fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Sonderaktion Krakau: Prawda to nie zemsta

POLONA/Biblioteka Narodowa
Z okazji 80. rocznicy aresztowania krakowskich naukowców prof. Andrzej Chwalba mówi o akcji III Rzeszy wymierzonej w polską inteligencję.

6 listopada obchodziliśmy 80. rocznicę hitlerowskiej akcji Sonderaktion Krakau. W 1939 r. Niemcy aresztowali profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego i Akademii Górniczej oraz kilka przypadkowych osób. To był szok dla mieszkańców Krakowa?

Musiało tak być, bo było to pierwsze aresztowanie tego typu w mieście. W 1939 r. Niemcy musieli się przecież najpierw zagospodarować. Przygotowali sobie grunt pod stabilne i długie rządy. A dopiero w drugiej fazie wkroczyły siły policyjne i władza cywilna. To wtedy Niemcy przystąpili do projektu likwidującego szkolnictwo średnie i wyższe. Szok szokiem, ale nie wiedziano, co jest motywem tego aresztowania, co jest intencją władz niemieckich. Przez ostatnie wieki dzieje Europy czy cywilizacji europejskiej i amerykańskiej nie doświadczyły czegoś podobnego. Podejrzewano Niemców o działania zapobiegawcze w związku ze zbliżającym się Świętem Niepodległości 11 listopada. Miałoby to działać odstraszająco wobec wszystkich jednostek, które chciałyby manifestować tę rocznicę. Było to najczęstsze tłumaczenie – spodziewano się, że po kilku dniach naukowcy będą wypuszczeni na wolność. Poza tym uczeni pamiętali, że podczas I wojny światowej Niemcy zachowywali się poprawnie. Tu i ówdzie w restauracjach, w drugiej fazie wojny, wznosili okrzyki „Niech żyje Polska!". I z tymi obrazami w pamięci uczeni wędrowali przez pierwsze tygodnie okupacji. Nie dowierzali, że władza niemiecka może mieć złe zamiary wobec świata nauki.

Jak wysoko zapadła decyzja o aresztowaniu naukowców?

Rozkaz wykonał Obersturmbannführer Bruno Müller. Natomiast decyzję eksterminacji polskich elit podjęto na najwyższym szczeblu z udziałem Führera. Miała ona naturę strategiczną. Najlepiej znany powód to ten, że polska inteligencja stanowi siłę decydującą o losach narodu, wskazuje mu drogę, krzewi idee, rozwija naukę. A skoro misją niemiecką było uczynienie z Generalnego Gubernatorstwa zaplecza ekonomicznego III Rzeszy, oznaczało to, że Polacy mieli spełniać funkcję niewolników – tak jak w niemieckich koloniach na terenie Afryki do 1919 r. Powód drugi, z którego nie zdawano sobie sprawy, to niemieckie doktryny eugeniczne.

Zgodnie z nimi osoby nieprzydatne gospodarce powinny być eliminowane.

Dla społeczeństwa ciężarem były np. osoby psychicznie chore. I wedle tej logiki profesorowie, często w sile wieku, nie stanowili materiału na niewolnika, który ma wykonywać ciężką, nieskomplikowaną pracę na rzecz władz okupacyjnych. Powód trzeci: polska inteligencja według generalnego gubernatora Hansa Franka była „zażydzona". W związku z tym Polaków wyznania mojżeszowego obowiązywały przepisy ustaw norymberskich, które ograniczały prawa Żydów, a później doprowadziły do ich zagłady w Europie.

Więc pochodzenie profesorów też miało znaczenie w tej akcji.

Bardzo duże. To dlatego jedną z pierwszych decyzji, gdy profesorowie znaleźli się w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen, było odłączenie od grupy kilku uczonych pochodzenia żydowskiego. Żadne interwencje nie mogły ocalić ich życia. Wszystkich zabito.

Ale życie dużej części z nich zostało ocalone. Czy wypuszczenie na wolność z Sachsenhausen i Dachau było w historii obozów wyjątkiem?

To był rok 1939, początek wojny. Obieg komunikacyjny jeszcze działał. O tym mówiło się w krajach neutralnych, mówiło się w USA, Australii i Kanadzie. Bo to rzecz absolutnie niespotykana – aresztować uczonych tylko dlatego, że uprawiają naukę. Wieść o akcji dotarła też do sojusznika Hitlera, Benita Mussoliniego. Ponieważ Polska nie była w stanie wojny z Italią, ambasador Polski interweniował przy Watykanie i przy rządzie monarchii włoskiej. Kuria rzymska interweniowała dyskretną drogą poprzez osoby zaprzyjaźnione z Niemcami. Osobiście interweniował sam Mussolini. Wiadomo, jaka jest jego rola w dziejach, ale w tym wypadku stanął po stronie Bogu ducha winnych ludzi. Niewielka grupa uczonych niemieckich również wystosowała pismo w tej sprawie do niemieckich władz. Później szykanowało ich gestapo. Więc, oczywiście, zwolnienie z obozów było wyjątkiem. Ale podkreślmy: Niemcy w okupowanej Europie nigdzie nie podjęli podobnej decyzji. W Europie Zachodniej zachowano struktury państw, powstały rządy kolaboracyjne. Miały one swobody, ich władze nie dopuściłyby do aresztowania naukowców. W Generalnym Gubernatorstwie władze były wyłącznie niemieckie. Represje dotknęły tylko polskich uczonych. Najpierw w Krakowie, a później we Lwowie, po tym jak Niemcy wypowiedziały wojnę ZSRR. W 1941 r. Na Wzgórzach Wuleckich zamordowano ponad dwudziestu polskich naukowców. Śmietankę intelektualną polskiej części Lwowa, w tym Tadeusza Boya-Żeleńskiego oraz przedwojennego premiera Bartela. Tam już nie czekali na interwencję. Od razu zabijali.

Ostatni uczestnik Sonderaktion Krakau zmarł w 2008 r.

Prof. Józef Wolski, który w 1939 r. był asystentem. Dane mu było dożyć sędziwego wieku 98 lat. Jeszcze w wieku 95 lat wyczytywał uroczyście listę nazwisk wszystkich aresztowanych profesorów i nauczycieli akademickich. 20 lat temu ówczesny rektor UJ Franciszek Ziejka zainicjował Uniwersytecki Dzień Pamięci. Od tego czasu pamięć o Sonderaktion Krakau jest coraz szersza. Co roku przyjeżdżają do Krakowa uczeni ze znakomitego uniwersytetu w Heidelbergu. Chcą wyrazić skruchę w obliczu tej zbrodni. To piękny gest. Przyjeżdżają też przedstawiciele praskiego Uniwersytetu Karola.

W akcji Sonderaktion Prag nakazano zamknięcie czeskojęzycznych uczelni.

Studenci i uczeni, którzy wtedy manifestowali, też trafili do Sachsenhausen. Wspólna więź w bolesnym momencie przypomina środkowym Europejczykom, co się wydarzyło w 1939 r. Uniwersytet inwestuje w pamięć. Nie po to, by szukać zemsty. Prawda ma budować lepszą Europę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA