fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Wybory do KRS: Dociekania symetrysty

Trwająca w mediach dyskusja nad prawomocnością nowej Krajowej Rady Sądownictwa sprowadza się do powtarzania dwóch prostych argumentów. Krytycy nowelizacji ustawy o KRS twierdzą, że zastosowany tryb wyboru uzależnia sędziów od władzy politycznej. Minister Ziobro i jego wiceministrowie odpowiadają przy każdej okazji, że przecież i w innych krajach Unii Europejskiej politycy wybierają sędziów, a w Polsce zastosowano zasadę wyboru większością trzech piątych głosów, więc o żadnym uzależnieniu od aktualnie sprawujących władzę mowy nie ma.

List do „Rzeczpospolitej"

Zwolennikom obu stron zdaje się to wystarczać, ale nieuprzedzony obserwator tego sporu nie dostaje argumentów wystarczających do wyrobienia sobie własnego zdania. Jak zwykle w takich przypadkach trzeba sięgnąć do tekstu aktualnej ustawy o KRS i sprawdzić, jak ta procedura wyboru wygląda w szczegółach.

Prawo wysuwania kandydatów do KRS przyznano grupom 25 sędziów i 1000 obywateli niebędących sędziami. Każda taka grupa może zgłosić dowolną ilość kandydatów. Po zweryfikowaniu podpisów osób popierających marszałek Sejmu zwraca się do klubów poselskich o wskazanie z listy wysuniętych kandydatów do dziewięciu osób jako kandydatów klubu. Właściwa komisja sejmowa z tych list wyłania ostateczną listę piętnastu kandydatów „z zastrzeżeniem, że na liście uwzględnia się co najmniej jednego kandydata wskazanego przez każdy klub poselski". Tak sporządzoną listę dostaje Sejm i przegłosowuje ją większością trzech piątych głosów, a w przypadku niedokonania wyboru zwykłą większością w drugim głosowaniu.

Po przeczytaniu tekstu ustawy nieuprzedzony obserwator musi dojść do wniosku, że minister Ziobro i jego wiceministrowie działają w złej wierze, szermując argumentem wyboru większością trzech piątych głosów, bo przecież oni tę ustawę pisali, więc znają jej treść, oraz że opozycja albo jej nie czyta ze zrozumieniem, albo nieudolnie przedstawia swoje racje. Ustawa napisana jest tak, aby gwarantować wybór do KRS dziewięciu kandydatów partii rządzącej, wysuniętych przez grupę 2000 obywateli lub 25 sędziów, i sześciu kandydatów opozycji, czyli aby zagwarantować miażdżącą przewagę ugrupowania rządzącego w KRS. O takim składzie decyduje komisja sejmowa, w której partia rządząca ma większość. Reszta, w tym głosowanie większością trzech piątych głosów, to tylko dekoracja, bo w drugim głosowaniu lista komisji przechodzi z automatu. W przystępie szczerości przyznał to sam minister Ziobro, oświadczając, że wybrali swoich, a opozycja, gdy dojdzie do władzy, też wybierze sobie swoich.

Na opisany w ustawie mechanizm wyborów można jednak spojrzeć także jak na hołd, który występek składa cnocie. Autorzy rozumieli, że de facto czynią rzecz niecną, ale zamiast napisać to wprost, obudowali zaprojektowaną procedurę szeregiem ozdobników, które mają sprawiać wrażenie rzetelnej procedury wyborczej, a nie ustawianego przetargu.

Prof. Jan Środoń – profesor nauk o Ziemi związany z Instytutem Nauk Geologicznych Państwowej Akademii Nauk, w czasach PRL działacz opozycji antykomunistycznej

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA