fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Wschód - marzenia i interesy

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
W zamian za wsparcie Ukrainy czy państw bałtyckich na arenie międzynarodowej możemy wymagać od nich ustępstw na naszą korzyść – pisze analityk stosunków międzynarodowych.

Kilka dni temu odbyła się kolejna edycja konferencji Polska Polityka Wschodnia (swym patronatem objęła ją „Rzeczpospolita"). Była ona szansą do wyrobienia sobie opinii na temat obecnego kursu Warszawy w stosunkach ze wschodnimi sąsiadami.

Polski rząd nie radzi sobie wizerunkowo z polityką wschodnią. Jaskrawym przykładem tej nieporadności jest niepotrzebna afera wokół konkursu na projekt nowego paszportu RP, w którym zgłoszono wizerunki Cmentarza Orląt Lwowskich i Ostrej Bramy. Pomysł wsparty przez polityków partii rządzącej został zablokowany dopiero po apelu intelektualistów zajmujących się Wschodem, pod którym podpisał się także autor tego tekstu. Chociaż awanturę wywołało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, bałagan musiał posprzątać resort spraw zagranicznych. To znamienny paradoks, do którego dochodzi w wielu innych sytuacjach.

Dyplomacja w partyjnych kleszczach

Nie oznacza to jednak, że nasz kraj nie prowadzi polityki wschodniej. Polska dyplomacja podejmuje działania na rzecz postawienia sprawy wojny na Ukrainie na arenie Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych. Polska, Szwecja i Ukraina próbują reanimować projekt Partnerstwa Wschodniego i przygotowują się do następnego szczytu tej organizacji służącej integracji państw Wschodu z Unią Europejską. Polski prezydent spotkał się ze swoim ukraińskim odpowiednikiem podczas wrześniowego Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych. Razem zabiegali o to, aby pomysł wprowadzenia sił ONZ do Donbasu nie został zrealizowany po myśli Rosji, która chciałaby wykorzystać zamrożenie konfliktu do ugruntowania swych wpływów na Ukrainie.

Przywódcy Polski i Ukrainy regularnie widują się również na corocznych spotkaniach dwustronnych. Minister obrony narodowej RP uczestniczył w Dniu Niepodległości Ukrainy. Polska broni polityki otwartych drzwi w Unii Europejskiej i NATO dla państw z Europy Wschodniej. Nasza administracja jest aktywna w relacjach z Białorusią i Kazachstanem, gdzie kolejne umowy podpisują nasze delegacje gospodarcze. Natomiast Ministerstwo Rozwoju ogłosiło w październiku 2016 roku nowe otwarcie w relacjach handlowych z Mińskiem. Z kolei prezydent RP odwiedził Kazachstan we wrześniu 2017 roku, by wzmacniać więzi ekonomiczne, szczególnie w sektorze chemicznym.

Zły odbiór polityki wschodniej RP bierze się przede wszystkim z toksycznej zależności Ministerstwa Spraw Zagranicznych od partyjnej polityki frakcji rządzącej. Minister Witold Waszczykowski nie ma silnej pozycji we własnej partii i musi z jednej strony przyjmować kolejnych „spadochroniarzy", a z drugiej robić dla nich miejsce poprzez czystki w aparacie dyplomatycznym. Odbywa się to z różnym skutkiem. Czasami usuwane są – jak to ujął minister – złogi z czasów komunistycznych, a czasami profesjonaliści, którzy tracą pracę dlatego, że potrzebne jest miejsce dla kolejnego człowieka z listy partyjnej, albo też rozpoczęli swoją służbę w czasach słusznie minionych.

Do tego dochodzą sentymenty, szczególnie antyukraińskie, obecne w elektoracie partii rządzącej, którego tradycyjny bastion znajduje się na Podkarpaciu. Szczególną pozycję ma tam ksiądz Isakowicz-Zaleski. Ma on silny wpływ na polityków opcji rządzącej, czego dowodem może być usunięcie z aktywnej polityki Pawła Kowala, specjalisty w kwestii polityki wschodniej, którego kandydatura na senatora została zablokowana właśnie na Podkarpaciu. W tym kontekście polska polityka wschodnia ulega wynaturzeniu wskutek wpływu wewnętrznej polityki partyjnej frakcji rządzącej na politykę zagraniczną kraju. Politycy rządzący dziś Polską wykorzystują kartę ukraińską do walki o głosy. W tym kontekście warto pamiętać o zbliżających się wyborach samorządowych oraz narastającym resentymencie wobec imigrantów zarobkowych z Ukrainy, który może stać się doskonałym paliwem politycznym.

Sprzedawcy kresowych marzeń

Nawet jednak silniejszy minister spraw zagranicznych może nie poradzić sobie z antyukraińskimi nastrojami. W kolejce po głosy partii rządzącej stoją mniej umiarkowane w hasłach stronnictwa populistyczne. Narodowcy oscylujący w Sejmie między partią rządzącą a populistami mają coraz większy wpływ na politykę państwa, ponieważ trwa walka o ich głosy. Frakcja rządząca nie może zrezygnować z części postulatów, aby nie wzmacniać konkurencji.

Podobne zjawisko można zaobserwować w Niemczech. To dzięki realizacji postulatów konkurentów partii chadeckiej kanclerz Angeli Merkel udało się utrzymać władzę. Polityka zrozumiała z punktu widzenia partyjnego jest mniej uzasadniona, jeśli oceniać ją z punktu widzenia polityki zagranicznej. Zgłaszane przez narodowców postulaty prowadzenia „realnej" polityki wobec Ukrainy, a także Litwy czy Niemiec, są w rzeczywistości propozycją nierealistycznej kłótni ze wszystkimi sąsiadami, czyli powtórzenia scenariusza poprzedzającego wybuch drugiej wojny światowej. Akwizytorzy marzeń o polskim Lwowie i Wilnie przekonują, że ich polityka jest realistyczna.

Ich oferta jest jednak nierealna. Łatwo rzucić populistyczny postulat powrotu historycznie polskich miast w granicę Rzeczpospolitej, ale trudniej rozmawiać o realistycznym planie doprowadzenia do tego celu: rozbiór? We współpracy z Rosją? Kto zapłaci za okupację i walkę z partyzantką? Liczę na szczere odpowiedzi obozu narodowego. Jedyną realistyczną odpowiedzią na sentymenty kresowe w Polsce jest kontynuacja integracji europejskiej, która docelowo mogłaby włączyć tereny dawnych Kresów do Unii Europejskiej i tym samym udostępnić je Polakom, którzy faktycznie chcieliby na nie wrócić. Nie zbadano jednak, ilu narodowców jest gotowych zamieszkać w centrum Lwowa i walczyć tam z żywiołem ukraińskim. Zamiast sprzedawać marzenia, należy raczej rozmawiać o konkretnych działaniach, które może podjąć Polska.

Jako kraj o średniej sile na arenie międzynarodowej musi ona kontynuować politykę opartą na sojuszach w ramach UE i NATO. Z wypowiedzi polityków odpowiedzialnych za politykę zagraniczną i bezpieczeństwa Polski wynika, że podzielają oni ten pogląd.

Mimo to aktyw partyjny sięga po skrajne postulaty narodowców, aby wraz z nimi ukraść też głosy wyborców. Przez to zostało złamane obowiązujące dotąd tabu, które zakazywało podporządkowywania dyplomacji sprawom wewnętrznym. Incydentalnie zdarzające się w historii III RP wezwania z prośbą o pomoc ze strony sił zewnętrznych stają się obecnie normą. Politycy wszystkich stron sporu politycznego złamali dobry obyczaj i nie ma już tematu, który nie padłby ofiarą partyjnej walki. Ten trend wspomagają realne obawy przed imigracją w Europie. 38 proc. obywateli Unii Europejskiej ocenia, że imigracja to największe wyzwanie stojące aktualnie przed wspólnotą. W Polsce te obawy są skierowane przeciwko nieistniejącemu zagrożeniu islamizacją, ale również realnej imigracji zarobkowej z Ukrainy. Te obawy może też łagodzić fakt, że imigracja ze Wschodu zwyczajnie się Polsce opłaca. O płynących z niej korzyściach ekonomicznych można przeczytać w raporcie Warsaw Enterprise Institute pt. „Imigracja ukraińska w Polsce. Atut czy problem?".

Stabilizacja zamiast populizmu

Polska polityka wschodnia potrzebuje ponownej stabilizacji. Do tego potrzebne jest wzmocnienie pozycji ministra spraw zagranicznych w stosunku do działaczy partyjnych i ochrona korpusu dyplomatycznego przed nierozważną, frakcyjną polityką personalną. Należy także unikać poruszania zagadnień związanych z polityką wschodnią w sporach wewnętrznych towarzyszących walce wyborczej. To w odpowiedzialności elit rządzących leży ochrona społeczeństwa przed populizmem i ksenofobią skierowanymi przeciwko imigracji zarobkowej z różnych części świata. Jeżeli ich przedstawiciele dają przyzwolenie na szerzenie się antyimigracyjnych nastrojów, to tym samym wspierają propagandę rosyjską, która próbuje pogłębić podziały w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, w Unii Europejskiej i NATO.

Nie jest to propozycja idealistycznej polityki wschodniej, która zakłada bezrefleksyjne wsparcie dla krajów Wschodu. One także mają swoje zadanie do wykonania. Aby posłużyć się poręcznym przykładem Ukrainy, wystarczy przypomnieć, że chwalona na arenie międzynarodowej reforma sektora gazowego została zatrzymana ze względu na splot interesów politycznych i oligarchicznych, które sprawiły, że nadal nie doszło do reformy zarządzania czołową spółką gazową Naftogaz, a pomoc finansowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego, uwarunkowana postępami we wprowadzaniu zmian, może zostać zatrzymana. W przekonaniu części obserwatorów Kijów przygotowuje się w ten sposób do następnych wyborów i chce uniknąć najbardziej bolesnej społecznie, a zatem i wyborczo, reformy, czyli uwolnienia cen gazu ziemnego dla odbiorców domowych. Subsydia na ten cel są istotnym obciążeniem budżetu, ale obywatele otrzymują w zamian opłaty za gaz o rozsądnej wysokości. Naruszenie tej małej stabilizacji może skończyć karierę polityczną obecnej ekipy rządzącej.

Jednocześnie jednak politycy ukraińscy zapraszają Polaków do inwestycji w ich sektor gazowy jakby nic mu nie groziło i był on już stabilny. Realistyczna polityka wschodnia powinna polegać na tym, że oprócz pomocy, na Wschód płynie również wyraźny komunikat w kwestii oczekiwanych reform. Fakt, że na wschodzie Ukrainy prowadzone są działania zbrojne, nie może zasłaniać faktu, że strona ukraińska nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań. Z drugiej strony Polska powinna podkreślać, że Zachód ma prawo wymagać od Ukrainy, jeżeli najpierw będzie wymagał od siebie.

Posłuży to obronie parasola ochronnego unijnych regulacji przed nadużyciami z zewnątrz, na przykład za pośrednictwem projektu Nord Stream 2, który nawet niewybudowany, dzieli Europę i podważa, w założeniu niepodważalne, zasady wspólnego rynku. NATO ma parasol nuklearny, a Wspólnota Energetyczna, w której znajdują się Polska i kraje będące celem polityki wschodniej, jak Ukraina, mają parasol regulacyjny w postaci acquis communaitare Unii Europejskiej. Więcej można przeczytać na ten temat w moim raporcie pt. „Energia wielu prędkości. Walka o tani gaz dla Polski toczy się na Wschodzie", który również został zaprezentowany w Wojnowicach.

Czas na nowe otwarcie

Strategia Polski w tym obszarze powinna zatem opierać się na wykorzystaniu mechanizmów multilateralnych w UE, NATO i ONZ do nacisku na sojuszników mniej chętnych do zaangażowania na Wschodzie. Po działaniach Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Obrony Narodowej i prezydenta widać, że taki kurs został przyjęty. Być może Polska podążałaby nim bardziej zdecydowanie, gdyby w grę zbyt często nie wchodziły partyjne spory. Politykę zagraniczną trzeba uniezależnić od wpływu działaczy partyjnych. Inaczej pozostanie ona funkcją polityki wewnętrznej, a realizacja polskich interesów będzie nadal możliwa wyłącznie dzięki osobistemu uporowi tych polityków, którym zależy na prowadzeniu realistycznej polityki wschodniej.

Polska bardzo potrzebuje takiej polityki. Oferta obozu narodowego jest nierealistyczna. To populistyczne hasła niemożliwe do zrealizowania. Do realizacji skutecznej polityki sojuszy w UE i NATO niezbędne jest wzmocnienie pozycji ministra spraw zagranicznych względem aktywu partyjnego. Ten znajduje się obecnie pod wpływem postulatów populistycznych i destabilizuje pracę MSZ. Ster polityki wschodniej Rzeczpospolitej muszą ponownie przejąć profesjonalni dyplomaci. Być może nie jest jeszcze za późno na nowe otwarcie.

Autor jest redaktorem naczelnym portalu biznesalert.pl, ekspertem w dziedzinie energetyki i stosunków międzynarodowych

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA