fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Dr Tomasz Kowalczuk: Mylimy prawdę z racją

Materiały prasowe
Każdy fakt wyjęty z kontekstu jest nieprawdziwy. Fragment prawdy może stawać się kłamstwem – mówi dr Tomasz Kowalczuk, filozof i literaturoznawca z Uniwersytetu Warszawskiego.

Jakie słowa mogą zmieniać prawdę w fałsz?

To są słowa, które zmieniają sens wypowiedzi. Dodanie ich lub usunięcie zmienia znaczenie, a nawet prowadzi do zaprzeczenia. Nie spodziewałbym się, że to są słowa, które są jasno i wyraźnie określone. A jeśli nawet, to te są akurat mniej groźne, bo je widać, można je pokazać. Antidotum polega na śledzeniu znaczeń słów, na uwrażliwieniu, "wgryzaniu się" w niuanse, w tzw. pole semantyczne, które zawiera różne odcienie słowa i kieruje nas do innego ich rozumienia. Słowo "niepokoić" może oznaczać coś bliskiego prześladowaniu, ale może też oznaczać inspirowanie. Innym często spotykanym i fałszującym mechanizmem jest używanie wielkich kwantyfikatorów, uogólnień. Mówimy „wszyscy", np. „wszyscy głosują na Biedronia", „wszyscy popierają rząd", albo "Polacy dużo piją". To są przybliżenia, które wypaczają prawdę. Niedawno rozmawiałem z Kubą Sienkiewiczem, który wydał właśnie nową płytę z piosenką, w której pada zdanie „Tak mi doskonale w każdym futerale". Jaka jest różnica między zdaniem: „tak mi doskonale w każdym w futerale" i zdaniem „tak mi doskonale w futerale"? „Każdy" jest dobrym przykładem tego, jak jedno słowo zmienia sens wypowiedzi. Gdy mówimy „tak mi doskonale w futerale" to kieruje nas to w stronę granicy, zamknięcia, postawy obronnej, którą symbolizuje futerał. A gdy dodamy słowo „każdy", wtedy zmienia się znaczenie i pojawia się kontekst oportunizmu, człowieka bez właściwości, który dostosowuje się do każdej formy.

Jakie mechanizmy służą do tworzenia fake newsów?

Jest oczywiście tych mechanizmów wiele i o różnym stopniu subtelności. Przykładem, z którym się często spotykam i który pojawia się w kontekście prawdy jest nadmierne skracanie myśli. Miałem kiedyś okazję skomentować w jednej z telewizji jednocześnie dwa wydarzenia: pamiętną sytuację zablokowania sali plenarnej Sejmu i przeniesienia głosowania do sali kolumnowej, a także dramatyczne wydarzenia w Ełku, gdzie napastnicy zaatakowali bar z kebabami i jeden z nich został zabity przez imigranta, właściciela baru. Dziennikarz poprosił mnie wtedy o komentarz obu tych sytuacji i miałem na to osiem minut. To pokazuje sytuację, gdy jesteśmy zmuszeni do skrótu, a skrót w pewnym momencie przekracza granice prawdy. O takim zjawisku mówi się bardzo mało, a on we współczesnych mediach i kulturze jest szalenie ważny, zwłaszcza, że aktualną kulturę opisuje się jako kulturę skrótu. Jako językoznawca zostałem kiedyś spytany o to, czemu młodzież zamiast „narazie" mówi „nara"? Jednym z powodów jest to, że w dzisiejszych czasach trzeba coś powiedzieć szybciej. Świadczą o tym ilość znaków na twitterze, ilość znaków w SMS-ie itd. Na „Onecie" pojawia się przy tytule artykułu informacja, ile czasu zajmuje jego przeczytanie. To wiadomość dla czytelnika: „nie martw się, nie zajmie ci to więcej niż trzy minuty".

Tendencję do skrótowości widzimy na wielu płaszczyznach. Gdy zaczynałem prowadzić swój fanpage i nagrywałem rozmowy, które miały około dwudziestu minut, to ludzie mówili mi, że to za długo, że nikt nie będzie tego słuchał. A tu przecież chodzi o szacunek do słuchacza, dlatego, że prawda nigdy nie jest prosta, nie jest skrótowa. Prawda wymaga kontekstu, dopowiedzi, cieniowania, jest skomplikowana. Jeżeli zestawimy naturę prawdy – która rozgrywa się w subtelnościach i wymaga nakreślenia różnych kontekstów – z tendencją do skrótowości, to okazuje się, że po przekroczeniu granicy sensowności skrótu, to, co mówimy, staje się zbyt proste i przestaje być prawdą. Prawda jest tak uproszczona, wręcz prostacka, że zaczyna być fałszem. Kolejnym fundamentalnym mechanizmem manipulacji językowej – i w rezultacie źródłem fake newsów – jest posługiwanie się półprawdami. Często wtedy też zostają zestawione ze sobą dwa fakty, z których jeden jest prawdziwy, a drugi nie, ale ten drugi jest jakby uwiarygodniony przez pierwszy, któremu nie można zaprzeczyć. Jak zawsze w takich przypadkach trzeba oddzielić działanie zamierzone od niezamierzonego, wynikającego z ignorancji czy właśnie z chęci skrótu. Ma to też uzasadnienie głębsze w samej naturze prawdy, która z definicji zawsze jest jakoś niezupełna. Jeśli więc ktoś używa półprawd z ignorancji, mówi nieprawdę, ale jeśli robi to świadomie w celu manipulacji, wtedy kłamie.

Jak to wygląda w praktyce?

Znakomitym przykładem obrazującym mechanizm półprawdy, jest głośny ostatnio film Sylwestra Latkowskiego. To, że Borys Szyc, Andrzej Chyra czy Kuba Wojewódzki bywali w Zatoce Sztuki jest prawdą. Ale za tym podąża zamierzony lub nie skrót myślowy, który jest bardzo nośny. Jest prawdą, że oni tam bywali, ale nie jest lub nie musi być prawdą rozszerzanie i łączenie tego faktu z głównym wątkiem filmu. Często w takiej sytuacji posługujemy się terminem nadinterpretacja albo insynuacja. Trudno się przed tym bronić, bo nie można po prostu zaprzeczyć, trzeba zacząć tłumaczyć okoliczności, a jeśli ktoś się tłumaczy, to uznawane jest to za dowód na nieczyste sumienie. Do tego niektórzy odbiorcy chętnie poprzestają na fakcie i w fałszywej logice dodają: "musiał wiedzieć". A jeśli to jeszcze trafia na kogoś, kto ma złe zdanie o aktorach, kogoś, kto uważa aktorów, celebrytów, inteligentów za ludzi żyjących – jak w popularnej półprawdzie o Starożytnym Rzymie – w atmosferze rozpasania moralnego, hedonizmu; ma o tych osobach takie wyobrażenie, to do tych odbiorców taki przekaz filmu trafia idealnie, prawda staje się niewidoczna i niewygodna. Ludziom nie przychodzi do głowy, by spytać „co z tego, że ktoś tam bywał?". Czy to oznacza, że każdy, kto bywa w kościele, jest zwolennikiem pedofilii wśród księży?

Półprawdy potwierdzają światopogląd odbiorcy i żerują na nim, umacniając jego świadome lub nieświadome oczekiwania. Uruchamiają łańcuszek skojarzeń, który potrafi sięgać zadziwiająco daleko. Skoro bowiem celebryci bywali w tym miejscu, to – i tu zaczynamy łańcuch – musieli wiedzieć, a to świadczy – uogólnienie i wielki kwantyfikator – że wszyscy celebryci są zgnilizną moralną, a być może także np. Rafał Trzaskowski jest też celebrytą, wszak jego przyjacielem od dziecięcych lat jest pewien znany aktor, który być może nigdy tamtędy nawet nie przechodził, ale... itd. itp. Fake news robi karierę jak plotka, kalumnia, pomówienie poprzez przekazywanie sensacyjności rodem z magla i moralności Dulskich. Dlaczego na sali sądowej przysięga się, że mówi się prawdę i całą prawdę? To jest bardzo istotne, ponieważ można mówić prawdę, ale nie całą prawdę, czyli właśnie półprawdę, która w pewnym momencie staje się kłamstwem. W ten sposób nie potrzeba nawet tego jednego słowa, o które pani pytała. Wystarczy uruchomienie fałszywej, ludowej, spiskowej logiki, która sama dopowiada resztę i fake newsy tworzą się same siłą owej logiki apelującej do przekonań, fobii, stereotypów odbiorcy. Każdy fakt wyjęty z kontekstu jest nieprawdziwy, a ponieważ nigdy nie znamy pełnego kontekstu – ten zna tylko Bóg, jeśli istnieje – to możliwe i konieczne są tylko staranne przybliżenia. Fragment prawdy może stawać się kłamstwem. Metafizyczna natura prawdy obiektywnej powinna nam przypominać, że w tej kwestii zawsze jesteśmy po ludzku ułomni, zawsze jesteśmy bohaterami nie-boskiej komedii, dostępne są nam – jak mówiła Maria Janion – tylko prawdy cząstkowe. Nawet na gmachu Sady Najwyższego przeczytamy inskrypcję: "Rozstrzygnięcie sądowe przyjmuje się za prawdziwe". Zakładamy, że sędziowie są w stanie ocenić prawdę dostatecznie szeroko i głęboko, ale jednak nie posuwamy się do twierdzenia, że wyroki sądowe SĄ prawdziwe.

A jeśli mówimy całą prawdę zgodnie z tym, co wiemy?

No właśnie, to jest pytanie czy nadawca ma dostęp do całej prawdy, ponieważ nadawca może mówić prawdę, która jest całą prawdą, którą on zna. Ktoś mówi całą prawdę, którą zna, ale to nie jest cała prawda absolutna. Dlatego każdy news jest w pewnym sensie fake newsem, ponieważ on nigdy nie jest absolutnie dopełniony. Ponieważ zawsze jest skażony fragmentarycznością prawdy. To dość pesymistyczne założenie, w którym jesteśmy bezradni. Ale też nie jest to powód do opuszczenia rąk. Trzeba konsekwentnie pamiętać przy wypowiadaniu sądów, które nawet uczciwie wydają nam się prawdziwe, że w szerszej perspektywie mogą takie nie być. Gdy np. opisujemy obrady Sejmu z danego dnia, to dziennikarz nie jest w stanie spytać wszystkich posłów o to, jak te obrady przebiegały, dlatego stara się spytać posłów z różnych opcji politycznych. Gdy mowa o jakimś zjawisku społecznym, to po zebraniu stu opinii może się okazać, że gdzieś w Polsce jest jeszcze osoba, która myśli inaczej. Dlatego poszukiwanie absolutnej prawdy jest niemożliwe. Stąd też jest granica, gdzie jesteśmy w stanie stwierdzić czy nadawca dokonał dostatecznie głębokiej weryfikacji prawdy, ona nigdy nie będzie prawdą ostateczną.

Czym zatem w ogóle jest prawda, a czym jest fałsz?

Klasyczna definicja „prawdy" mówi o tym, że kryterium prawdy jest zgodność z rzeczywistością. „Fałsz" jest niezgodnością. Ale czy chodzi nam o stwierdzenie prawdziwości jakiegoś faktu, czy o dotarcie, a raczej ciągłe i beznadziejne docieranie do prawdy obiektywnej, którą raczej przeczuwamy, w którą wierzymy, ale wiemy, że nic o niej nie wiemy. Kiedy mówimy o prawdzie, warto by było rozróżnić stwierdzenie prawdziwości izolowanych faktów i prawdziwości różnych sądów. Jeśli chodzi o prawdziwość takich faktów czy bitwa pod Grunwaldem miała miejsce w 1410 roku albo czy autorami słynnej „The Dark Side of The Moon" był zespół Pink Floyd, weryfikacja wydaje się prosta. Jeśli jednak zadamy pytanie czy nakłady na zdrowie w Polsce rosną, to odpowiedź, a co za tym idzie, ocena prawdziwości już będzie trudniejsza, bo być może w liczbach bezwzględnych rośnie, ale licząc choćby inflację czy rozpisując na liczbę chorych, być może maleje. To znany wszystkim sposób fałszowania rzeczywistości przez statystykę. Jeśli prezydent Andrzej Duda twierdzi w podobnym tonie, że głos ludu jest ważniejszy od głosu profesorów, to mówi prawdę, ale jeśli, leżąc na sali operacyjnej, powiem, że głos profesora więcej dla mnie znaczy niż cały lud razem wzięty, też powiem prawdę. Czy opozycja przy okrągłym stole dogadała się z komunistami i stworzyła podwaliny postkomunistycznej III RP, czy było zupełnie inaczej? Niekiedy używamy związku frazeologicznego „prawda leży po środku". Inni w kontrze na to odpowiadają, że „prawda leży tam, gdzie leży". Ja najbardziej jestem przekonany do sądu, że prawda jest sumą: i to, i to. Tu być może należałoby w ogóle nie używać pojęcia prawdy, a raczej racji, która często myli się z prawdą.

Racja to powód, uzasadnienie jakiegoś poglądu. Mówiąc masz rację, mówimy masz powód, by tak mówić, ale to właśnie twój powód, a ja mam inną rację, kiedy wyrażam sąd przeciwny. Grecy i w tragedii, i w dialogach chcieli tę całą prawdę uchwycić. Dlatego dialog, którego dziś tak nam brakuje, nie był dla Greków po prostu rozmową, był sposobem aktualizacji prawdy rozpisanej na dwa głosy, na dwie racje, które w logice opisuje prawo wyłączonego środka p lub nie-p. Rzymianie natomiast uznali, że skoro prawda absolutna nie jest nam dana, to jedyną prawdą staje się "moja prawda", do której trzeba albo przekonać argumentami, albo mniej lub bardziej agresywnymi chwytami retorycznymi, albo na koniec zmusić przeciwnika, w którym już przyjaciela nie widać, do podporządkowania.

Współcześnie lepiej sprawdza się postawa grecka czy rzymska?

Dziś niestety jesteśmy w prostej linii dziećmi Rzymu a nie Grecji. Żeby być skutecznym w życiu, biznesie, polityce musimy przyjmować swoją prawdę. Gdybyśmy siedzieli na Agorze ad mortem defaecatam, to nigdy do niczego nie dojdziemy, niczego nie stworzymy, ponieważ zawsze po drugiej stronie pojawi się „nie p". Dlatego kultura rzymska jest bardziej skuteczna. Lepiej, aby prezes firmy podjął złą decyzję, ale by jakąś podjął, a to jest właśnie ta cząstkowa prawda. Gdy podejmujemy decyzję, ona jest do połowy słuszna, nie jest prawdą absolutną, tylko moją, taką w którą wierzę, którą wybieram, na którą się decyduję w działaniu. Jeśli będziemy o tym pamiętać, to ewentualne niepowodzenie, może nam przypomnieć o tej drugiej cząstce. Gdy polityk mówi „p", to opozycja jest po to, by mówić „nie-p". Powinniśmy dążyć do tego, by w Senacie czy Sejmie uzgadniać te dwie prawdy i dochodzić do czegoś wspólnego. Dopóki polityk wie – powinien wiedzieć – że jego prawda jest prawdą cząstkową, to ma szacunek dla drugiego człowieka, a największy do tego, który daje mu dar nie-p. Natomiast, gdy traci się ten szacunek, gdy zaczyna się być przekonanym tylko do swojej prawdy – a to jest choroba polityków – pojawia się sytuacja uzurpacji monopolu na prawdę. Wtedy nie dostrzegamy roli tego, kto nam daje nie-p, traktujemy go jak wroga, odmawiamy dobrych intencji i niszczymy, by narzucić swoje p.

Zatem prawdziwa informacja dla każdego jest czymś innym?

Każdy komunikat rozgrywa się zarówno w intencji nadawcy, jak i odbiorcy, a one mogą być inne i może się okazać, że te różnice interpretacji są różnicami, które fałszują zdanie. Fałsz nie musi wynikać z intencji nadawcy, który chce powiedzieć coś prawdziwego, ale z tego, że mówi nieudolnie, ubiera przekaz w złe słowa. Coś może być odebrane przez pryzmat odbiorcy, który może to fałszować.

Czy słowo może być bronią, a kłamstwo bronią cięższą od prawdy lub odwrotnie?

Oczywiście, że słowo może być bronią, wielokrotnie nią było, ponieważ może być użyte do manipulacji, kategoryzacji, itp. To są mechanizmy, które kogoś stygmatyzują, wykluczają, napuszczają jednych na drugich, a w rezultacie mogą rodzić agresję. Czy boleśniejsza jest prawda, czy kłamstwo, pomówienie? To zależy też od autoświadomości indywidualnej i zbiorowej. Jesteśmy wychowani w kulturze, w której prawda jest jedną z najważniejszych i najwyższych wartości. Mówi się, że prawda wyzwala, że daje spokój, że buduje zdrowe relacje. Gorzej jest jednak, kiedy prawdą nie jest. Jest raczej mitem, zwykle idealizującym. Wtedy prawda może zranić, jeśli nie jesteśmy na nią gotowi. Moim ulubionym przykładem w dyskusji na ten temat jest „Dzika kaczka" Henryka Ibsena, ponieważ ona idealnie pokazuje, jak działa prawda wśród ludzi, którzy jedynie deklarują, że chcą prawdy, a w rzeczywistości nie są na nią przygotowani.

Prawda rani tych, którzy żyją mitologią, życiowym fałszem. Dotyczy to zarówno osób, jak i zbiorowości, grup społecznych czy narodów, które tkwiąc w mitologizacji i fałszywej świadomości w każdej chwili są narażone na to, że – jak to się mówi – "prawda wyjdzie na jaw". Wtedy też uruchamiają się różne mechanizmy wyparcia, racjonalizacji itp. Niekiedy nawet próbujemy prawnie zagwarantować uciszenie prawdy. Prawda zatem bywa bardzo bolesna, bo konfrontuje nasze wyobrażenia o sobie z rzeczywistością, a to zwykle nie wychodzi zbyt dobrze. Kłamstwo, pomówienie jest oczywiście bolesne, niesprawiedliwe. Ma też skutki osobiste, społeczne, ekonomiczne. Gdy jednak ktoś mówi nieprawdę o nas, to my wiemy, że to jest nieprawda i to nie burzy naszego światopoglądu. Mamy wewnętrzne poczucie, że jakkolwiek nas tym kłamstwem skrzywdzono, to my wiemy, że to jest fałsz. Natomiast powiedzenie prawdy, na którą nie jesteśmy przygotowani burzy harmonię wewnętrzną, unaocznia kim jesteśmy.

Jakie szkody może wyrządzić kłamstwo w kontekście fake newsów?

Warto zdefiniować, czym jest fake news. W ekstremalnej wersji może być świadomym wprowadzeniem do obiegu nieprawdy, która ma na celu destabilizację sytuacji politycznej czy społecznej, może prowokować, wprowadzać zamieszanie, a nawet wywoływać konflikty zbrojne. Świadomie zastosowany fake news odwołuje się do potencjalnych emocji, które tkwią w odbiorcy. Nadawca, który wie, jak pewna grupa odbiorców zareaguje na daną informację, swoim fake newsem może spowodować konkretne reakcje. Powiedzenie w Polsce, że Polak został pobity w Rosji uwalnia konkretne reakcje społeczne, niezależnie od tego, czy to prawda i jakie były tego okoliczności. Fake news zrodzony przez niejasny, niedopowiedziany fakt z prawodawstwa UE – choćby sławetna krzywizna banana – w minimalnym stopniu wywołuje chęć zrozumienia tej regulacji, ale natychmiast staje się sztandarem krytyków Unii. Taki fake news pełni rolę katalizatora określonych zachowań społecznych, budzi uśpione emocje i resentymenty.

Sam fake news nie jest aż tak skuteczny jeśli nie uruchamia ukrytego zapotrzebowania z drugiej strony. To jest mechanizm świadomego grania komunikatami. Gdy nadawca wie, jak zareaguje odbiorca, gdzie jest jego słaby punkt, prowokuje i obserwuje jego ostrą emocjonalną i zwykle niewspółmierną reakcję. Tkwiące w człowieku świadome i nieświadome założenia są aktualizowane przez odpowiedniego newsa, zarówno prawdziwego, jak i nieprawdziwego. Chętnie takiego newsa "kupujemy" i tracimy czujność, bo zaspakaja nasze oczekiwania. Szukamy w nich potwierdzenia dla naszej wizji świata. Warto też podkreślić, że dotyczy to zarówno oczekiwań dobra, jak i zła. Już stoicy zalecali dystans do emocji, które fałszują ogląd świata. Odbiorca nie sprawdza otrzymanej informacji, bo jego emocje są tak silne, że nie ma na to czasu. W przypadku fake newsów związanych z koronawirusem – że to spisek, że to broń biologiczna, że został stworzony przez Chińczyków – one „tylko" zaktualizowały potencjał, który tkwi w ludziach. Taka informacja trafia przede wszystkim do tych, którzy są przekonani, że Chińczycy są podejrzani, są agresorami, oszustami, chcą zniszczyć świat zachodni.

W człowieku, który nie ma takiego założenia w sobie, nie wywoła to silnych emocji, on uzna, że to jest możliwe, ale że to trzeba sprawdzić. Racjonalnie myślący człowiek musi wziąć pod uwagę koncepcję, że wirus wydostał się z wojskowego laboratorium w Wuhan, ale będzie to tylko hipoteza, jedna z wielu i wymagająca weryfikacji. Ważne jest także to, że takie fake newsy są trudno weryfikowalne. Bo jak ktoś, kto wierzy, że wirus wydostał się z laboratorium, ma szansę to zweryfikować? Musi zaufać lekarzom, naukowcom, nie mówiąc o politykach. Dziś mamy do czynienia z ogromnym kryzysem takiego zaufania. Naukowcy różnią się, dyskutują, ulegają pokusom, zmieniają zdanie, wyrażają swoje opinie adekwatnie do sytuacji w sposób dość skomplikowany. Mija czas, a ludzie chcą informacji prostej i szybkiej. To w połączeniu właśnie z przeczuciem apokalipsy albo spisku wojska, daje w zasadzie nieograniczone pole do hasania fake newsów. Wszyscy naukowcy mówią, że Ziemia jest kulista, a w dalszym ciągu są osoby, które uważają, że jest płaska. Fake newsy atakują tam, gdzie jest potencjał. To są fake newsy zamierzone, ale jest też sfera fake newsów niezamierzonych, które wynikają z nonszalancji, skrótowości czy ignorancji. Coś może pełnić rolę fake newsa mimo, że nadawca nie miał takiej intencji, ponieważ albo został źle zrozumiany, albo sam nie wiedział, że to, co mówi, nie jest prawdą.

Kiedy mówimy o fake newsach zapewne najprościej odnieść się do stwierdzania prawdziwości prostych, izolowanych faktów, nie wnikając w wątpliwości zarysowane w różnych stanowiskach filozoficznych. Ale też izolowane fakty to nie jest rzeczywistość. Pewien mój radiowy rozmówca powiedział mi podczas podobnej dyskusji, że historia to nie kalendarium wojen, rozejmów, pokojów, koronacji i detronizacji. Za każdym faktem kryją się ludzie, charaktery, emocje, rachuby wreszcie przypadki i zbiegi okoliczności. Wydaje się, że nadzieja związana z weryfikacją nawet prostych faktów jest naiwna i złudna. Każdy bowiem fakt podlega interpretacji, każdy fakt wywołuje ciąg skojarzeń, bez których ten fakt jest jałowy. Dopiero skojarzenia z nim i konsekwencje rodzą prawdziwe skutki. Cóż z tego, że news jest prawdziwy, jeśli jego interpretacja jest zadziwiająca czy wręcz absurdalna. Dobrze to widać właśnie na przykładzie izolowanego prostego faktu bycia w klubie sopockim któregoś z wymienionych aktorów. Był? Tak, był. To zatem nie jest fake news, to prawda. Ale czy ten fakt funkcjonuje tylko w tym zakresie. Przecież nie. Nasze myślenie nie poprzestaje na tym fakcie, nie zatrzymuje się na nim, ale kłusuje w kierunku wyznaczonym przez nasze świadome i nieświadome przekonania, które dopiero w całości stanowią o obrazie rzeczywistości.

Jak zatem nauczyć się czujności?

Najlepszą szczepionką na fake newsy jest edukacja, ale w tej sferze zmiany nie zachodzą "z piątku na sobotę". Pamiętajmy też, że nie mamy pełnej wiedzy o świecie i wiele z tego, co nauka dziś uważa za fakt, jutro może być fake newsem. W tej sytuacji zawsze aktualna jest postawa krytyczna wywodząca się z filozofii Kartezjusza, postawa wątpienia, kwestionowania. To powinna być postawa wobec tego, co pochodzi z zewnątrz, ale również wobec samego siebie i naszych przekonań, które są nasze a przez to pewniejsze i prawdziwsze. Powinniśmy mieć w sobie podejrzliwość. Jest to tym bardziej ważne im bardziej kogoś lubimy, komuś ufamy, w coś wierzymy. Im bardziej np. jakiś kandydat na prezydenta nam odpowiada, tym bardziej powinniśmy się go "czepiać", dopytywać, a nie zamykać się na wątpliwości, by potem za niego nie świecić oczami. Im bardziej czujemy misję, posłannictwo, np. dziennikarskie, tym bardziej powinniśmy próbować rekonstruować nawet najbardziej kuriozalne dla nas rozumowania, które przeczyłyby naszemu.

Reasumując, najniebezpieczniejsze są fake newsy, które pasują do naszego światopoglądu, gdy stajemy się mniej czujni. Fake news staje się dla nas atrakcyjny i oczywisty, bo znaleźliśmy fakt, który potwierdza nasz światopogląd. Wobec fake newsów, które są sprzeczne z naszym światopoglądem jesteśmy z zasady podejrzliwi, bo bronimy swych przekonań. Niestety, jednocześnie wtedy odrzucamy też prawdę właśnie dlatego, że jest niezgodna z naszym poglądem. Człowiek o rozbudowanej wrażliwości, intelekcie, krytyczny, "podejrzliwy" co do sądów otrzymanych z zewnątrz, ale też co do sądów własnych, będzie umiał zobaczyć większe pole kontekstu i konsekwencji stwierdzenia izolowanego faktu, a przez to zobaczy też możliwe zagrożenie przemiany tego faktu w fałsz. Człowiek myślący stereotypowo, zero-jedynkowo, czarno-biało, pozwoli na bezkrytyczne i nieświadome pęcznienie tego fałszu na podstawie – co paradoksalne – jednego, ale właśnie izolowanego prawdziwego faktu. News stanie się monstrualnym fake newsem, siłą tego mechanizmu. Na koniec chcę też powiedzieć, że ja jestem Grekiem. Opisując kłopoty, które mamy z dotarciem do prawdy absolutnej, nie chcę powiedzieć, że możemy o niej zapominać. Dążenie do prawdy to nasza moralna i intelektualna powinność.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA