fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Kmieciak: Wylogowani z życia

Adobe Stock
W Polsce z powodu samobójstw ginie więcej osób niż w wypadkach samochodowych. Szacuje się, że w 2018 r. co 47 minut dochodziło na terenie naszego kraju do zamachu samobójczego.

W dniu 10 września każdego roku przypada szczególne wydarzenie. Od kilkunastu już lat w tym czasie przeżywany jest Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom. Został on ustanowiony w 2003 r. przez Światową Organizację Zdrowia (WHO), w celu zwiększenia świadomości związanej z coraz poważniejszym problemem jakim są działania samobójcze coraz młodszych osób. Dzisiaj znamy mniej więcej statystyki, w tym temacie. Suicydolodzy potrafią coraz lepiej rozpoznawać i nazywać niepokojące symptomy, prowadzące do targnięcia się na własne życie. Czy jednak mamy świadomość, jak zapobiegać samobójstwom?

Piekło i tyle

Pod koniec sierpnia b r. posłanka PO, Jagna Marczułajtis -Walczak przyznała w trakcie jednego z wywiadów, iż znalazła się w ostatnich latach w sytuacji, w której myślała o odebraniu sobie życia. Jak się okazało u jej trzeciego dziecka wykryto poważną wadę mózgu. Jak sama zaznaczała jej położenie doprowadziło do pojawienia się poważnych stanów depresyjnych, które wiązały się z wystąpieniem myśli samobójczych: „Patrzyłam tylko z jakiego mostu zjechać, albo jak to zrobić żeby się zabić razem z tym dzieckiem, żeby po prostu już nie cierpiał on i ja”- przypomina posłanka. Podobne wypowiedzi pokazują bardzo wyraźną korelację. Z jednej strony pojawia się dramat, tak trudny do wyobrażenia, że przekracza powoli naturalne dla człowieka pragnienie życia. Zygmunt Freud w książce „Człowiek, religia, kultura” zwracał uwagę, że w każdym z nas jest naturalne pragnienie, by żyć, dlatego w chwili zagrożenia potrafimy walczyć w sposób zaciekły o własne życie i życie bliskich nam osób. Z drugiej jednak strony, jak zaznaczał ojciec psychoanalizy, jest w nas „pociąg do Tanatosa”. W niepojęty sposób pragniemy śmierci. Trafnie dostrzegł to George Carlin, który dostrzegł, że paradoksalnie czasem pragniemy tak bardzo śmierci, „jakby zależało od tego całe nasze życie”. Prof. Antonii Kępiński ujął to jeszcze inaczej w jednym z artykułów. Jak stwierdza wspomniany psychiatra- filozof: „U młodych samobójstwo jest wołaniem o pomoc, u starych jest tylko wołaniem o śmierć.”. Owo wołanie wiąże się najczęściej z kryzysem, cierpieniem, bólem i samotnością. Czasem związane jest wprost z zagubieniem, jak stwierdził niegdyś Paulo Coelho. W książce „Weronika postanawia umrzeć” dochodzi w pewnym momencie do wniosku, że osoby podejmujące próby samobójcze są często zbyt słabe by żyć ale jednocześnie zbyt mocne, by umrzeć.

Samobójstwo zostaje

Samobójstwo zostaje na stałe. U zmarłych jest bezpośrednia przyczyną śmierci. U tych, którzy próbowali, jest blizmą, czasem bardzo wyraźną. U osób bliskich, jest raną, która towarzyszy. U tych, którzy wspierają, jest trwałym wspomnieniem, prowokującym pytania, które najczęściej pozostają bez odpowiedzi. Kilkakrotnie miałem do czynienia z każdą z tych grup. Pamiętam doskonale Panią E., która na początku mojej pracy w szpitalu psychiatrycznym przygotowała dla mnie pracę na zajęciach terapeutycznych. Pamiętam dr A., która znalazła swojego pacjenta, gdy ten się powiesił, choć żadne kryteria diagnostyczne nie wskazywał na istnienie niebezpieczeństwa. Pamiętam siostrę. O., która musiała zmienić pracę w oddziale, bo cały czas pamiętała o dziewczynce, którą dostrzegła za późno w toalecie. Mam w pamięci również ostatnią z prowadzonych spraw, gdy wszyscy się zastanawiali: Jak to możliwe, by pacjent odebrał sobie życia w oddziale pełnym ludzi? Podobne pytanie uświadamia niestety, że zamach samobójczy zawsze pozostanie jakąś tragiczną tajemnica. Z jednej strony psychiatrzy wiedzą, że szczególna opieka winna być sprawowana nad pacjentami, którzy znajdują się w stanie wyraźnego spowolnienia psychoruchowego oraz obniżenia nastroju, którym towarzyszą myśli rezygnacyjne. Z drugiej jednak perspektywy nie jest tajemnica, że szczególnie trudnym suicydologiczne momentem jest chwila, w której następuje u pacjenta poprawa nastroju. Czasem jest to moment najbardziej niebezpieczny, bo paradoksalnie dający siłę by zrobić sobie krzywdę. Uzmysławia to dobitnie pewien dość popularny mem. Widzimy na nim kilkanaście słynnych postaci. Są wśród nich uśmiechnięci: Robin Williams, Marlyn Monroe oraz Kurt Cobain, a wiec osoby, które zmarły właśnie w wyniku zamachu dokonanego na własne życie.

Profilaktyka

Nie ma leku na samobójstwo. Nie ma prawdopodobnie również terapii, która w 100% gwarantowałaby nam, iż nigdy człowiek nie będzie doświadczać myśli, które kierować go będą w stronę śmierci. Wspomniany powyżej Paulo Coelho opisywał Weronikę, jako tą, która z całą pewnością od dłuższego czasu myślała o śmierci: „Weronika nienawidziła wszystkiego, ale przede wszystkim sposobu, w jaki żyła, nie widząc nigdy setek innych Weronik, które w niej mieszkały, które były fascynujące, szalone, ciekawe świata, odważne, gotowe na ryzyko.” Jak się jednak okazuje podobna „pokusa śmierci”, jawiąca się jako jedyne rozwiązanie często spotyka się z walką ze strony potencjalnej ofiary. Widać to dolanie w wierszu Edwarda Stachury, poety, którego 40 rocznicę samobójczej śmierci obchodziliśmy zaledwie kilkanaście dni temu. W utworze: „Czas płynie i zabija rany” czytamy jego nawoływanie do osoby myślącej o śmierci:

„Posłuchaj, porzucony przez nią, 

Nieznany mój przyjacielu: 

W rozpaczy swojej 

Nie wychodź na balkon, nie wychodź, 

Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź, 

Na smugę cienia nie wbiegaj, Zaczekaj, trochę zaczekaj!”

Kilka wersów dalej poeta ten mocno przypomina, wręcz zapewnia pełen nadziei: 

„Przysięgam wam, że płynie czas! 

Że płynie czas i zabija rany! 

Przysięgam wam, przysięgam wam, 

Przysięgam wam, że płynie czas! 

Że zabija rany - przysięgam wam!”

Wspomniany przez Stachurę czas jest z całą pewnością jednym z najważniejszych „terapeutów”. Jego działanie jest jednak możliwe tylko w momencie, w którym to obok osoby doświadczającej kryzysu pojawi się druga postać. Przywołana we wstępie poseł Jagna Marczułajtis -Walczak stwierdza wprost, „Znaleźliśmy ciepłą i dobrą osobę. Ona mi pomogła, dała mi siłę. Zrozumiałam, że są tacy, którzy mają jeszcze ciężej.”. Od drugiej strony omawiane zjawiska pokazuje Prof. Agnieszka Gmitrowicz, z łódzkiej Kliniki Psychiatrii Młodzieżowej, pracująca z młodymi osobami po próbach samobójczych. Jej zdaniem to właśnie samotność jest pierwszą przyczyną licznych zaburzeń, jakie przychodzą młode osoby. „Przychodzą do mnie czasem matki (...) które mówią: „bardzo kocham swoje dzieci”, ale pytane, jak się uczą, jakie mają zainteresowania, odpowiadają: „kto by spamiętał”, więc dalej już nie pytam.”- podsumowuje prof. Gmitrowicz.

Z całą pewnością to właśnie psychiatria dziecięco- młodzieżowa jest tym obszarem, który wymaga szczególnej inwestycji, jako naturalny obszar zarówno profilaktyki działań samobójczych, jak i wsparcia osób po „próbach S”. Podobne próby najczęściej jednak nie wynikają z zaburzeń natury psychotycznej (omamy, urojenia). Są one wprost związane z cierpieniem, które jest bardzo realne Wynika ono z stanów depresyjnych, lękowych, z doświadczania traumy. Jest ono wręcz namacalnie doświadczane. To te doświadczenia wewnętrzne kierują daną osobę w stronę mostu, wieżowca, lub kuchenki gazowej, które mają na chwilę „pomóc”.

Ratunek

W czasach epidemii samobójstw nie ma lepszego lekarstwa niż drugi człowiek. To jego brak prowadzić może do tragedii, co pokazuje treść dość znanej historii. Pewien mężczyzna popełnił samobójstwo skacząc z mostu Golden Bridge. Wcześniej w liście pożegnalnym napisał: „Idę w stronę mostu. Jeśli choć jedna osoba po drodze się do mnie uśmiechnie, nie skoczę.”. Skoczył. Jak się jednak okazuje scenariusz może wyglądać zupełnie inaczej. Przekonał się o tym Tobiasz Lipiński, który w 2013 r. chciał odebrać sonie życie skacząc z wiaduktu. Nagle zatrzymał się samochód i mężczyzna w nim siedzący zapytał:

„- Hej, wszystko OK? (…)

- Nie wychodź, bo skoczę! 

- Dlaczego chcesz się zabić? 

- Bo żona chce odejść - odpowiedział Tobiasz. - Nie mam już dla kogo żyć. Dla nikogo nie jestem ważny. Jestem głupi, biedny, nie ma tu dla mnie miejsca. 

- Masz dziecko? 

- Syna. 

- To musisz żyć dla niego. Nie jesteś już sam. Teraz masz jeszcze mnie”- powiedział człowiek w aucie i podał Tobiaszowi rękę.

Autor jest doktorem nauk społecznych, socjologiem prawa i bioetykiem, wykładowcą akademickim oraz ekspertem Instytutu Ordo Iuris, przez osiem lat pełnił funkcję Rzecznika Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA