fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Krzysztof Janik: Krajobraz po koronawirusie

Rzeczpospolita/ Rafał Guz
Epidemia stworzyła szansę na zbudowanie od dawna postulowanego e-państwa i e-administracji. Dzięki niej wyraźnie wzrosną kompetencje cyfrowe naszego społeczeństwa. Pogrzebała też chyba ostatecznie ideologię neoliberalizmu. Być może przywróci też politykę społeczną w Polsce.

Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy już w stanie wyjątkowym, spowodowanym epidemią koronawirusa. Nie chodzi mi tu o oficjalne stanowisko rządu. On – z powodów, jak sądzę, politycznych – wzdraga się przed skorzystaniem z istniejących rozwiązań prawnych i procedur stanu nadzwyczajnego. Idzie mi raczej o stan świadomości społecznej, zachowania ludzi, mobilizację aparatu państwowego i sposoby jego działania. To jeszcze potrwa, nikt nie wie ile. Ale pewne zmiany w funkcjonowaniu państwa i wspólnoty są nieuchronne. Niektóre będą pozytywne, inne negatywne. Z wszystkimi muszą się zmierzyć rządzący, kimkolwiek będą. Bo konsekwencje tej epidemii sięgają poza horyzont jednej czy dwóch kadencji.

Zacznijmy od rzeczy najbardziej optymistycznej. Wszystko wskazuje na to, że wyraźnie wzrosną kompetencje cyfrowe naszego państwa i społeczeństwa. W systemie edukacji być może na stałe zagości e-learning. Postawi to nas przed nowymi dylematami. Trzeba określić na nowo miejsce szkoły w systemie socjalizacji społecznej, zdefiniować proporcje pomiędzy jej funkcją dydaktyczną, edukacyjną a wychowawczą. Trzeba się będzie bronić przed zakusami „racjonalizacji” wydatków na oświatę. Prosty e-learning zmniejsza koszty bezpośrednie, a to rodzi pokusę zmniejszenia finansowania oświaty. Ale rozwój tej formy kształcenia to też szansa na zrównanie warunków startu życiowego dzieci ze środowisk zaniedbanych. I szansa na robotyzację edukacji.

Praca nad nowym modelem edukacji to potężne wyzwanie dla resortów oświaty i szkolnictwa wyższego, dla nauczycielskich związków zawodowych, firm informatycznych i ich programistów. Trzeba zbudować ponadpolityczne ciało zdolne do zaprogramowania tych zmian, stworzyć zupełnie nowe instrumenty ich wdrażania, znaleźć pieniądze na nowoczesny sprzęt dla każdego.

Epidemia stworzyła także szansę na zbudowanie od dawna postulowanego e-państwa i e-administracji. Okazuje się, że w warunkach nadzwyczajnych jest możliwe załatwienie wielu spraw w urzędach bez fizycznej w nich obecności. A może by przedłużyć ten stan rzeczy? Czy naprawdę muszę osobiście zanieść do urzędu deklarację w sprawie śmieci? Ile jeszcze jest procedur, które mógłbym załatwić, dysponując pocztą elektroniczną i dostępem do internetu? Oto wielka szansa dla resortów administracji i cyfryzacji. Przekuć stan nadzwyczajny wywołany epidemią w codzienną praktykę. Może nadać każdemu obowiązkowo e-dowód i podpis elektroniczny. Bez tego postulat głosowania przez internet jest sprzeczny z konstytucyjnymi zasadami przeprowadzania wyborów.

Na naszych oczach zmieniają się także relacje państwo–gospodarka. Epidemia pogrzebała chyba ostatecznie ideologię neoliberalizmu, hasła typu „byleby państwo nie przeszkadzało”. Jako człowiek lewicy nie odczuwam z tego powodu satysfakcji. Wręcz przeciwnie, boję się prostych rozwiązań zaprzeczających dotychczas istniejącym dogmatom. Ale mam ponurą satysfakcję z tego, że epidemia obnażyła słabość rozwiązań, które uznawano za optymalne – umów śmieciowych, jednoosobowych działalności gospodarczych, umów menedżerskich – protez, które ukrywały brak pomysłu państwa na obecność w gospodarce, zniechęcały do poszukiwania bardziej subtelnych i bezpiecznych metod wpływania na gospodarkę. Teraz to już nie będzie możliwe, choć koszt społeczny i gospodarczy tego procesu będzie olbrzymi.

Być może – i to jest pozytyw – przywróci to politykę społeczną w naszym państwie. Kryzys zepchnie niemałe grupy naszych obywateli w obszary biedy i nędzy, przypomni nieużywane od dawna pojęcia minimów socjalnego i egzystencji. Rząd będzie się musiał wreszcie zająć tymi grupami, nie bacząc na korzyści wyborcze. A zatem nie każdemu po równo, czym zajmuje się stosowny resort udający, że prowadzi politykę społeczną. Być może trzeba będzie przywrócić kryterium dochodowe we wszystkich akcjach typu 500+ czy 13. i 14. emerytura. Być może weźmiemy się wreszcie za budownictwo socjalne, odbudujemy spółdzielczość jako formę samopomocy. Potrzebny jest szeroki front inwestycyjny. Ale nie w postaci CPK, który wymusi ponowną centralizację państwa i wysysanie prowincji. Te inwestycje potrzebne są w Przeworsku i w Dąbrowie Tarnowskiej, bo tam firmy potrzebują zleceń i tam jest mnóstwo zadań do wykonania.

Pandemia postawiła na nowo pytania o globalizację i rolę wspólnot ponadpaństwowych typu Unia Europejska. Izolacjoniści już się cieszą, wieszczą upadek Schengen, kreują UE na wroga publicznego, który – politycznie rzecz biorąc – jest niezbędny przy wychodzeniu z kryzysu. Ostrzegam przed takim myśleniem. Nikt rozumny nie kwestionuje roli państwa w zapobieganiu epidemii. Ale rozwiązanie całościowe – znalezienie szczepionki, opracowanie procedur postępowania w przypadku kolejnych epidemii – to zadanie ponadnarodowe, efekt współpracy wielu państw i wspólnot.

Nie mam żadnych wątpliwości, że procesów globalizacji nie da się zatrzymać. Dotyczy to gospodarki, współpracy intelektualnej i naukowej, wreszcie migracji. Epidemia zmieniła wszystko po to tylko, aby w sferze stosunków międzynarodowych nic nie zmienić – potrzebna nam będzie nadal solidarność międzywspólnotowa i pomoc innych w wychodzeniu z tej traumy. Problemy będziemy mieli takie same jak dziś, być może unowocześnimy tylko sposoby ich rozwiązywania. A to już jest dużo.

Krzysztof Janik jest byłym przewodniczącym SLD, ministrem spraw wewnętrznych i administracji oraz posłem na Sejm

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA