fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Szymon Hołownia: Wyzwanie na pokolenia

Szymon Hołownia
Autor jest liderem ruchu społeczno-politycznego Polska 2050. W 2020 r. kandydował na urząd prezydenta RP, uzyskując wynik 13,87 proc. głosów.
Fotorzepa, Jerzy Dudek
To nie ośmiu gwiazdek w wersji sauté potrzebuje dziś nasz kraj, lecz tego, byśmy nie przegapili węzłowego momentu w dziejach – przekonuje lider ruchu Polska 2050.

Pamiętam dobrze moje spotkania z czytelnikami po napisaniu pierwszej książki, pierwsze trasy po gminnych bibliotekach i domach kultury. 15 lat temu temat zmiany klimatycznej jawił się jako ekstrawagancja dla hobbystów. Wtedy, półtorej dekady po zmianie ustroju, zajmowały nas inne kwestie. PRL wyparował – i co dalej? Wiemy, kim już nie jesteśmy. Ale kim teraz będziemy? Jak odnajdziemy się jako część Zachodu? Kiedy nie będziemy już zarzynać się w potransformacyjnym wyścigu?

Dziś, po kolejnych 15 latach, kilka odpowiedzi już znamy. Nie są to odpowiedzi, których ktokolwiek mógłby się spodziewać na początku tej drogi. Wiemy, że droga do Unii Europejskiej wcale nie musi być jednokierunkowa. Zaledwie kilka lat wystarczyło, by znaleźć się w miejscu, z którego widać drzwi z napisem „EXIT". Wiemy też, że model protransformacyjnej gospodarki wcale nie jest oczywisty. Że rozwiązaniem nie jest ani hardcore'owy liberalizm, ani też państwo bankomat. Wiemy, że transformacja oprócz sukcesów przyniosła też wiele traum. Dobrobyt w Polsce nie rozłożył się równomiernie. Przekonanie, że wystarczy ciężko pracować, by zajść wysoko, nie zawsze okazywało się prawdziwe. PiS, idąc do wyborów w 2015 roku, obiecał korektę, oparcie polityki na wartościach i dopuszczenie do głosu nowego pokolenia. W praktyce okazało się, że „dobra zmiana" przyniosła parodię każdego z trzech pojęć: „Praca. Pokora. Umiar". TKM w laboratoryjnie czystej formie. Nepotyzm, jakiego Polska nie widziała w całym trzydziestoleciu (a widziała przecież sporo).

Teatralne mordobicie

Po tych latach zobaczyliśmy też ostatecznie efekty tego, co wydawało się pokojową koegzystencją państwa i Kościoła. Przymykanie oczu przez kolejne rządy na przywileje majątkowe, polityczne i finansowe za czasów PiS wyrodziło się w totalną unię tronu i ołtarza.

Wreszcie pandemia pokazała nam to, o czym usilnie próbowali zapomnieć wszyscy rządzący po 1989 roku. Bezpieczeństwo to także, a może przede wszystkim, gwarancja wsparcia w chorobie. Oprócz śmierci na covid w Polsce w czasie pandemii zmarło ponadnormatywnie 50 tys. osób na inne choroby. Ci ludzie mogliby żyć, gdyby system ochrony zdrowia działał efektywnie. Niestety, obecna władza wbiła gwóźdź do jego trumny.

To oczywiste, że PiS trzeba jak najszybciej odsunąć od władzy. Ale to nie wystarczy. Wybory wygrane bez pomysłu na przyszłość to klucz do odzyskania władzy przez obecnie rządzących już w kolejnej kadencji. PiS narobił ogromnych szkód, ale nie możemy zapominać, że dla wielu Polaków w swoim czasie był nadzieją na rozwiązanie problemów, z którymi bezskutecznie zmagali się przez lata. Ci ludzie muszą usłyszeć, że nie ma powrotu do Polski sprzed 2015 roku. Że istnieje plan naprawy tego, co zostało zepsute w transformacyjnym biegu.

Jednocześnie myślenie „pozbądźmy się Kaczyńskiego, a później się zobaczy" to minięcie się z historycznym momentem, porównywalnym z tym sprzed 30 lat. Przesadzam? Nie. Bo polityka to nie wyłącznie teatralne mordobicie elit. To przestrzeń, w której niepowstrzymane globalne procesy bezlitośnie obnażają wszelkie lokalne zaniechania.

Cztery transformacje

Chcemy czy nie chcemy, w ciągu najbliższych dwóch–trzech dekad Polska będzie musiała przejść cztery, sprzężone ze sobą, potężne transformacje. Po pierwsze, klimatyczną, jeśli chcemy mieć co jeść, nie mieć co chwila blackoutów, nie płacić za wodę jak za ropę i nie mieć wojny domowej. Musimy przejść od traktowania środowiska jak gratisu do obiektu, w którym widzimy dobro cenniejsze od tego, jakie z takim zachwytem ogląda w skarbcu prezes NBP.

Po drugie, transformacja technologiczna. Tych, którzy marzą o tym, by ktoś otworzył w Polsce montownię, zastąpić muszą ci, którzy „umieją w" gospodarkę opartą na wiedzy. Jeśli mamy nie zubożeć prześcignięci przez konkurencję, potrzebujemy edukacji opartej na rozwijaniu ciekawości, a nie zakuwaniu dzieł Jana Pawła II. Tak by absolwenci polskich szkół byli w stanie tworzyć to, co zmontują roboty.

Trzecie wielkie wyzwanie: starzenie się naszego społeczeństwa i zapaść demograficzna. To znowu dotyka gospodarki, ale woła też o zupełnie inny system ochrony zdrowia. Ten obecny za chwilę całkiem padnie, bez pielęgniarek i lekarzy, z całą masą długów. A co, kiedy będzie musiał obsłużyć choroby i starość kilku milionów osób więcej?

Po czwarte wreszcie: jeśli mamy nie zredukować się do republiki bananowej, niezbędna jest dziś głęboka transformacja ustrojowa. Takie zabezpieczenie konstytucyjnych wolności, trójpodziału władzy, obecności w sojuszach, żeby żaden ustrojowy gangster nigdy więcej nie mógł urządzić tu sobie paradyktatury.

Koniec wojny

Każda z tych transformacji z osobna to wyzwanie wymagające ponadplemiennej współpracy. A jeśli mamy zrobić ich naraz aż cztery? Żeby przejść to wszystko, musimy działać w oparciu o wspólnotę. Musimy przypomnieć sobie, że istota polityki to roztropna dbałość o dobro wspólne. Musimy zrezygnować z wojny polsko-polskiej.

Czy to oznacza, że mamy teraz wszyscy chwycić się za ręce i radośnie śpiewając, wspinać się na rusztowanie przyszłości? Nie, to oczywiście zupełnie nierealne. Chodzi o to, by zacząć już dziś – nieprostą – podróż od logiki naprzemiennego wyrzynania się do cywilizowanego sporu. Sporu o lata, o liczby, o procenty, ale też o wartości czy emocje. W tym sporze trzeba pamiętać o zwolennikach PiS-u – tych, którzy wciąż deklarują, że nie ma dla nich innej opcji niż partia rządząca. Oni też stanowią istotną część Rzeczpospolitej. Nie wolno blokować im wyjść ewakuacyjnych, zamykając ich w twierdzy strachu przed spiralą odwetu.

To, że jesteśmy różni, nie jest deficytem, lecz zasobem. Różne pomysły na demokratyczną Polskę to korzyść dla wyborcy, który wreszcie może wybrać między dobrym a lepszym, a nie tylko między mniejszym i większym złem. Tam, gdzie jest zdrowa konkurencja, jest miejsce na innowacje i „produkt" jest zawsze wyższej jakości. Debatujmy, przekonujmy najlepiej jak umiemy do swoich wizji współobywateli. A po wyborach wybierzmy najlepsze z tych rozwiązań, podpiszmy transparentną, jawną dla wszystkich ludzi w Polsce umowę koalicyjną i realizujmy ją w trosce o dobro wspólne, a nie tylko dobro tej czy innej partii. Z myślą o pokoleniu, a nie tylko jednej kadencji.

Byliśmy zajęci, ale teraz nadszedł czas

W tym bowiem, w czym wielu widzi dziś koniec drogi, my w Polsce 2050, widzimy jej początek. To nie ośmiu gwiazdek w wersji sauté potrzebuje dziś Polska, lecz tego, byśmy nie przegapili węzłowego momentu w jej dziejach, tak jak 15 lat temu – zajęci ważnymi, codziennymi sprawami, wzruszaliśmy ramionami, słysząc o zmianie klimatu, rosnących w Polsce nierównościach i innych wyzwaniach, które przecież już wtedy stały u naszych drzwi. Dziś są już z nami i nie pozwalają nam marnować ani chwili dłużej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA