fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Buntu nie będzie

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Dopóki zmiany, jakie wprowadza PiS, nie dotkną bezpośrednio portfeli milionów ubogich Polaków, dopóty może ono robić co chce – pisze dziennikarz Polsat News.

PiS pokazuje, co to znaczy być partią władzy, która zajmuje się rządzeniem, a nie piarem. Przez ostatnie osiem lat nie było dnia, by któryś z polityków Prawa i Sprawiedliwości nie zarzucał poprzedniej partii władzy tego, że ta swój wizerunek stawia ponad wszystko, a na pewno ponad podejmowanie trudnych decyzji. I skoro mówiło się „A" w postaci owego wieloletniego zarzutu, to teraz trzeba było powiedzieć „B" w postaci pokazania, że wizerunkiem nikt przejmować się nie będzie. I nic nie zatrzyma przed podejmowaniem decyzji, które prowadzą do zmian, jakie postawiło się sobie za cel.

Konsekwencję w takim podejściu widać każdego dnia. Od chwili oficjalnego ogłoszenia wyników wyborów. Nie ma się czemu dziwić. PiS ma zarówno jasną i klarowną wizję rządzenia, jak i jasną i klarowną wizję państwa pod swoimi rządami czy Polski jako takiej. Nie uznaje kompromisów, a rzeczywistość widzi w czarno-białych barwach. Nie liczy się z opiniami innych, z nikim, kto myśli inaczej, i z niczym, co mogłoby przeszkadzać w realizacji własnej wizji.

Bez oglądania się na opozycję

Przekonanie o racji i słuszności działań jest teraz w PiS tak silne, że nikt nie przejmuje się tym, co ktoś o nim pisze czy mówi. Politycy zwycięskiej partii jak mantrę powtarzają zdanie, że skoro wygrali podwójne wybory, uzyskując przy tym możliwość samodzielnego rządzenia, to znaczy, że Polacy chcą szybkich i głębokich zmian. A to, w opinii PiS, daje mandat do robienia wszystkiego według własnej koncepcji, bez oglądania się na nikogo, zwłaszcza bez oglądania się na opozycję oraz jej coraz ostrzejsze i głośniejsze głosy sprzeciwu.

A im PiS jest bardziej wierne swoim zasadom, im więcej pada słów oburzenia z powodu jego działań, tym większe ma poparcie, a jego politycy cieszą się rosnącym zaufaniem. I co z tego, że wielu nie podobała się błyskawiczna zamiana miejsc w MON, gdzie Jarosława Gowina zmieniono na Antoniego Macierewicza? I co z tego, że podniosła się nieprawdopodobna wrzawa, bo wielu oburzyło ułaskawienie Mariusza Kamińskiego, i to na jego życzenie, choć wielokrotnie zapewniał, że takie rozwiązanie w ogóle go nie interesuje? Jakie ma znaczenie dla PiS to, że w tylu miejscach można było usłyszeć o skandalu, jakim według oburzonych było wejście Jacka Kurskiego do Ministerstwa Kultury, zwłaszcza że został człowiekiem do zadań specjalnych? Tak jak nieistotne jest z punktu widzenia polityków PiS oprotestowywanie zmian ustaw dotyczących Trybunału Konstytucyjnego. Nie przeszkadza też nikomu w rządzącej partii mówienie na głos, jakie kto ma zamiary, nawet jeśli te zamiary są niepopularne czy wręcz spotykają się z emocjonalnym sprzeciwem i – jak zapewnia masa specjalistów – fatalnie wpływają na wizerunek. Dlatego ministrowi kultury nawet na chwilę nie zadrżał głos, gdy pouczał, a wręcz straszył dziennikarkę TVP. Zresztą zdań, których spece od wizerunku każą unikać jak ognia, pada sporo. PiS nie ma problemu z mówieniem, że z czymś „zrobi porządek", że „skończy się to, co było", że „koniec kolesiostwa" itp.

Taką listę przewinień wizerunkowych można rozszerzać dowolnie. Przykładów przybywa każdego dnia. I co z tego, skoro na razie PiS w ogólnym rozrachunku jedynie na takim działaniu zyskuje. Przybywa tych, którzy przyklaskują i kibicują. Nie brak głosów w stylu: „wreszcie ktoś wziął się na poważnie do rządzenia", „trzeba zdecydowanych działań, żeby pogonić szkodników i złodziei". Zresztą PiS sam narzuca taką narrację, powtarzając, iż żeby skutecznie przeprowadzić reformy, najpierw trzeba zrobić porządek w kraju.

Robi to. Sprząta, zamiata, a przy tym używa coraz skuteczniejszych narzędzi. I co z tego, że ma złą prasę, że słychać opór opozycji? To polityków i zwolenników PiS tylko umacnia w przekonaniu, że robią dobrze. Bo skoro tak wielu krzyczy, to znaczy, że boi się zmian. Partia rządząca jest przekonana o tym, że poseł Kornel Morawiecki ma rację, mówiąc, że dobro narodu jest ważniejsze niż prawo. Będąc przekonanym o tym, co jest dla Polaków dobre, PiS nie zamierza liczyć się nawet z obowiązującym prawem. Po to ma większość w Sejmie, by to prawo tak zmienić, żeby służyło ono celom nadrzędnym, czyli dobru ogólnemu, rozumianemu poprzez pryzmat założeń PiS.

Wykorzystać czas

Właśnie dlatego nie cofnie się przed niczym. A dopóki zmiany, jakie wprowadza, nie dotkną bezpośrednio portfeli milionów ubogich Polaków, dopóty może robić co chce i jak chce. Żadnego buntu nie będzie. Pragnienie poczucia przywrócenia sprawiedliwości społecznej jest tak ogromne, że wyborcy PiS w imię zaprowadzenia porządku są w stanie wiele wybaczyć, a właściwie wszystko wytłumaczyć koniecznością takich, a nie innych działań. Bo gdy ma się wizję, jest się przekonanym o jej słuszności i ma się w ręku wszystkie narzędzia, by ją zrealizować, to nikt się przed taką okolicznością nie zawaha. A już na pewno nie zawaha się tego zrobić PiS, które do krytyki jest przyzwyczajone jak żadne inne ugrupowanie w Polsce. Dopóki jego politycy będą wierzyć, że mają rację, swoim wizerunkiem przejmować się nie będą. Wykorzystają dany im przez wyborców czas maksymalnie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA