fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rynek pracy

Wzrost liczby chętnych Polaków do pracy za granicą

Za Odrą rąk do pracy najbardziej brakuje m.in. w przemyśle, budownictwie czy rolnictwie
shutterstock
Agencje zatrudnienia notują dwucyfrowy wzrost liczby chętnych do pracy za granicą. Większość z nich skłania do wyjazdu związana z koronawirusem utrata zatrudnienia, w tym czasowe zamknięcie firmy w Polsce, albo obniżka płacy.

Co trzeci kandydat do wyjazdu na saksy został z powodu pandemii zwolniony z pracy, prawie trzech na dziesięciu skłania do migracji obniżka wynagrodzenia, a co piątego czasowe zamknięcie zakładu pracy w Polsce – wynika z ankiety agencji zatrudnienia Otto Work Force, którą „Rzeczpospolita" opisuje jako pierwsza.

– Niestabilna sytuacja na polskim rynku wpływa na wyraźny wzrost zainteresowania pracą za granicą. Szacujemy, że chętnych do wyjazdu do pracy sezonowej jest teraz niemal o 30 proc. więcej niż w poprzednim roku – mówi Patrycja Liniewicz, dyrektor zarządzająca w Otto Work Force.

Agencja zbadała ponad 500 osób spośród tych, które w maju i czerwcu odpowiedziały na jej oferty o pracy za granicą, pytając o historię ich zatrudnienia, plany wyjazdowe i powody poszukiwania pracy na Zachodzie. Najczęściej wskazywanym argumentem okazały się wprawdzie wyższe zarobki (77 proc.), lecz dla wielu osób dodatkowym motywem jest teraz pogorszenie sytuacji ekonomicznej.

Jak przypomina Patrycja Liniewicz, zachodnie wynagrodzenia wciąż są ok. trzykrotnie wyższe niż w Polsce a ich atrakcyjność zwiększa kurs euro, który wzrósł w czasie pandemii (choć ostatnio zaczął spadać). Wyższe płace na Zachodzie to od lat główny powód emigracji zarobkowych. Dlatego też wzrost wynagrodzeń i dobra koniunktura na polskim rynku pracy w ostatnich latach ograniczały chęci do wyjazdu za granicę.

Młodzi mobilni

W najnowszym Raporcie Migracyjnym Work Service, z końca 2018 r., prawie czterech na dziesięciu Polaków wskazało, że przed emigracją powstrzymuje ich atrakcyjna praca w kraju. Była to druga najczęściej podawana bariera (po przywiązaniu do rodziny i znajomych w kraju). Jednak teraz dla osób zwolnionych w czasie pandemii, gdy liczba bezrobotnych w rejestrach urzędów pracy zwiększyła się od końca lutego do końca czerwca o 107 tys., ta bariera zniknęła.

– W związku z zamrożeniem gospodarki wielu pracowników musiało zmierzyć się z redukcją miejsc pracy lub obniżką wynagrodzenia. Stąd tak duże zainteresowanie szybkim wyjazdem i odrobieniem strat finansowych – twierdzi dyrektor Otto Work Force, zaznaczając, że prawie dziewięciu na dziesięciu badanych chciałoby jak najszybciej podjąć pracę za granicą.

Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora w Polskim Instytucie Ekonomicznym, przewiduje, że kryzys gospodarczy będzie wypychał ludzi z Polski. Zwraca uwagę, że pierwsza fala pandemii najbardziej dotknęła młodych pracowników, którzy jednocześnie są najbardziej mobilni, najmniej przywiązani do miejsca zamieszkania. Wielu z nich potrafi się porozumieć w obcym języku, a część ma też doświadczenie w pracy za granicą.

W rezultacie firmy liczące teraz na powrót „rynku pracodawcy" mogą się rozczarować. Tym bardziej że zmiany demograficzne zmniejszają podaż kandydatów do pracy. – Kryzys będzie przejściowy, więc każda decyzja o większych zwolnieniach wiąże się z ryzykiem, że pozyskanie pracowników będzie potem trudniejsze – zaznacza Andrzej Kubisiak.

Najchętniej za Odrę

Spora część kandydatów na saksy to migranci wahadłowi: 40 proc. uczestników badania Otto Work Force pracowało poza Polską przed pandemią, a po jej wybuchu wrócili do kraju. Najczęściej dlatego, że stracili pracę za granicą (30 proc.), albo z obawy przed chorobą. Teraz obawy są jednak mniejsze, a z kolei szanse na pracę wzrosły po odmrożeniu europejskich gospodarek. O ile wcześniej agencje zatrudnienia mówiły o 30–40 proc. spadku liczby ofert z zagranicy, o tyle ostatnie tygodnie przyniosły ożywienie.

Widać je również na portalu OLX praca. – W czerwcu było dostępnych blisko 2,5 tys. ofert pracy za granicą, przy czym nowo dodanych aż 1700 – informuje Paulina Rezmer, rzeczniczka OLX. Jak dodaje, najwięcej ogłoszeń dotyczy pracy w Niemczech, choć spory wybór jest też w Holandii, Belgii i w Czechach. Przeważają oferty z branży budowlanej, opiekuńczej i z transportu, a realne stawki (netto) to od ok. 5 tys. do 9 tys. zł.

Również z danych Otto Work Force wynika, że pomimo pandemii zwiększyła się liczba ofert pracy za granicą, np. w Holandii agencja ma teraz o 20 proc. więcej ofert pracy niż w rok wcześniej, zwłaszcza dla pracowników logistyki i e-commerce.

Nie licząc Holandii, Polacy najchętniej pracowaliby w Niemczech, które wskazało 46 proc. badanych, albo w Norwegii (15 proc.) Mniej chętnych (13 proc.) jest do wyjazdu do Wielkiej Brytanii, która wskutek brexitu przestała być pierwszym celem migracji zarobkowych. Stały się nim Niemcy, m.in. ze względu na małą odległość, która w czasie pandemii jest jeszcze większym atutem. Drugi powód to duży i chłonny rynek pracy. Jak przypomina Andrzej Kubisiak, przed wybuchem pandemii za Odrą czekało ponad milion wakatów. Wprawdzie teraz ich liczba spadła, a wielu pracownikom obniżono wymiar czasu pracy i pensje, lecz w części branż, m.in. w budownictwie, przemyśle czy rolnictwie, nadal brakuje rąk do pracy. Zdaniem eksperta PIE faktyczna skala emigracji będzie zależeć od tego, czy nadejdzie druga fala pandemii, bo ta zastopowałaby plany wyjazdowe.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA