fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rosja

Rosja: Dlaczego Putin zdymisjonował rząd?

AFP
Kierownictwo najważniejszych resortów zachowali sprawdzeni współpracownicy Władimira Putina

„Tak silnego rządu nie było (w Rosji – przyp. red.) od czasów (cara – przyp. red.) Piotra Wielkiego. (...) Brawo, Naczelniku!" – napisała w Twitterze pod adresem prezydenta szefowa rosyjskiej rządowej propagandy Margarita Simonjan.

Kilka godzin później trafiła do szpitala z powodu bólów serca; prawdopodobnie nie wytrzymała napięcia spowodowanego krążącymi w Moskwie plotkami, że ona też dostanie jakieś ministerstwo. Zamiast resortu doczekała się szpitalnego łóżka. „Nie mam kłopotów z sercem, bo nie mam serca" – zdążyła już zapewnić szefowa putinowskich propagandystów.

Buldogi pod dywanem

Cała walka o miejsca w nowym rządzie rozegrała się z dala od opinii publicznej, między różnymi klanami i grupami wpływów, z których większość powstała i okrzepła za rządów Putina. W rezultacie wicepremierem w rządzie Michaiła Miszustina został na przykład mało znany Dmitrij Czernyszenko, który jednak jest sąsiadem nowego premiera w elitarnej podmoskiewskiej miejscowości Nikolina Gora. Ich posiadłości dzieli tylko 300 metrów, łączy zaś to, że obaj przepisali swoją własność na żony.

Gra klanów wyniosła też na ministerialne stanowiska dwóch urzędników, którzy byli zamieszani w sprawy karne. Ministrem zdrowia został Michaił Muraszko, przeciw któremu kilka lat temu prokuratura prowadziła śledztwo w sprawie zawyżania cen tomografów, które kupował z budżetowych pieniędzy. Jego obecny kolega z rządu, szef resortu sportu Oleg Matycin, był nawet w 2012 roku skazany prawomocnym wyrokiem na karę grzywny za „nadużycie stanowiska służbowego", ale wyroku nie wykonano „z powodu przedawnienia".

Resort kultury objęła za to była dziennikarka, bardzo mocno związana z cerkwią prawosławną. Jej poprzednik Władimir Miedinskij – skonfliktowany zarówno z rosyjskimi środowiskami artystycznymi, jak i z sąsiadami Rosji – przeszedł na Kreml, do administracji prezydenta. W Polsce zostanie zapamiętany jako ten, który oficjalnie uznał (i do dziś uznaje) bitwę pod Grunwaldem za „wielkie zwycięstwo rosyjskiego oręża".

„Złodzieje, plagiatorzy i sąsiad z daczy" – podsumowała nowe nominacje Fundacja Walki z Korupcją opozycjonisty Aleksieja Nawalnego.

Ale władzę w najważniejszych ministerstwach dzierżą ludzie poważni, sprawdzeni sojusznicy Władimira Putina: szefem dyplomacji pozostał Siergiej Ławrow, ministrem obrony – Siergiej Szojgu, a ministrem spraw wewnętrznych – Władimir Kołokolcew.

Brak ambicji

Największe zmiany zaszły w resortach związanych z gospodarką i sprawami społecznymi. Rosyjscy eksperci bardzo sceptycznie przyjmują więc ocenę agencji ratingowej Moody's: „nowy gabinet będzie kontynuował politykę poprzedniego rządu". Wiadomo już, że premier Miszustin zamierza znowelizować tegoroczny budżet, ale nie jest jasne, kto będzie musiał zapłacić za rozbudowany program społeczny forsowany przez prezydenta. Pozostanie na stanowisku ministra Szojgu wskazuje, że rosyjska armia raczej nie straci.

Jednak Anton Siłuanow, zwolennik utrzymania dyscypliny budżetowej, został w nowym gabinecie pozbawiony stanowiska wicepremiera (zachował tylko resort finansów). Dla moskiewskich urzędników to jasny sygnał, że „przegrał wojnę biurokratyczną". Nie wiadomo jednak, jak odbije się to na finansach państwa.

Kontrowersyjny politolog Gleb Pawłowski uważa, że z punktu widzenia Kremla najważniejsze w całej roszadzie jest odsunięcie na boczny tor byłego premiera Dmitrija Miedwiediewa, człowieka, który mógł mieć ambicję sięgnięcia po pełnię władzy w państwie. Jednocześnie był jednak najbardziej nielubianym przez Rosjan politykiem i jego dymisję przyjęli oni z ulgą. – Pozostawił po sobie parę śmiesznych lapsusów, jak na przykład: „Pieniędzy nie macie? No, nie ma pieniędzy – ale trzymajcie się. Wszystkiego najlepszego" – jeden z rosyjskich dziennikarzy przypomniał słowa Miedwiediewa sprzed czterech lat, skierowane do mieszkańców anektowanego Krymu, skarżących się na biedę.

Z kolei nowy szef rządu nie wykazuje żadnych ambicji politycznych, przynajmniej na razie. – Miszustin nie będzie prowadził wielkich reform instytucjonalnych, ale oczekuje się po nim, że będzie ostrożnie zarządzał kasą państwową – dodaje Pawłowski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA