fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rząd PiS

Rekonstrukcja rządu późną jesienią?

Radę Ministrów prawdopodobnie czekają personalne zmiany
Reporter, Andrzej Hulimka
Zmiany w rządzie mają się wiązać z perspektywą wyborów do Parlamentu Europejskiego.

W tym roku niemal pewne są kolejne zmiany w rządzie. Jak wynika z informacji „Rzeczpospolitej" kampania do PE – która wystartuje tuż po wyborach samorządowych – oznacza dla chcących w niej uczestniczyć ministrów, konieczność pożegnania się z rządem. – Jarosław Kaczyński zapowiedział, że jeśli ministrowie chcą startować do PE, to najpóźniej po wyborach samorządowych muszą złożyć dymisję – mówi nasz rozmówca z Nowogrodzkiej. Dlatego późną jesienią można się spodziewać kolejnego przetasowania w gabinecie premiera Mateusza Morawieckiego. Europejskie ambicje ma bowiem nie tylko była premier Beata Szydło.

Termin wyborów samorządowych nie jest jeszcze znany (wyznaczy go latem premier Mateusz Morawiecki, w PiS najczęściej mówi się o 21 października jako terminie wyborów), ale zarówno dla PiS, jak i innych partii te wybory oznaczają jednocześnie początek kolejnej kampanii – tym razem do PE. W PiS lista polityków, którzy chcieliby wyjechać do Brukseli jest niemała.

Szydło na czele

Otwiera ją Beata Szydło, która dość jasno sygnalizowała chęć startu w niedawnym wywiadzie dla tygodnika „Sieci". Wicepremier miałaby być dzięki swojej rozpoznawalności i popularności (zwłaszcza w elektoracie PiS) jedną z osób windujących do góry wynik całej formacji. Szydło wystartowałaby z okręgu małopolsko-świętokrzyskiego. Na Dolnym Śląsku miałaby wystartować minister edukacji Anna Zalewska. W tym okręgu – o czym spekulowała np. „Gazeta Wrocławska"– PiS rozważa wystawienie też Beaty Kempy i Elżbiety Witek, byłej szefowej gabinetu premier Szydło. Kempa obecnie jest pełnomocnikiem rządu ds. koordynacji pomocy humanitarnej i spraw uchodźców. W tej roli była wielokrotnie krytykowana przez opozycję.

Zmiany mogą objąć nie tylko ministerstwa i Kancelarię Premiera. Kilka tygodni temu „Wprost" pisał o możliwym starcie Marka Kuchcińskiego do PE, co umożliwiłoby PiS zmianę marszałka Sejmu w kluczowym roku wyborczym. – To byłoby nowe parlamentarne otwarcie – twierdzi jeden z naszych rozmówców. Kuchciński po publikacji „Wprost" oficjalnie zaprzeczył, że do PE się wybiera.

Na tej samej zasadzie z rządu mógłby odejść też Krzysztof Jurgiel, obecnie minister rolnictwa. Jurgiel jest mocno krytykowany – również wewnętrznie za brak sukcesów w walce z ASF (afrykański pomór świń). ASF szczególnie mocno uderzył w regiony wschodniej Polski. A to właśnie tam rozstrzygnie się najbardziej zacięty bój PiS z opozycją – przede wszystkim z PSL – o władzę w sejmikach wojewódzkich. – Gdyby nie to, że oznaczałoby to wręczenie ludowcom prezentu na jesień, to dymisja Jurgiela byłaby już faktem – twierdzi rozmowie z „Rzeczpospolitą" jeden z polityków PiS. I zwraca uwagę, że flagowy pomysł Jurgiela na walkę z ASF, czyli budowa płotu na wschodniej granicy Polski została niedawno zablokowana w rządzie.

Gminy, powiaty i Unia

PiS chce płynnie przejść z kampanii samorządowej do europejskiej. Dla partii rządzącej, wybory do PE mają głównie znaczenie w kontekście walki o drugą kadencję kilka miesięcy później. „Dobry wynik w nich, to kapitał na kampanię wyborczą do polskiego parlamentu" – mówił na początku stycznia w rozmowie z „Gazetą Polską" prezes PiS Jarosław Kaczyński. Stratedzy PiS zdają sobie sprawę, że opozycja chciałby w wiosennych wyborach uzyskać wynik dający jej impet przed wyborami do Sejmu. PiS nie chce do tego dopuścić. Stąd można się spodziewać, że na listach będzie wiele rozpoznawalnych nazwisk, zwłaszcza w samym elektoracie partii rządzącej. Bo w wyborach będzie liczyć się mobilizacja „rdzeniowych" wyborców – zarówno PiS, jak i opozycji.

W ubiegłym roku – o czym pisała „Rzeczpospolita" – w PiS poważnie rozważano możliwość zmiany ordynacji do PE i stworzenia listy krajowej, która dałaby jeszcze większe możliwości wpływu na to, kto ostatecznie znalazłby się w Brukseli. Jednak pomysł został odłożony i wszystko wskazuje na to, że wybory za rok odbędą się wedle poprzednich zasad. Polska w wyniku podziału miejsc w PE po brexicie może zyskać za to jednego europarlamentarzystę więcej (obecnie ma ich 51).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA