fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rolnictwo

ASF: jest źle, ale nie beznadziejnie

Bloomberg
430 nowych przypadków ASF u dzików od początku roku, wirus trafił właśnie do Wietnamu i odciął nam eksport mięsa na Kubę. Wirus rozwija się jednak coraz wolniej.

ASF zablokował nam właśnie eksport mięsa wieprzowego i wołowego na Kubę. Tragedii jednak nie ma, bo... w ogóle nie eksportujemy tam wieprzowiny. – Główny Inspektorat Weterynarii niezwłocznie podejmie kroki w celu zniesienia wyżej wymienionych ograniczeń – deklaruje mimo wszystko urząd.

Bywa więc zabawnie, a jednak ASF jest narastającym problemem na świecie, pokonuje granice kolejnych krajów. Długo też nie zniknie z Polski, gdzie w ciągu pierwszych dwóch miesięcy zarejestrowano około 420 przypadków ASF u dzików. Kulminacja dopiero przed nami – w wakacje. W Belgii – od września ASF znaleziono już u 520 dzików, a dwie osoby aresztowano. W Chinach potwierdzono właśnie 123 ognisko ASF w Chinach, w hodowli liczącej 23 tys. świń. Wirus dotarł właśnie z Chin do Wietnamu – tu winni są turyści i szmuglowanie zwierząt. A co jest za naszą wschodnią granicą - w zasadzie nie wiadomo, bo Białoruś niczego nie raportuje z zasady, a Ukraina ma inne problemy, ASF jest też na terenie już całej Rosji.

- Te 420 przypadków ASF u dzików w Polsce to jednak o jedną trzecią mniej niż w roku 2018 – zauważa prof. Zygmunt Pejsak z Uniwersyteckiego Centrum Weterynaryjnego Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie oraz ekspert Światowej Organizacji Zdrowia Zwierząt (O.I.E.). Jego zdaniem, szczególnie ważne jest, że dynamika szerzenia się choroby nie wzrosła, a tego można było się spodziewać. – Fakt, że tak się nie stało wskazuje, że chyba powoli zaczynamy panować nad epidemią ASF – mówi prof. Pejsak.

Tak więc, nie jest bardzo dobrze, bo ASF wciąż jest, ale nie jest też bardzo źle, bo wirus utrzymuje się wciąż w tych samych regionach, gdzie był rok temu, w zasadzie nie przeniósł się do nowych województw. ASF szerzy się dziś na północy kraju – w województwie warmińsko-mazurskim, ale zdaniem eksperta - wszystko mieści się w granicach znanych zjawisk epidemiologicznych.

Za rozprzestrzenianie się wirusa na dalsze odległości odpowiada człowiek, nie dzik. Brak nowych zachorowań u dzików i u świń oznacza więc, że ludzie nie przenieśli wirusa w nowe miejsca. – ASF to choroba sezonowa, zatem obiektywnie ocenić sytuację epidemiologiczną i naszą skuteczność działania będziemy mogli dopiero w lecie – tłumaczy Pejsak. Jeśli drastycznie nie zwiększy się liczba przypadków ASF u dzików, a wirus nie trafi znowu do świń, będzie można powiedzieć, że sytuacja jest pod kontrolą. Nie ma co do tego jednak żadnej pewności.

Polowanie na dziki – konieczne, ale...

Zdaniem eksperta, polowanie na dziki, zwane elegancko kontrolowaniem populacji, jest konieczne, ponieważ kiedyś ich przyrost sięgał 60-70- proc. populacji na rok – a teraz 200-250 proc. Liczba dzików w Polsce mogłaby się więc podwoić w ciągu jednego roku. Winne są zmiany klimatu, lekkie zimy i rosnące obszary uprawy kukurydzy, które dostarczają dzikom pożywienia i są doskonałym schronieniem.

Wybicie dzików jest dziś hasłem popularnym wśród rolników, którzy widzą w nich albo zwierzęta roznoszące ASF, albo szkodniki niszczące ich uprawy na polach. Nawet na ostatniej komisji sejmowej poświęconej ASF zgłosił się pewien rolnik i stwierdził: - Zawalczmy o to, by ostatni dzik w lasach padł. Ja nie mam nic przeciwko przyrodzie, jestem miłośnikiem! – na co sala zareagowała jednak falą śmiechu, który połączył obecnych na spotkaniu myśliwych i ekologów.

Jednak prof. Pejsak podkreśla, że takie rozwiązanie nie wchodzi w grę, ani w ogóle nie jest potrzebne. Najważniejszy jest pas na granicy stref ochronnych, objętych ASF, by odgraniczyć go obszarem bez dzików od regionów wolnych od wirusa. - Musimy zdecydowanie ograniczać populację dzików przede wszystkim wokół epicentrum choroby, w pasie 50 – 100 km od czoła pomoru – mówi prof. Pejsak

Na wschodzie bez kontroli

Wirus w Europie występuje w Polsce, na Węgrzech i Łotwie, w Bułgarii, Mołdowie,, Rumunii, Białorusi, na Ukrainie, ostatnio trafił do Belgii. Na wschód od polskiej granicy ASF notuje jednak wiele sukcesów. Według Organizacji Zdrowia Zwierząt, w pierwszej połowie lutego wykryto 424 nowe ogniska choroby, które dołączyły do 1235 trwających już ognisk. Większość strat z tego powodu przypadło na Azję - z 94 proc. z sześciu tysięcy zwierząt padło w Azji - 4 776 sztuk w Chinach, 896 zwierząt w Mongolii. W Europie padło w tym czasie 196 zwierząt, to duża zmiana, w tym okresie przed rokiem z powodu ASF padło tysiąc zwierząt. W Afryce – Zimbabwe zgłosiło ponad 150 strat.

Jak donosił portal PigProgress, z powodu ASF z Ukrainy zniknęły co najmniej dwie rasy świń, a kraj ten notuje średnio 150 wybuchów ASF rocznie, populacja świń od wybuchu ASF spadła już o dwa mln sztuk. W pierwszym półroczu 2018 r. Ukraina wyprodukowała 130 tys. ton mięsa wieprzowego, o 3 proc. mniej niż rok wcześniej. - Sytuacja na Ukrainie jest chyba niekontrolowana, za to na Białorusi doprowadzono do ograniczenia populacji dzików i zamknięto ogromną liczbę mniejszych chlewni – mówi Pejsak. - Ich system polityczny powoduje, ze można bez dyskusji wydać rozkaz, by wojsko i policja strzelała do dzików i zamykać chlewnie bez konsekwencji - zauważa.

Prof. Pejsak dodaje, że w Rosji nie ma tak dużej populacji dzików jak w Polsce, a Rosjanie dodatkowo mocno ograniczyli produkcję zwierząt w chlewniach drobnotowarowych, które tradycyjnie są najsłabiej zabezpieczone. ASF dynamicznie rozwija się natomiast w Belgii, przy małej populacji dzików mają tam już ponad 500 przypadków ASF. W lutym liczba przypadków ASF była tam większa niż w Polsce. Wirus nie przeniósł się jednak do hodowli świń.

ASF trafił do Chin w sierpniu ub. roku, od tego czasu rozwija się intensywnie i to mimo tego, że bez udziału dzików, których tam jest bardzo mało. Za rozwój epidemii odpowiadają ludzie. Przedostał się już do Mongolii, a w lutym pierwsze ogniska ASF zgłoszono w Wietnamie.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA