dzięki wynikom elekcji samorządowej dominującą postacią jest nadal Jarosław Kaczyński. By usunąć go w cień, zmniejszyć jego rozmiary lub przynajmniej przesunąć ze środka zdjęcia, liderzy opozycji będą się musieli w politycznej ciemni sporo natrudzić.

Autor jest doktorem politologii na Uniwersytecie Śląskim

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL