fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rząd PiS

Pozytywna Szkoła Podstawowa im. Arkadiusza Arama Rybickiego może zostać zlikwidowana

Fotorzepa, Jakub Dobrzyński
Miała uczyć dzieci ideałów Solidarności w praktyce. Przez związkowców z „S" grozi jej likwidacja.

Solidarność i kurator oświaty podważają legalność istnienia Pozytywnej Szkoły Podstawowej im. Arkadiusza Arama Rybickiego w Gdańsku. Bo, choć jest to placówka publiczna, prowadzi ją spółka, a nauczyciele są zatrudnieni na podstawie umowy o pracę, a nie Karty nauczyciela.

Szkoła ruszyła we wrześniu 2014 r. w nowym budynku na gdańskiej Kokoszce. Spółka Pozytywne Inicjatywy wygrała miejski konkurs na wynajem lokalu z przeznaczeniem na prowadzenie publicznej szkoły podstawowej. Patronem został Arkadiusz Aram Rybicki (zginął w katastrofie smoleńskiej), znany działacz „S" i współautor Porozumień Sierpniowych. – Nasza koncepcja zakładała, że dzieci będą wzrastały w duchu praktycznej realizacji ideałów związku, przede wszystkim pomocy innym – tłumaczy dr Piotr Szeląg, dyrektor zarządzający szkoły.

Publiczna, bezpłatna szkoła dla dzieci z całego miasta odniosła sukces. – Po roku musieliśmy wprowadzić rejonizację – dodaje Szeląg. Szkoła prowadzi m.in. zajęcia z edukacji globalnej realizowane przez PAH?, edukacji kreatywnej (grafika 3D, programowanie), uczniowie mają zwiększoną liczbę godzin angielskiego i matematyki.

Kłopoty zaczęły się już na starcie. – Szkoła działa niezgodnie z prawem oświatowym, a miasto, przerzucając prowadzenie podstawówki na prywatny podmiot, chciało obejść prawo, m.in. Kartę nauczyciela – wskazuje Bożena Brauer, przewodnicząca Komisji Międzyzakładowej Pracowników Oświaty NSZZ Solidarność. Zarzuty „S"? 90 nauczycieli jest zatrudnionych na umowy o pracę, a prawo w przypadku placówek publicznych na to nie pozwala. Publiczną szkołę może prowadzić prywatna spółka na rzecz samorządu, ale placówka nie może mieć więcej niż 70 uczniów. W Pozytywnej Szkole uczy się aż 1141 dzieci w klasach 0–6, a zezwolenie dotyczy placówki na 650 uczniów. – Miasto niezgodnie z prawem wynajęło budynek jako lokal użytkowy, a nie szkołę – dodaje Brauer.

Argumenty związku podzieliła Monika Kończyk, pomorska kurator oświaty, wcześniej wiceprzewodnicząca sekretariatu Komisji Nauki i Oświaty NSZZ „S". – Szkoła nadal winna funkcjonować, ponieważ potrzeby edukacyjne mieszkańców dzielnicy Kokoszki muszą zostać zaspokojone, ale jako zadanie własne gminy – tłumaczy Kończyk. Choć zapewnia, że „nie podejmie czynności dotyczących unieważnienia świadectw", spółka zleciła opinię prawną, z której wynika, że decyzja wywoła uchylenie świadectw i awansów nauczycieli.

Samorząd nie może przejąć szkoły. – Może powołać nową samorządową placówkę – tłumaczy Piotr Kowalczuk, wiceprezydent Gdańska. Jeśli minister edukacji Anna Zalewska utrzyma w mocy decyzję kuratora (spółka się do niej odwołała), szkołę czekają ogromne problemy. – Brak procedury na likwidację nieistniejącej szkoły, nakładająca się z reformą konieczność zatrudniania nauczycieli zwalnianych z gimnazjów oraz skomplikowane procedury – wymienia Kowalczuk.

Wiceprezydent Gdańska twierdzi, że „S" wyrządza wielką szkodę mieszkańcom. – To jest naprawdę dobra szkoła, nowocześnie zarządzana. Solidarność oświatowa zamiast wspierać miasto w rozwoju oferty edukacyjnej, deprecjonuje i torpeduje ten projekt – oburza się wiceprezydent Kowalczuk.

Chodzi o pieniądze. Samorządy wydają od 40 do 70 proc. budżetów na edukację, największym kosztem jest zatrudnienie nauczycieli. Pomysł Gdańska mógłby spowodować w Polsce efekt domina. – A tego nie chcą związkowcy, którzy pilnują w szkołach swoich przywilejów – wskazuje dyrektor Piotr Szeląg. Sławomir Rybicki, brat Arama, ze smutkiem przygląda się kłopotom placówki. – Szkoła jest żywym pomnikiem dokonań brata dla innych. Szkoda, że mogłoby się to rozsypać – mówi z żalem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA