fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Bunt Lutra zapoczątkował frondę europejskich władców

Leon X był papieżem w latach 1513-1521
Wikipedia
Wystąpienie Marcina Lutra, zgorszonego zepsuciem i pazernością Kościoła, zapoczątkowało frondę europejskich władców, którzy mieli dość supremacji papiestwa.

„Kiedy moneta spada do puszki, czyli tam, gdzie trzeba, dusza ludzka wskakuje do nieba". Flagowa rymowanka średniowiecza doskonale oddawała dylemat ówczesnych mas. W pakiecie z rozwiązaniem. W wiekach średnich nikt nie wątpił, że większość śmiertelników na wiekuiste męki trafi do piekła. Uratowany od zagłady biblijny Noe z rodziną stanowił najlepszą ilustrację, jak nikły będzie procent zbawionych. Ale ofertę zbawienia Kościół przedkładał wszystkim grzesznikom. Uzyskiwane odpuszczenie grzechów przyjęło w końcu postać odpustów. W ilościach inflacyjnych, na zasadzie ubezpieczenia autocasco. Aż zatrwożony o skuteczność tej polisy Luter zakwestionował instytucję papieża. W tym czasie na tronie zasiadał Leon X.

Papież Medyceusz

„Pozwólcie nam rozkoszować się papiestwem, którym obdarzył nas Bóg" – westchnął po wygranym konklawe kardynał Giovanni de Medici ze słynnego rodu florenckich bankierów. Niski, korpulentny, ze zbyt dużą głową i krótkimi nogami, mimo młodego wieku dotknięty wrzodami, przybrał imię Leon X. Zły stan zdrowia akurat okazał się największym atutem podczas elekcji. Kardynałowie życzyli sobie krótkiego pontyfikatu.

Papież hedonista, oddany sztukom pięknym, ale i rozkoszom stołu, szastał pieniędzmi jak manną z nieba. Ledwo rozpoczął pontyfikat ku własnej rozkoszy zaczął finansować przedsięwzięcia z kościelnej szkatuły. Już koronacja, teatr jednego aktora, była najbardziej kosztownym wydarzeniem renesansu. Tysiące artystów w pośpiechu wznosiło bramy, łuki triumfalne, ołtarze, pnące się girlandy, by zdobiły papieską procesję na Lateran. Rachunek za imprezę słony: 100 tys. dukatów, jedna siódma skarbca odziedziczonego po poprzedniku. Wtedy roczny zarobek stolarza wynosił 50 dukatów, a średniej wielkości pałac kosztował 3 tys. dukatów. Na ślub brata Giuliana Medyceusza z francuską księżniczką Leon X wydał 150 tys. dukatów. Połowę tej sumy pochłonęły arrasy, szyte na zamówienie w Brukseli złotą i jedwabną nicią. Wszystkie zawisły w pałacu watykańskim. Ale największe koszty zżerała budowa nowej bazyliki św. Piotra, śmiały projekt Rafaela za ponad milion dukatów. Pieniądze nie rodziły się na kamieniu. Ich bezwzględne ściąganie, podobnie jak inne oburzające uchybienia głowy Kościoła, spowodowało, że pontyfikat Leona X okazał się ostatnim dla zjednoczonego chrześcijaństwa na Zachodzie.

By sprostać wydatkom, kancelaria papieska sprzedawała kościelne urzędy, głównie biskupie i opackie stolce, na przykład arcybiskupstwo Moguncji za 24 tys. dukatów. Lukratywny dochód inkasowano ponadto z nowego odznaczenia Rycerz św. Piotra: po 1000 dukatów plus roczne oprocentowanie od łebka. Historycy obliczyli, że całościowy zysk ze sprzedaży urzędów za pontyfikatu Leona X sięgnął 3 mln dukatów, co w morzu potrzeb i wydatków i tak okazało się zbyt mało. Gdy papież Medyceusz po siedmiu latach wyzionął ducha, jego minister finansów, kardynał Armellini, obliczył, że roztrwonił 5 mln dukatów. A następcy zostawił 800 tys. dukatów długu. Gdyby mógł, sprzedałby i Chrystusa, szeptano po kątach w dniu pogrzebu. Niemal kuriozalne, że przy egzekwiach tak rozrzutnej głowy Kościoła wokół trumny płonęły do połowy wypalone świece, użyte już podczas pogrzebu niedawno zmarłego kardynała. Między zgonem a pogrzebem Leona X Rzym padł bowiem ofiarą tradycyjnych po zejściu papieża z ziemskiego padołu gwałtów i rabunków.

Rozrzutność papieża Medyceusza nie miała równych sobie. W rodzinnej Florencji zatrudnił największego geniusza epoki Michała Anioła, by sławę rodu uwiecznił kaplicą nagrobną. Właściwie pomnikiem z bardzo trudno dostępnego marmuru. Jego wydobycie kosztowało majątek. Akurat wtedy skończyły się papieżowi pieniądze. Skłócony z artystą, pozbył się go i sięgnął po innego, Rafaela. Zasypywał go prezentami. Uczyniłby go nawet kardynałem, ale 37-letni geniusz dłuta i pędzla nagle zmarł, podobno w wyniku miłosnych ekscesów. Na rzymski uniwersytet papież za ciężkie pieniądze ściągnął setkę uczonych. Jako bibliofil seryjnie kupował książki i rękopisy.

Rozrzutność stała w absolutnej sprzeczności ze sprawowanym urzędem, który Leon X traktował po macoszemu. Do 15 minut skrócił święte oratoria, za to oddawał się namiętnie grze w karty i z jeszcze większą pasją sztukom teatralnym. Równie chętnie organizował bale maskowe i pochody przebierańców, pod warunkiem że nawiązywały do antycznej mitologii. W najbardziej dziwacznym orszaku, jaki widział Rzym, ku chwale zwycięstwa króla Portugalii nad Maurami, przez miasto maszerowały białe słonie. Na grzbietach dźwigały kielichy, skrzynie, ornaty i – ku uciesze Leona – książki. Na moście Sant' Angelo jeden ze słoni skłonił się przed papieżem i wypuścił z trąby na stojących gapiów strumień wody. Bynajmniej nie święconej.

Pięciu najbliższych krewnych (dwóch kuzynów i trzech siostrzeńców) Leon X obdzielił purpurą. Z czym zmieścił się w średniej wyznaczonej przez swoich renesansowych poprzedników. Podobnie jak i w zakresie korupcji, chciwości czy braku obyczajów. Ich rządy doprowadzały wiernych do czarnej rozpaczy, otwierając przepaść między świętą wiarą a diabelską praktyką. Pamiętano jeszcze poprzedników Leona X: Aleksandra VI Borgię i Juliusza II. Temu pierwszemu pamiętano, że częściej niż przy ołtarzu harcował w alkowie. Temu drugiemu, że najchętniej z mieczem w ręku wdrapywał się na mury zdobywanych miast.

Kup sobie zbawienie

Od początku XV stulecia wśród ludu rozchodził się pomruk gniewu na wikariuszy Chrystusa, a także na lokalnych biskupów, idących w ślady rzymskich pontifeksów. Na synodach, w kazaniach, w satyrach, w wołaniach wędrownych kaznodziejów. Dla każdego z członków rzymskiej kurii było jasne, że rebelia unosi się w powietrzu. Podczas inauguracji soboru laterańskiego rzymski prawnik Giovanni Cortese wskazywał na konieczność reform. Na zakończenie obrad w marcu 1517 r. Gianfrancesco Pico della Mirandola, władca niewielkiego księstwa, płomiennie zaapelował o wyplenienie chwastów, które wdarły się do papieskiego sacrum. Zdegustowani świeckością papiestwa intelektualiści epoki, tacy jak choćby Jacques Lefevre, sięgnęli po Pismo Święte i doszukiwali się pierwotnego znaczenia wiary. Machiavelli konstatował, że „te narody najmniej żyją religią, które podlegają Rzymowi". W odróżnieniu od Żydów czy Maurów. „W Niemczech gotuje się, szykuje się powstanie przeciwko papieżowi" – przestrzegał późniejszy kardynał, a ówczesny nuncjusz w Rzeszy Niemieckiej Girolamo Aleandro. Ale Leon, zapatrzony w pieniądze i marmur, napomnienia puszczał mimo uszu. Największe oburzenie w Niemczech wzbudzał handel odpustami. Leon X ich nie wymyślił, lecz za jego rządów przyjęły monstrualne rozmiary.

Jeszcze na początku XIII wieku odpusty należały do rzadkości. Dopiero papież Grzegorz IX (1227–1241) puścił je w obieg, by z ich sprzedaży sfinansować nowe zakony franciszkanów i dominikanów. W ciągu dwóch wieków powstał imponujący rynek handlu glejtami do nieba. Za odpowiednią sumę można się było wykupić od pielgrzymki, postów, szerokiej palety grzechów, a nawet od zmówienia modlitwy. Zyski inkasował objazdowy sprzedawca, miejscowy biskup, a jedną trzecią odprowadzano do Rzymu. Kościół stał się maszynką do zarabiania pieniędzy. Wkrótce specjalne oferty gwarantowały odpuszczenie grzechów popełnionych w przeszłości. W 1478 r. papież Sykstus IV wypuścił nową linię, która znacząco skracała zmarłym pobyt w czyśćcu. Regulacja satysfakcjonująca bogatych, a wywołująca gniew biednych krewnych dusz czyścowych. Juliusz II dorzucił odpust na budowę bazyliki św. Piotra. A Leon X dwa: pierwszy na bazylikę, drugi na finansowanie wojny z miastem Urbino. Najbardziej przebiegła oferta obejmowała w pakiecie odpuszczenie grzechów krewnym w czyśćcu, śmiertelnych żyjącym plus zwolnienie od sakramentu pokuty. A co istotne, nabywcy gwarantowała miejsce w niebie bez oczekiwania w kolejce w czyśćcu. Ku swojemu przerażeniu nabywcy nowych odpustów dowiadywali się jednak, że poprzednio kupione odpusty traciły swój okres gwarancyjny. Kościół gorąco namawiał, by oferty pakietowe nabywać w dużych ilościach. W końcu nikt nie wiedział, jakie taryfy przeliczeniowe zastosuje Chrystus w dniu sądu ostatecznego.

Czy papiestwo ponosi winę za rozpad chrześcijaństwa?

Odpustowa praktyka natchnęła Lutra myślą, że o zbawieniu śmiertelnika nie może decydować zasobność jego sakwy oraz skryta za hipokryzją pazerność papiestwa, tylko sama wiara. Czy zatem centrala Kościoła nie ponosi winy za bunt reformatora i późniejszy rozłam chrześcijaństwa? Tym bardziej że papieże renesansu okazali się głusi na głosy reformy płynące z centrum Kościoła.

Historia sugerowałaby, że tak. Ale z perspektywy papieskiej z pewnością nie. Papieżom stojącym na czele hierarchicznej struktury na ziemi, z namaszczeniem od Boga, jakakolwiek krytyka ich postępowania wydawała się czystą herezją. A wizja otwarcia się chrześcijaństwa na drugą półkulę (po odkryciu Ameryki przez Kolumba) skutecznie zagłuszała w nich kasandryczny głos reformatorów Kościoła. Jakże w przypadku ekspansji do Nowego Świata można było antycypować rozłam? I czyż to nie papież był gwarantem jedności Kościoła?

Jednak w krajach, w których zakorzeniła się nauka Lutra, a potem wiara protestancka, miejscowi władcy przechwycili w swoje ręce władzę kościelną. Na fali ginącego średniowiecza rzucili rękawicę papiestwu. Na jego gruzach powstały państwa narodowe, uczeni wskrzeszali świat antyku, banki zdobywały władzę, a wynalazek druku zainicjował pierwszą rewolucję informatyczną. W tych warunkach to polityczna praktyka zadecydowała o podziale chrześcijaństwa. Wystąpienie Lutra zgorszonego zepsutą do cna kościelną centralą, włącznie ze skandaliczną sprzedażą paszportów do wieczności, było tylko pretekstem dla frondy europejskich władców, mających po dziurki w nosie papieską supremację.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA